środa, 11 października 2023

2023-10-01 z Turkolem do Krynicy

 

Podobnie jak w ubiegłym roku, taki i teraz portal Turystyka Kolejowa Turkol uruchomił liczne pociągi specjalne w ramach jesiennej oferty pn. „Bieszczady”. Jej zasięg nie ograniczał się do Bieszczad, zawierał liczne trasy południowo-wschodniej części kraju. Start imprezy był w piątek 29 września 2023 r. i obejmował najpierw łącznice w okolicach Częstochowy i Kielc, a następnie okolice Chełma, Zamościa i Rzeszowa. Mnie i Alka najbardziej interesował ostatni dzień oferty, czyli niedziela 1 października. Skład startował wówczas z Krosna i pojechał do Uherzec w Bieszczadach, po czym z powrotem pojechał do Krosna i dalej przez Jasło i Nowy Sącz do Krynicy, a następnie przez Kraków do Warszawy. W tym roku do prowadzenia większości pociągów Turkolu angażowana jest lokomotywa spalinowa SU46-029 należąca do PKP Cargo. Jest to ostatnia czynna przedstawicielka tej serii. Lokomotywy SU46 były produkowane w latach 1974-1977 i w 1985 roku w zakładach Cegielskiego w Poznaniu jako następcy pojazdów serii SU45. Ostatni egzemplarz ma dopuszczenie do ruchu ważne do grudnia 2023 r. i w ramach pożegnania zwiedza różne zakątki kraju. W niedzielę 1 października na trasie do Krynicy towarzyszył mu dodatkowo zabytkowy elektrowóz EP05-23 należący do PKP Intercity. Na kryniczance pociągi Turkolu prowadziły obie lokomotywy w różnych konfiguracjach. Na niektórych odcinkach obie lokomotywy ciągnęły razem skład, a na niektórych jedna ciągnęła a druga popychała. Tak wyjątkowego składu na kryniczance po prostu nie mogliśmy odpuścić. Pierwotnie w sobotę Alek miał mieć nockę w pracy i mieliśmy wyruszyć z Krakowa w niedzielę o 7 rano. Ostatecznie udało mu się zamienić w pracy i mogliśmy gonić pociąg na całej trasie od Krosna. Razem z nami pojechał kolega Wojtek.

Już myślałem że organizacja wyjazdu jest dopięta na ostatni guzik, a tu w sobotę wieczorem widzę dwa nieodebrane połączenia od Alka. Myślę co jest grane. Okazało się, że Alek ma problemy z zatankowaniem auta i już ma wizje że nie pojedziemy. Rząd wprowadził przedwyborczą obniżkę cen paliwa, to od razu ludzie masowo tankują na zapas, tak że albo na stacjach brakuje paliwa albo padają dystrybutory. Alek prosił, żebym poszukał czy na stacjach u mnie w pobliżu jest możliwość zatankowania. Na szczęście chwilę później zadzwonił że udało mu się zatankować i alarm odwołany J. Zbiórkę mieliśmy o godzinie 4 pod moim blokiem. Wojtek przyjechał od siebie z Czeladzi i zaparkował na moim osiedlu, po czym przyjechał Alek i nas zgarnął. Autostradą A4 cisnęliśmy do Dębicy, a potem drogami wojewódzkimi przez Frysztak do Krosna. Na „bezdruciu” większość miejscówek do zdjęć proponował Wojtek, a za Jasłem głównie ja i Alek. Pociąg ruszał z Krosna o 6:40, a pierwsze zdjęcia planowaliśmy wykonać w stacji Zarszyn. Zachowała ona klimat starej kolei galicyjskiej. Posiada budynek z czasu budowy linii oraz ziemne perony. Okolica była spowita mgłą, która coraz bardziej się zagęszczała. Momentami nie było nawet widać semaforów wyjazdowych. Doszło do sytuacji, że miłośnicy który planowali zdjęcia szlakowe z dalszych odległości, zjeżdżali się do nas na stację 😀. Kwadrans po godzinie 7 z mgły wyłoniła się suka z trzema oliwkowymi wagonami. 

SU46-029 z pociągiem Turkolu relacji Krosno - Uherce mija
stację Zarszyn

Korzystając z niskich prędkości obowiązujących na tym odcinku, szybko wyprzedziliśmy skład i wykonaliśmy zdjęcia jak opuszcza on kolejną stację, czyli Nowosielce. 

Wyjazd ze stacji Nowosielce

Następne zdjęcia pierwotnie planowaliśmy wykonać w Nowym Zagórzu, ale jako że szybko udało się pociąg ponownie wyprzedzić, zrobiliśmy bonusowe ujęcie przed zjazdem na obwodnicę Sanoka. 

Na szlaku Nowosielce - Sanok

Sanok ominęliśmy sprawnie i już kwadrans później czekaliśmy na wyjeździe z Nowego Zagórza. Stacja jest obecnie zastawiona sprowadzonymi przez SKPL holenderskimi spalinowymi zespołami trakcyjnymi. 

Skład opuszcza stację Nowy Zagórz

Po uwiecznieniu składu wyjeżdżającego ze stacji, ruszyliśmy już prosto do Uherzec. Jest to bowiem jedyna stacja z semaforami kształtowymi na trasie tego pociągu, a zależało nam na ujęciu z podanym semaforem wjazdowym. 

Wjazd na stację Uherce

Kolejne kilkanaście minut poświęciliśmy na fotografowanie manewrów suki w Uhercach. Zauważyliśmy, że stacja Uherce nie jest już cała na semaforach kształtowych. Jeden z semaforów wyjazdowych w kierunku Ustrzyk Dolnych został unieważniony i obok postawiono świetlny. Domyśliliśmy się, że to dlatego, że nie jest obsadzana nastawnia wykonawcza na tej głowicy i PLK wolała postawić semafor świetlny, aby nie odstawiać wiecznej prowizorki z wyjazdami na rozkaz. 

Oblot składu w Uhercach

Skład szykowany do wyjazdu w drogę powrotną

Na odjazd pociągu nie czekaliśmy, bo chcieliśmy zdążyć na spokojnie zająć miejscówkę przy moście na Sanie przed Nowym Zagórzem. Most ten niedawno został wyremontowany, z dużym prawdopodobieństwem z wykorzystaniem staro użytecznych przęseł z mostu na Wiśle w ciągu krakowskiej linii średnicowej. 

Most na Sanie przed Nowym Zagórzem

Po wykonaniu zdjęć pociągu na moście wskoczyliśmy na obwodnicę Sanoka i po chwili zaczailiśmy się na fotki na znanym i lubianym łuku na szlaku Sanok – Nowosielce. Pierwotnie nie planowaliśmy się tu zatrzymywać, gdyż byłoby pod słońce. Ale jako że słońce jeszcze się nie przebiło przez poranne mgiełki, to uwzględniliśmy to miejsce. Całkiem spory szpalerek focistów się tu ustawił. 

Znana i lubiana miejscówka na szlaku Sanok - Nowosielce

Za Nowosielcami jest odcinek z niskimi prędkościami i nie musieliśmy gnać na wariata, żeby wyprzedzić pociąg. Następne fotki planowaliśmy wykonać na prostej z teletechniką w okolicach Zarszyna. Długo zastanawialiśmy się w którym miejscu się zatrzymać i ostatecznie wybraliśmy przejazd już przy pierwszych zabudowaniach Beska. Miejscówka nie była aż tak szałowa jak się spodziewaliśmy, ale skoro już tu przyjechaliśmy to zrobiliśmy fotki. 

Na szlaku przed Beskiem

Dalej mieliśmy do pokonania ruchliwe skrzyżowania w Miejscu Piastowym i Krośnie, ale na szczęście cały czas mieliśmy lekką przewagę nad pociągiem. Za Krosnem kierowaliśmy się lokalnymi drogami przez Jedlicze do Tarnowca, gdzie zaplanowaliśmy ujęcie stacyjne. 

SU46-029 z pociągiem "Nikifor" z Krosna do Krynicy mija stację
Tarnowiec

Dalej mieliśmy trudne zadania przebić się przez Jasło. Na szczęście w byliśmy już wcześniej z Alkiem w tych rejonach i mieliśmy zapoznanie tutejszych lokalnych dróg. Jak z Tarnowca pojedzie się przez Czeluśnicę i Wolicę, to nie trzeba będzie wjeżdżać do centrum Jasła, a przejedzie się jego południowym skrajem. Biegnącą przez otwartą przestrzeń drogę z Tarnowca do Czeluśnicy, upodobali sobie lokalsi do ćwiczenia driftowania. Na asfalcie widać ślady palonej gumy o charakterystycznym sinusoidalnym kształcie 😅. W Czeluśnicy pokrzyżował nam nieco szyki remont mostku i musieliśmy trochę kluczyć po wsi. Na szczęście mimo to czas mieliśmy dobry i na krajówkę nr 28 w Jaśle wskoczyliśmy niedługo po tym jak pociąg opuścił Jasło. Sytuacja była bardzo podobna jak w czerwcu, kiedy goniliśmy pociąg TLK „Bieszczady”. Na szlaku Jasło Niegłowice – Przysieki gdzie jest niska szlakowa, bez większych trudności dogoniliśmy pociąg. Natomiast za Przysiekami pociąg przyspieszył i zaczął nam deptać po piętach. Dopiero za Skołyszynem linia kolejowa idzie nieco naokoło i tam udało nam się zrobić przewagę nad pociągiem. Mieliśmy ambicje wykonać zdjęcia z przejazdu przed Bieczem, gdyż tam linia idzie ładnie do słońca. Zdążyliśmy dosłownie na styk. 

Na szlaku przed Bieczem

Potem mieliśmy jedną z niewielu chwili luzu, gdyż w Bieczu suka ma dłuższy postój. Będzie krzyżować się z TLK „Bieszczady” z Krakowa do Zagórza. Zajechaliśmy na spokojnie od południowej strony na stację i uwieczniliśmy mijankę. „Bieszczady” obsługiwała „Mucha”, czyli spalinowy zespół trakcyjny SN84-001. 

SN84-001 jako pociąg TLK "Bieszczady" z Krakowa do Zagórza
wjeżdża na stację w Bieczu

Krzyżowanie Turkolu z "Bieszczadami" w Bieczu

Kolejne zdjęcia planowaliśmy wykonać z przejazdu przed stacją Gorlice Zagórzany, przez który często przejeżdżaliśmy w celu ominięcia przejazdu ze szlabanami w ciągu drogi wojewódzkiej nr 979. W okolicach przejazdu biegał sobie luzem pies, rasy Labrador albo Golden Retriever. Był bardzo przyjazny, tyle że łaził sobie tak bez ładu i składu że o mało nie wpakował się pod pociąg. Już normalnie mieliśmy drastyczne wizje przed oczami. 

Przed stacją Gorlice Zagórzany

W Stróżach pociąg wjedzie na linię do Krynicy, którą mam już dobrze obeznaną przez ostatnie pięć lat. Kolejne zdjęcia planowaliśmy wykonać na pętli grybowskiej, z miejscówki gdzie można pociąg sfotografować w dwóch aktach: jak jedzie dołem wzdłuż krajówki oraz jak wspina się w kierunku posterunku Biała Wyżna. Niestety dużo czasu straciliśmy na przebijanie się przez Gorlice oraz później wlokąc się za niedzielnymi kierowcami. Dopiero przed Grybowem mogliśmy trochę pocisnąć. Przez centrum miasta przejeżdżaliśmy w momencie kiedy pociąg wjeżdżał na stację. Alek twierdził, że nie zdążymy na moją miejscówkę i zdecydował że pojedziemy na następny przejazd, na wysokości browaru Pilsweizera, tam gdzie linia kolejowa robi zakręt o 180 stopni. Ja byłem zdania, że zdążymy na moją miejscówkę, ale ok, niech będzie. Niestety zmiana miejscówki nie była zbyt dobrym pomysłem. Droga była tam wąska i stał już jeden samochód focistów. Alek próbował zaparkować zaraz za nim, z tym że akurat w tym momencie próbował przecisnąć się obok samochód jakiś tubylców i jeszcze jeden chłopaczek zaczął panikować że przejechaliśmy mu torbę na aparat, którą zostawił sobie w trawie 😕. Jakieś tam zdjęcie udało się zrobić, ale szału nie było. 

Na pętli grybowskiej

Potem Alek w ramach zadośćuczynienia chciał podwieźć tego chłopaczka co mu przejechał torbę, ale on powiedział że idzie do Grybowa czyli w przeciwną stronę. Aby nie przeciskać się przez centrum Nowego Sącza, ominęliśmy miasto lokalnymi drogami przez Popardową Niżną, Nawojową i Łazy Biegonickie. Przez ten czas w Nowym Sączu do naszego pociągu dołączał się czesio, czyli zabytkowy elektrowóz EP05-23. Wspólnie z suką poprowadzi on skład do Muszyny. Turkol nie wykazał się zbytnią kreatywnością przy wymyślaniu nazw dla swoich pociągów i powielił nazwy kursujących tą trasą osobówek Polregio i Kolei Małopolskich. Kurs z Krosna do Krynicy nosił nazwę „Nikifor”, natomiast powrotny z Krynicy - „Dunajec”. W Dolinie Popradu mieliśmy do wyboru, albo robić zdjęcia na oklepanych miejscówkach z drogi, albo wybrać jedno wysmakowane ujęcie z góry. Wybraliśmy drugie rozwiązanie i dobrze, bo przy takiej liczbie goniących zwyczajnie może nie być gdzie zostawić auta przy drodze wojewódzkiej. Zaproponowałem kilka motywów z górek na odcinku między Nowym Sączem a Muszyną i ostatecznie wybraliśmy miejscówkę pomiędzy Barcicami a Rytrem. Niecodzienny skład pięknie się zaprezentował w Dolinie Popradu.


EP05-23 i SU46-029 prowadzą pociąg Turkolu "Nikifor". Szlak
między Barcicami a Rytrem.

Po wykonaniu zdjęć zjechaliśmy w dolinę i niespiesznie podążaliśmy w stronę Muszyny. Dogoniliśmy Turkola dopiero w Andrzejówce, gdyż miał tam krzyżowanie z regio relacji Krynica – Tarnów. Udało się dzięki temu wykonać bonusowe ujęcie przed przystankiem w Miliku. 

Skład na szlaku przed przystankiem Milik

W Muszynie tylko czesio obleciał skład. Dalszą drogę do Krynicy pociąg pokonał z czesiem na uciągu i z suką na popychu. Najpierw zajechaliśmy na stację w Muszynie uwiecznić manewry czesia, a następnie mieliśmy w planie udać się na moją miejscówkę nad rynkiem, na wysokości przystanku Muszyna Zdrój. Co ciekawe tego dnia na kryniczance był duży ruch towarowy. Z jednym składem Turkol krzyżował się w Piwnicznej, a w Muszynie podczas naszej wizyty akurat ruszały dwa towary: dragon Freightlinera w kierunku Nowego Sącza i słowacki jamnik w kierunku granicy. Ja byłem sceptyczny zaglądaniu na stację w Muszynie. Spodziewałem się chmary ludzi łażących bez ładu i składu i tak też było. 

Manewry czesia w Muszynie

Z kolei na miejscówkę nad rynkiem dotarliśmy w ostatniej chwili, a ja nie byłem tam trzy lata i nie już pamiętałem gdzie dokładnie trzeba się ustawić żeby mieć dobre ujęcie. Musieliśmy na szybko ogarniać kadr. Jak dla mnie mogliśmy od razu tu przyjechać i na spokojnie spenetrować miejsce, ale już trudno. 

EP05-23 prowadzi a SU46-029 popycha skład. Okolica przystanku
Muszyna Zdrój

W Powroźniku skład miał kolejne krzyżowanie, tym razem z regio „Dolina Popradu” do Krakowa. Mieliśmy farta, bo akurat wyszło słońce, a suka się ładnie ustawiła. 

Skład oczekuje na krzyżowanie w Powroźniku

Mieliśmy jeszcze ambicję zrobić wysmakowane ujęcie przed samą Krynicą, ale mieliśmy pecha bo akurat zatrzymały nas gongi na przejeździe przy wyjeździe z Powroźnika. Alek wolał nie ryzykować mandatu 2000 PLN i grzecznie ustawiliśmy się przed szlabanami. Dzięki temu że byliśmy pierwsi w kolejce, udało się po przejeździe pociągu trochę pocisnąć i dorwać sukę jeszcze przy pierwszych zabudowaniach Krynicy. 

Na szlaku Powroźnik - Krynica

Następnie już na luzie pojechaliśmy na stację wykonać fotki w peronach. Obok pociągu Turkolu stał IC „Malinowski” do Warszawy z EU07-421 na czele. 

Postój w Krynicy-Zdroju. Obok EU07-421 z pociągiem IC
"Malinowski" do Warszawy Wschodniej

Dalej do Krakowa nie było w planach żadnych manewrów. Z Krynicy suka poprowadzi skład a czesio będzie popychał, a w Muszynie lokomotywy zamienią się rolami. W Krynicy mieliśmy najdłuższą dziś przerwę wynoszącą niespełna godzinę. Zajechaliśmy na tankowanie oraz przerwę posiłkową. Dla Alka był to naprawdę morderczy wyjazd. Nie dość, że był za kółkiem od godziny 3, to prawie cały czas pod presją czasu. Obiecywał, że po tym wyjeździe zrobi sobie miesiąc przerwy od zdjęć kolejowych (ciekawe czy dotrzyma słowa 😛). Odpoczynek szybko minął i trzeba było ruszać w dalszą część pogoni. Między Krynicą a Muszyną mogliśmy sobie pozwolić na jedną fotkę. Myślałem o wysmakowanej miejscówkę z górki, ale jako że pojawiły się wyśmienite warunki pogodowe (ostre słońce połączone z ciemnymi chmurami), wybraliśmy motyw z bliska przed semaforem wjazdowym do Powroźnika. Fotki wyszły nieźle, ale oczywiście jakieś ludziki musiały się panoszyć w kadrze. 

SU46-029 prowadzi a EP05-23 popycha pociag "Dunajec"
relacji Krynica - Warszawa Wschodnia. Szlak przed Powroźnikiem

Z kolei za Muszyną wybraliśmy zaproponowany przez Wojtka plener w Miliku z oddanej kilka lat temu kładki pieszo-rowerowej na Popradzie. Jest on idealny dla goniących pociąg samochodem, bo przy kładce jest parking J. Warunki oświetleniowe mieliśmy wyśmienite. Obawialiśmy się tylko czy zmieści się cały skład między drzewami. Na szczęście zmieścił się na styk. 

EP05-23 prowadzi a SU46-029 popycha skład na szlaku przed
przystankiem Milik

Po wykonaniu fotek cisnęliśmy za pociągiem i w Żegiestowie udało się go dogonić. Nawet trochę go wyprzedziliśmy, ale już przy przejeździe w Zubrzyku musieliśmy uznać jego wyższość. W Wierchomli Turkol miał krzyżowanie z regio Tarnów – Krynica i mogliśmy mu trochę uciec. Rzuciłem propozycję jeszcze jednej wysmakowanej miejscówki z góry między Rytrem a Barcicami. Zaczęliśmy na nią wyjeżdżać, ale pociąg już nas doganiał i zgodnie stwierdziliśmy że nie ma co ryzykować z wyjeżdżaniem na sam szczyt. Może i dobrze, bo nie byłem tu 3 lata i też na szybko bym pewnie sobie nie przypomniał skąd dokładnie robiłem zdjęcie. 

Na szlaku między Rytrem a Barcicami

Za to najbardziej wysmakowana miejscówka jeszcze przed nami. Miałem ją odkrytą na świeżo podczas tegorocznych wakacji i nie było obaw że nie trafimy 😀. Tak jak jadąc do Krynicy, tak i teraz ominęliśmy centrum Nowego Sącza, tyle że teraz jechaliśmy nieco inaczej i wyrzuciło nas w Jamnicy. Wzdłuż linii kolejowej jechaliśmy do Ptaszkowej, a następnie wskoczyliśmy na krajówkę nr 28 i dotarliśmy do Starej Wsi, na miejscówkę z widokiem na całą pętlę grybowską. Akurat trafiliśmy przypadkowo podkarpackiego Impulsa jadącego na przegląd do Newagu. 

Podkarpacki Impuls w drodze do Nowego Sącza. Szlak Grybów -
Biała Wyżna

Potem wyjechaliśmy nieco wyżej i czekaliśmy na Turkola. Słońce już się schowało, ale za to był bonus w postaci pasących się krów, które upiększyły fotki. Najpierw zrobiliśmy stąd skład opuszczający Ptaszkową, a pięć minut później uwieczniliśmy go wijącego się na łukach przed Grybowem. Byliśmy tak zachwyceni fotkami, że brak słońca w ogóle nam nie przeszkadzał 😍 

Skład opuszcza Ptaszkową

Na pętli grybowskiej

Parametr zaczął się już błyskawicznie pogarszać, ale mieliśmy w planie jeszcze zrobić ostatnie fotki w Bobowej. Tego dnia krzyżowały się tam dwa „Dunajce” 😂 Turkolu z Krynicy do Krakowa i Kolei Małopolskich z Krakowa do Nowego Sącza. 

Po zaliczeniu w Bobowej krzyżowania z "Dunajcem" Kolei
Małopolskich, "Dunajec" Turkolu rusza w dalszą drogę

Fotkami z Bobowej zakończyliśmy morderczy pościg za pociągami Turkolu i zaczęliśmy pomału wracać do Krakowa. Lokalnymi drogami dotarliśmy do Zakliczyna a stamtąd drogą wojewódzką do Wojnicza. Mieliśmy w planach wracać autostradą, ale była tak zakorkowana, że nawigacja kazała nam jechać starą czwórką. Następnego dnia startował nowy rok akademicki i zjeżdżały się słoiki. Wróciliśmy więc starą czwórką do Targowiska a potem przez Niepołomice i Nową Hutę do Krakowa. Około godziny 20 zajechaliśmy na moje osiedle, gdzie Alek pożegnał nas słowami jak drużyny konduktorskie PKP Intercity, czyli życzymy udanego pobytu (to do mnie) lub dalszej dobrej podróży (to zaś do Wojtka) 😀. Wyprawa była naprawdę mordercza, zwłaszcza dla Alka, ale zaowocowała naprawdę świetnymi zdjęciami. Dziękuję za super wypad!

wtorek, 19 września 2023

2023-08-27 Trzy szerokości toru

 

Pod koniec lata Alek zaproponował mi wypad w okolice Jędrzejowa, na zdjęcia kolejowe na liniach o trzech szerokościach toru. Najbardziej popularnym rozstawem szyn jest 1435 mm czyli normalny. Z torów o tej szerokości planowaliśmy odwiedzić m.in. linię Koniecpol – Kozłów oraz trasę do Buska-Zdroju. Kolejnym rozstawem jest 1524 mm czyli tor szeroki, stosowany głównie w krajach byłego Związku Radzieckiego. Jest on jednak obecny także w Polsce. Szerokim torem wchodzącym najgłębiej do naszego kraju jest Linia Hutnicza Szerokotorowa z Hrubieszowa do Sławkowa, służąca głównie do transportu rudy żelaza z Ukrainy do Huty Katowice. Trasa przebiega kilka kilometrów na południe od Jędrzejowa. Z kolei trzecią szerokością toru obecną na niniejszym wypadzie jest tor wąski 750 mm. Taką szerokość toru posiada Świętokrzyska Kolei Wąskotorowa biorąca swój początek w Jędrzejowie. Niegdyś była to bardzo rozległa sieć obejmująca sporą część Ziemi Świętokrzyskiej. Obsługiwała m.in. Charsznicę, Kocmyrzów czy Koprzywnicę. Po 2000 roku utrzymywany był ruch turystyczny na trasie Jędrzejów – Pińczów. Pod koniec drugiej dekady XXI wieku został on jednak wstrzymany z powodu złego stanu estakad przebiegających nad rozlewiskami Nidy. Wydawało się że to już koniec jędrzejowskiej wąskotorówki, ale w tegoroczne lato została ona reaktywowana. W wakacyjne niedziele ruszyły pociągi najpierw na 8-kilometrowej trasie Jędrzejów – Jasionna, a potem na dwukrotnie dłuższej do Motkowic (czyli ostatniej stacji przed zamkniętymi mostami nad Nidą). Alek ułożył plan, który przewidywał najpierw zdjęcia pociągów normalnotorowych w okolicach Kozłowa, Sędziszowa i Buska-Zdroju, potem pogoń za wąskotorówką Jędrzejów – Motkowice i na koniec czatowanie na pociąg na Linii Hutniczej Szerokotorowej. Wybraliśmy się w niedzielę 27 sierpnia.

Noc poprzedzająca wyjazd była ciężka. Nad Krakowem przeszły potężne burze. W nocy waliło piorunami i grzmiało. Niedziela zapowiadała się jednak słoneczna. Wyjechałem z Krakowa porannym regio do Kielc, a Alek odebrał mnie ze stacji w Kozłowie. Na początek ruszyliśmy na spotkanie „Malinowskiemu” zmierzającemu do nas od Warszawy przez Starzyny. Woleliśmy nie szukać miejscówki do ostatniej chwili, gdyż pociąg ten lubi przyjeżdżać przed czasem. Zaczekaliśmy na szlaku między posterunkiem Sprowa a dawnym przystankiem Węgrzynów Stary. Towarzyszyła nam fajna gra świateł. Słońce przebijało się przez chmury rozchodzące się po nocnych burzach. „Malinowski” faktycznie zjawił się sporo przed czasem. Grupy wagonów z Warszawy do Przemyśla i Krynicy prowadził griffin 024. 

EU160-024 z pociągiem TLK "Malinowski" z Warszawy do
Przemyśla i Krynicy minął posterunek odgałęźny Sprowa

Potem planowaliśmy przemieścić się do Sędziszowa upolować TLK „Ustronie” z Kołobrzegu do Krakowa, planowo prowadzone lokomotywą EU07 z PKP Cargo. Portal pasażera jednak pokazywał, że jest ono opóźnione 35 minut, no to zaczekaliśmy jeszcze w Węgrzynowie Starym na pendolino z Warszawy do Krakowa. Tu już jednak nie towarzyszyły nam tak dobre warunki oświetleniowe. 

ED250-008 jako pociąg EIP z Warszawy Wschodniej do Krakowa
Głównego w pobliżu dawnego przystanku Węgrzynów Stary

Po przejeździe pendziaka udaliśmy się do Sędziszowa na „Ustronie”. Wybraliśmy dla niego miejscówkę za stacją, z budką dróżnika i studnią. Uznaliśmy że na wszelki wypadek siedzimy w aucie i wychodzimy dopiero w ostatniej chwili, żeby przypadkiem dróżnik się nami nie musiał interesować. Nie uśmiechało nam się to opóźnienie „Ustronia”, bo potem będziemy musieli ostro cisnąć na osobówkę do Buska-Zdroju. W końcu pociąg się zjawił, zgodnie z planem prowadzony lokiem PKP Cargo. Jest to też ostatni pasażerski skład wagonowy przemierzający odcinek między Kielcami a Kozłowem.

EU07-1519 z pociągiem TLK "Ustronie" z Kołobrzegu do Krakowa
chwilę temu opuścił stację Sędziszów

Dobra, teraz możemy już cisnąć na linię do Buska-Zdroju. Obecnie do tego świętokrzyskiego uzdrowiska docierają cztery pary pociągów osobowych, w tym po jednej z Częstochowy i Katowic. My jechaliśmy na spotkanie osobówce relacji Częstochowa – Busko-Zdrój. Jechaliśmy przez Pińczów i wjeżdżając do miasta towarzyszył nam wąski tor z Wiślicy. Szyny jeszcze leżą, ale ich los jest już raczej przesądzony. Odcinek ten jest już odcięty od reszty sieci. Dalej skierowaliśmy się w stronę Chmielnika i z linią kolejową do Buska-Zdroju spotkaliśmy się na stacji Szarbków. Jest ona nieczynna i pociągi mijają ją na biegu. Przy reaktywacji linii nie wszystkie stacje i przystanki zostały uruchomione. W sumie stacja Szarbków leży akurat na uboczu i zbyt wielu podróżnych by się tam nie znalazło. Ulokowaliśmy się na wyjeździe ze stacji i po chwili przemknął Impuls EN63A-020. 

EN63A-020 jako pociąg regio z Częstochowy do Buska-Zdroju
mija na biegu nieczynną stację Szarbków

Zrobiliśmy fotki i siedzimy w aucie szykując się do odjazdu, a tu nadjeżdża patrol SOK. Myślimy skąd oni się tu nagle wzięli na tym odludziu? Czyżby maszynista kapuś doniósł im o dwóch fotografach robiących zdjęcia? 😏. Siedzieliśmy już w aucie, więc nie mogli nas przyłapać na gorącym uczynku. Minęli nas i skręcili w polną drogę biegnącą wzdłuż torów. I dobrze, może sobie grzybów nazbierają przy okazji 😛. Wracając pojechaliśmy jeszcze kawałek wzdłuż linii kolejowej do następnej stacji, Stawiany Pińczowskie. Bardzo spodobał nam się ten odcinek linii kolejowej. Plenerów do zdjęć jest mnóstwo, szkoda tylko że pociągów tak mało. Stawiany Pińczowskie również są nieczynną stacją i pociągi mijają ją bez postoju. Niegdyś odgałęziała się tu boczna linia do stacji Pińczów Towarowy. Została ona zlikwidowana w 2006 roku, ale starotorze jest czytelne. Pińczów miał kiedyś kolej normalnotorową, ale nigdy nie było na niej ruchu pasażerskiego. Pociągi osobowe docierały tam tylko po torze wąskim. W Hajdaszku wyjechaliśmy na drogę wojewódzką Pińczów – Kielce, która przekracza linię wąskotorową z Umianowic do Stawian Pińczowskich. Widać na nim ślady odkrzaczania pod przejazdy drezynami. Drogą krajową kierowaliśmy się do Jędrzejowa, aby wyjechać na spotkanie pociągowi wąskotorowemu. Z Jędrzejowa Wąskiego startuje on o 10:30. Na pierwsze fotki zaczailiśmy się przy ulicy Wiejskiej, tuż przed tunelem pod ekspresówką. Pociąg prowadziła lokomotywa Lxd2-333 a w składzie był letniak i dwie rumuńskie klasy. Pomimo pozornie mało atrakcyjnej trasy skład był pełen. Jak widać wąskotorówka jest dla lokalnych mieszkańców fajną atrakcją. 

Lxd2-333 z pociągiem z Jędrzejowa do Motkowic za chwilę
minie tunel pod trasą S7

Kolejny raz pociąg dorwaliśmy we wsi Borki. 

Ten sam skład mija Borki

Potem wąski tor wjeżdża na otwartą przestrzeń i serpentynami wspina się na wzniesienie. Pociąg nie rozwija tu wielkich prędkości, dzięki czemu szybko wyjechaliśmy za serpentyny w celu zrobienia kolejnych ujęć. W poszukiwaniu dobrej miejscówki odeszliśmy kawałek, przez co po wykonaniu zdjęć musieliśmy zrobić sprint do auta. Biegliśmy równo z kolejką, a pasażerowie musieli mieć z nas niezłą bekę 😂. 

Na podjeździe przed Jasionną

Podjechaliśmy jeszcze na kolejna fotki za stacją Jasionna. 

Postój na stacji Jasionna

Skład ruszył z Jasionnej w dalszą drogę do Motkowic

Potem odpuściliśmy pogoń za wąskotorówką i zaczailiśmy się przy szerokim torze LHS. Alek miał upatrzone dwie miejscówki, jedną we wsi Dalechowy, tuż obok stacji wąskotorówki w Jasionnej, drugą przed wiaduktem nad ekspresówką S7 w pobliżu mijanki Łączyn. Tego dnia niestety szczęście nam nie dopisało i nic na LHS nie pojechało L. Alek jednak się nie poddał i zaplanował drugi wyjazd w sobotę 16 września. Przed wyjazdem wymodliliśmy aby tym razem ruch na szerokim torze dopisał.

Alek skończył wtedy pracę o godzinie 7 i wyjechaliśmy razem z Krakowa pociągiem IC „Żeromski”. Wysiedliśmy w Sędziszowie, zagrzaliśmy auto i jedziemy wzdłuż stacji. Już na samym początku szczęście nam dopisało, bo widzimy podany semafor wjazdowy dla LHS od strony Sławkowa. Tak więc modlitwa została wysłuchana szybciej niż się tego spodziewaliśmy 😉 Przyjechał mieszany skład prowadzony batmanami ST40s-16+13. 

ST40s-16+13 z mieszanym składem wjeżdżają do Sędziszowa
od strony Sławkowa

W Sędziszowie pociąg się zatrzymał, a obok stał ustawiony w kierunku granicy drugi skład z klasycznymi lokomotywami ST44. Tak więc jest szansa, że przynajmniej jeden z nich upolujemy w Dalechowach albo w Łączynie. Normalny tor również przyszykował nam trochę atrakcji. Stały towary w kierunku Jędrzejowa. Jeden był z jamnikiem ET41-193, a drugi z klasycznym bykiem ET22-233, jednym z rarytasów PKP Cargo odmalowanym w historyczne barwy (zielony z żółtym czołem), do tego z praktycznie niespotykanymi już kanciastymi oprawami reflektorów. Po cichu liczyliśmy, że niebawem ten skład pojedzie w trasę. Na razie póki co ruszyliśmy wzdłuż szlaku w kierunku Jędrzejowa. Przy przejeździe w Boleścicach zauważyliśmy świeżo wycięte krzaki, dzięki czemu pojawił się nowy fajny motyw ze studnią i samotnym drzewem. Szlabany na przejeździe były opuszczone, no to zatrzymujemy się i obstawiamy co pojedzie, LHS czy towar po normalnym torze. Okazało się, że pojechał towarowy z jamnikiem. 

ET41-193 z pociągiem towarowym na szlaku między Sędziszowem
a Krzcięcicami

Alek był jednak tak ciekawy czy byk 233 będzie jechał, że zadzwonił do dyżurnego ruchu w Sędziszowie. Ten odpowiedział, że jak tylko złapie odbieg za jamnikiem, to pojedzie. No to u nas już euforia na maxa 😍. Zostajemy w tym samym miejscu, bo motyw z tą starą infrastrukturą był na tego loka wprost idealny. Po kilku minutach stało się zgodnie z zapowiedzią dyżurnego ruchu. Szlabany opadły i oczom naszym ukazał się piękny byk z żółtym czołem. Na początku jak był odmalowany wyglądał dość landrynkowo, ale teraz jest pięknie spatynowany i prezentuje się jak żywcem wyjęty z lat 90` ubiegłego wieku 😃. 

Piękny klasyk ET22-233 z pociągiem towarowym na odstępie
Sędziszów - Krzcięcice

Maszynista trzymał wystawioną w naszym kierunku kartkę A4. Nie wiem czemu to miało służyć. Z takiej odległości przecież jej nie przeczytamy. W tramwajach zdarzały się sytuacje jak motorniczowie zasłaniali się przed fotografami kartką z rozkładem jazdy. Może ten maszynista trzymał wydrukowaną świeżo wprowadzoną ustawę o obronności kraju, co zakazuje fotografowania obiektów ważnych dla obronności kraju 😂. Reakcja maszynisty tak nas zaciekawiła, że postanowiliśmy dorwać ten pociąg drugi raz 😈. Wskoczyliśmy na ekspresówkę S7 i ruszyliśmy za Jędrzejów w kierunku stacji Miąsowa. Ulokowaliśmy się na przejeździe za stacją. Byliśmy tu w październiku zeszłego roku. Stanęliśmy na polnej drodze prowadzącej do przejazdu, tak aby widzieć w lusterku sygnalizację na przejeździe. Zostawiliśmy dużo miejsca żeby można było obok nas przejechać, ale i tak zostaliśmy zbluzgani przez rolnika przejeżdżającego obok traktorem z broną. Ech, dlaczego ostatnio życie mikola musi być takie trudne. Nie dość że od jakiegoś czasu trwa nagonka na naszą pasję, spowodowana nieżyciowym przepisem o zakazie fotografowania obiektów ważnych dla obronności kraju, to nawet rolnicy na nas bluzgają jak spokojnie czekamy na pociąg 😥 Może rzeczywiście lepiej się zająć hodowlą chomików.. W pewnym momencie włączyła się sygnalizacja na przejeździe, ale nie dla towara lecz dla Stadlera obsługującego pociąg IC „Orłowicz” z Olsztyna do Krakowa. 

ED160-017 jako pociąg IC "Orłowicz" z Olsztyna do Krakowa
za chwilę minie stację Miąsowa

Przez chwilę myśleliśmy, że towar nam zwiał, ale było to mało prawdopodobne. Z Sędziszowa przemieściliśmy się tu bardzo sprawnie. Po kolejnych pięciu minutach już mieliśmy wracać, a tu znów włączyła się sygnalizacja. No i tym razem pojechał byk klasyk 😀. Na dodatek tym razem zaprezentował się w pięknym słońcu J W Sędziszowie go nie mieliśmy. 

Kolejne spotkanie z ET22-233 za Miąsową

Oczywiście byliśmy bardzo ciekawi reakcji maszynisty. Tym razem żadnej kartki nam nie wystawiał, ale zrobił w naszą stronę dość osobliwą minę. Wyglądał jakby zapomniał sztucznej szczęki 😄. Może faktycznie tak było, bo wezwano go do roboty na ostatnią chwilę 😉. Dobra, zrobiliśmy klasykowi piękne ujęcie, to możemy wracać na LHS. Plan mieliśmy taki, że najpierw czekamy godzinę na miejscówce w Dalechowach, a jak tam się nam nie poszczęści, to potem drugą godzinę w Łączynie. W Dalechowach też staliśmy na polnej drodze i obok nas przejeżdżały traktory i samochód. Tu jednak rolnicy pokazywali, że możemy stać, oni się obok nas zmieszczą. Jak widać w Dalechowach ludzie są życzliwi, to w Miąsowej nie znają słowa kultura. Na tej miejscówce niestety ruch nam nie dopisał, to przenieśliśmy się do Łączyna. Alek miał tu upatrzony motyw z płotkami przeciwśnieżnymi. Widać było stąd tarczę ostrzegawczą semafora wjazdowego do mijanki. Ta jednak cały czas pokazywała stójkę. I tak czekamy wpatrując się niczym snajperzy raz na szlak, raz na tarczę. Aż w pewnym momencie Alek twierdził, że coś jedzie! Patrzę i faktycznie, jedzie skład od Sędziszowa 😍. No to sprint do płotków i mamy upragnione fotki. Był to ten sam mieszany skład z batmanami, którego łapaliśmy rano na wjeździe do Sędziszowa. 

ST40s-16+13 z mieszanym składem zbliżają się do mijanki
w Łączynie

Teraz mogliśmy z czystym sumieniem stwierdzić że wszystkie trzy szerokości toru mamy zaliczone (tyle że po dwóch podejściach).

środa, 13 września 2023

2023-08-12 Długi weekend w Jedlinie-Zdroju

 

Trzecim moim celem na wyjeździe urlopowym był Dolny Śląsk, a dokładniej miasteczko Jedlina-Zdrój. Województwo Dolnośląskie nie poprzestaje w swoich działaniach mających na celu odbudowę nieczynnych linii kolejowych. W ubiegłym roku po ponad 20 latach przerwy powróciły pociągi na linie: Wrocław – Sobótka – Świdnica Miasto oraz Chojnów – Chocianów. Pierwsza z tych linii pierwotnie stanowiła ciąg linii nr 285 Wrocław – Sobótka – Świdnica Przedmieście – Świdnica Kraszowice – Jedlina-Zdrój. Końcowy odcinek tej trasy od Świdnicy Kraszowic do Jedliny-Zdrój został wyłączony z ruchu pasażerskiego już 34 lata temu, bo w roku 1989. Szlak ten jest bardzo malowniczo poprowadzony doliną rzeki Bystrzycy, z rekordową liczbą budowli inżynieryjnych typu mosty, wiadukty i przepusty. Z wielkim entuzjazmem przyjąłem informację, że do rewitalizacji zakwalifikowany został cały dawny ciąg linii nr 285 do samej Jedliny-Zdroju. Duże zasługi w tym ma Aglomeracja Wałbrzyska, która w swojej Strategii Transportowej wykazała m.in. rewitalizację odcinka linii kolejowej Świdnica Kraszowice – Jedlina-Zdrój. Otwarło to drogę PKP S.A. do skutecznego ubiegania się o dofinansowanie i ostatecznie realizację inwestycji. Pierwsze prace przy odbudowie linii rozpoczęto w roku 2019. Tradycyjnie nie udało się uniknąć opóźnienia w realizacji inwestycji, ale ostatecznie linia oddana została do użytku w czerwcu 2023 r. Pierwszy rozkład jazdy dla tego odcinka wzbudził  głównie śmiech i politowanie. Na linii wyremontowanej za ciężkie miliony złotych puszczono trzy pary pociągów kursujące tylko w dni wolne. Województwo Dolnośląskie zapowiada jednak, że w przyszłym roku pociągi będą już kursować codziennie. Ja jednak postanowiłem nie czekać aż pociągów będzie więcej, tylko udałem się już w tegoroczne wakacje do Jedliny-Zdroju. Wybrałem długi weekend od 12 do 15 sierpnia, kiedy była kumulacja dni z pociągami na linii do Świdnicy.

 

Dzień 0, piątek 11 sierpnia 2023 r.

Tego dnia przemieszczałem się z Gdańska prosto do Jedliny-Zdroju. W Gdańsku pogodę miałem dość kapryśną, ale w dzień kiedy wyjeżdżałem już świeciło piękne słońce. Pewnie żeby zostawić jak najwięcej niedosytu z Gdańska. Za to w Jedlinie-Zdroju za to miałem cały czas piękną pogodę. Z Gdańska do Wrocławia przemieszczałem się pociągiem IC „Piast” relacji Gdynia Główna – Kraków Główny. Frekwencja znacznie wyższa niż liczba miejsc siedzących. Przed Wrocławiem sporo ludzi siedzi na korytarzach i w przedsionkach. We Wrocławiu czeka mnie niespełna 2-godzinna przesiadka na Koleje Dolnośląskie do Szklarskiej Poręby. Odjazd mają po godzinie 15 i spodziewałem się tłumów. Tak też było. Tuż przed podstawieniem składu, na peronie czekała masa ludzi. Podstawił się pięcioczłonowy Impuls, który szybko zapełnił się do ostatniego miejsca. Dużo ludzi wysiadło w Jaworzynie Śląskiej i Świebodzicach. Dalej w składzie było już nieco pustawo. Za Świebodzicami szlak wije się malowniczymi łukami. W latach zerowych odcinek ten został mocno zdewastowany za sprawą masowo kierowanych tu lokomotyw serii ET22 słabo wpisujących się w ciasne łuki. Teraz szlak jest zmodernizowany i jedzie się płynnie. Dawne miasto górnicze Wałbrzych stopniowo podnosi się po dramacie jaki tu nastąpił wraz z upadkiem przemysłu. Pamiętam czasy jak ostrzegano, żeby nie zapuszczać się samemu w niektóre dzielnice. Niedawno otwarto nowy dobrze skomunikowany z autobusami miejskimi przystanek Wałbrzych Centrum. Moim celem jednak jest położona na totalnym uboczu stacja Wałbrzych Główny. Przesiadam się tu na spalinowy szynobus jadący do Kłodzka. Tuż po wyjeździe ze stacji przetaczamy się majestatycznie po wysokim wiadukcie nad ulicą, po czym zagłębiamy się w tunelu pod Wołowcem. Ponoć jest to najdłuższy tunel kolejowy w Polsce (choć słyszałem że tunel średnicowy w Warszawie jest dłuższy). Po wyjeździe z tunelu zatrzymujemy się na przystanku Jedlina Górna, a potem jest już stacja węzłowa Jedlina-Zdrój. Po zamknięciu linii do Świdnicy stacja Jedlina-Zdrój była zamknięta i zdegradowana do przystanku osobowego. Teraz w związku z reaktywacją trasy, Jedlina-Zdrój ponownie awansowała do rangi stacji. Pensjonat w którym miałem noclegi, mieści się dokładnie na drugim końcu miasteczka niż stacja. Wprawdzie Jedlina-Zdrój nie jest jakąś wielką metropolią, ale bardziej martwiłem się czy nie urwę sobie kółek od walizki na chodnikach z poniemieckiego bruku. Na szczęście dotarłem na nocleg bez przygód. Tuż przed moim pensjonatem znajduje się pętla autobusu miejskiego z Wałbrzycha. Skorzystam sobie z niego jak będę stąd wracał. Jedlina-Zdrój zrobiła na mnie dobre wrażenie. Poniemieckie miasteczko bez większych tłumów turystów. Na ustawionej w centrum miasteczka tablicy z mapą okolicy, linia kolejowa do Świdnicy opisana jest jako nieprzejezdna 😁 Oj, będą musieli to zaktualizować 😜. Ale już mój pensjonat zasłużył na pochwałę, bo zaopatrzył się w ulotki reklamujące przejazd pociągiem do Świdnicy J

 

Dzień 1, sobota 12 sierpnia 2023 r.

Na linii Świdnica – Jedlina-Zdrój największa kumulacja pociągów jest między godziną 10 a 13. Wtedy jadą aż cztery. Potem długo długo nic i ostatnie dwa o godzinie 19 i 21. Wieczorną parę sobie odpuściłem, gdyż o tej porze w sierpniu słońce może być już nisko i schowane za górami. Każdego dnia wyruszałem na zdjęcia około godziny 9 i wracałem po 14. Stacja w Jedlinie-Zdroju mieści się powyżej miasteczka, na jego południowym skraju. Aby linia do Świdnicy zeszła w dolinę rzeki Bystrzycy, konieczne jest pokonanie dużej różnicy poziomów. Szlak wychodzi z zachodniej głowicy stacji i cały czas się obniżając bierze zakręt o 180 stopni przechodząc na drugą stronę doliny potoku Jedlinka. Następnie trasa idzie na wschód wzdłuż drogi wojewódzkiej Wałbrzych – Kłodzko, po czym odbija na północ w dolinę Bystrzycy. Niegdyś w tym miejscu znajdowała się stacja Jedlina Dolna. Przy rewitalizacji linii nie została ona odbudowana, w zamian powstał nowy dogodniej położony przystanek Jedlina-Zdrój Centrum. Niecały kilometr za dawną stacja Jedlina Dolna znajduje się pierwszy z okazałych mostów przerzuconych nad doliną Bystrzycy. Jest to most o konstrukcji wspornikowej Gerbera. Wsparty jest na dwóch kamiennych filarach. Proste środkowe przęsło kratownicowe na kołnierzach podtrzymuje osadzone przegubowo dwie blachownice, które skrajnie wspierają się na kamiennych przyczółkach. Pierwszym w dobie pociągiem jadącym tą trasą jest „Sprinter Osówka” relacji Wrocław – Głuszyca. W Jedlinie-Zdroju melduje się przed godziną 10. Pierwotnie planowałem zrobić zdjęcie z dołu mostu, ale ostatecznie znalazłem ciekawszą miejscówkę mniej więcej z poziomu szyn. Pojechał Link SA139-012 z bardzo dobrą frekwencją. 

SA139-012 jako pociąg "Sprinter Osówka" z Wrocławia do
Głuszycy pokonuje most nad Bystrzycą w Jedlinie-Zdroju

Później wyszedłem wyżej i znalazłem jeszcze ciekawszy widok na most. Na szczęście Link po dojeździe do Głuszycy od razu wraca do Wrocławia jako „Sprinter Włodarz”. Nie musiałem więc długo czekać na poprawiny ujęcia z tym pięknym obiektem inżynieryjnym.

"Sprinter Włodarz" z Głuszycy do Wrocławia na moście
w Jedlinie-Zdroju

Przed rewitalizacją cały ciąg linii kolejowej Wrocław – Świdnica Kraszowice – Jedlina-Zdrój miał numer 285. Obecnie linia 285 jest tylko do Świdnicy Kraszowic a dalszy ciąg do Jedliny-Zdroju dostał nowy numer 266. Ale już kilometraż został po staremu i linia 266 zaczyna się na kilometrze 60 a kończy na 82 😂 Już nie rozumiem co komu przeszkadzał ten numer 285, że nie mógł zostać na całym ciągu. Kolejny pociąg będzie za godzinę i również będzie jechał w kierunku Wrocławia. Udałem się wzdłuż szlaku lokalną drogą wijącą się między domami. Zaprowadziła mnie ona do wsi Olszyniec. W pewnym momencie droga odbiła w lewo i zaczęła obniżać się do drogi wojewódzkiej Jedlina-Zdrój – Dzierżoniów. Wolałem być raczej powyżej poziomu linii kolejowej, w związku z czym odbiłem w ścieżkę prowadzącą przez las. Po paru minutach wydostałem się z lasu na polankę, z której było widać most kolejowy w Jugowicach. No to już wiedziałem gdzie sfotografuję kolejny pociąg. Był nim „Sprinter Bystrzyca” relacji Kudowa-Zdrój – Wrocław przez Kłodzko, Jedlinę-Zdrój, Świdnicę, Jaworzynę Śląską. Tym razem pojechał starszy szynobus Pesy serii SA134. 

"Sprinter Bystrzyca" z Kudowy-Zdroju do Wrocławia pokonuje
most nad doliną Jaworzyny w Jugowicach

Za niecałe 2 godziny będzie jechał „Sprinter Bystrzyca” przeciwnej relacji. Zielonym szlakiem turystycznym zszedłem do centrum Jugowic, rozglądając się po drodze oczywiście za miejscówkami na kolejne zdjęcia. Most na którym upolowałem „Bystrzycę” z Kudowy-Zdroju, przerzucony jest nad doliną potoku Jaworzyna i lokalną drogą do wsi Jawornik. Kawałek dalej jest drugi most nad drogą wojewódzką Jedlina-Zdrój – Dzierżoniów i rzeką Walimką, a zaraz za nim jest stacja Jugowice. Niegdyś była ona stacją węzłową. Odgałęziała się tu krótka pięciokilometrowa linia do Walimia. Otwarta została w 1914 roku jako kolej prywatna i od początku była zasilana trakcją elektryczną, co jak na ówczesne czasy było ewenementem. Ruch pasażerski zlikwidowano w 1959 roku i równocześnie zdemontowano sieć trakcyjną. Pociągi towarowe kursowały jeszcze kilkanaście lat, po czym ruch zamarł całkowicie i w 1984 r. tory rozebrano. Okolice Walimia mają dość ponurą przeszłość. W czasach II wojny światowej w Górach Sowich Adolf Hitler miał ambicję zbudowania podziemnej twierdzy Riese. Do budowy podziemnych miast wykorzystywano głównie więźniów z obozów koncentracyjnych. Dziś w tych korytarzach wytyczone są trasy turystyczne. Poszukując pleneru na kolejne zdjęcia, wspiąłem się na pagór wznoszący się na wysokości stacji w Jugowicach. Warto było się na niego wdrapać. Można z niego sfotografować pociąg z zamkiem Grodno w Zagórzu Śląskim. Na samym szczycie górki pracowali jacyś goście, to zatrzymałem się nieco niżej i czekałem na pociąg. Tak się złożyło, że miał on kilka minut opóźnienia i w międzyczasie ludzie skończyli pracę i zaczęli zjeżdżać na dół. Zatrzymali się koło mnie i zapytali z ciekawości co tu robię. Jak dowiedzieli się, że czekam na pociąg, to zaczekali ze mną i też zrobili zdjęcia 😀. 

"Sprinter Bystrzyca" z Wrocławia do Kudowy-Zdroju zbliża się
do Jugowic. W tle zamek Grodno w Zagórzu Śląskim.

To by było na tyle jeżeli chodzi o zdjęcia na ten dzień. Czekał mnie teraz sześciokilometrowy spacer do Jedliny-Zdroju. Przez Jugowice jeździ co prawda autobus miejski z Wałbrzycha. Rejon ten jest obsługiwany przez linię 5, która ma dużo wariantów. Ma kursy m.in. do Jedliny-Zdroju części uzdrowiskowej, do Głuszycy Górnej i do Walimia-Rzeczki. Tyle że weekendowy rozkład jazdy kursów do Walimia zupełnie nie daje możliwości dojazdu na zdjęcia pociągów. Jest kurs o godzinie 8 a następny dopiero po 16 😆. Ale nigdzie mi się nie spieszyło i wróciłem sobie na piechotę.

 

Dzień 2, niedziela 13 sierpnia 2023 r.

W niedzielę wybrałem się w podobne rejony co w sobotę, czyli w kierunku Jugowic. Szedłem tą samą trasą co w sobotę, na spotkanie „Sprinterowi Osówce”. Akurat jedzie on pod słońce i nie zależało mi na jakiejś super miejscówce. Dotarłem do przejazdu kolejowego w Olszyńcu. Miejscowość ta nigdy nie miała przystanku kolejowego, natomiast podczas II wojny światowej istniała tu ładownia, gdzie dowożono materiały pod budowę kompleksu podziemnego Riese. Po północnej stronie przejazdu w Olszyńcu wznosi się charakterystyczny, rzucający się w oczy pagór. Początkowo myślałem, że zdjęcia pociągu z niego będą pod słońce, ale jak przypatrzyłem się dobrze, to odkryłem że da się z niego zrobić ze słońcem zdjęcie „Włodarza” wracającego z Głuszycy. Zrobiłem zdjęcia „Osówki” z przejazdu, po czym szybko przemieściłem się na pagór. 

SA139-013 jako pociąg "Sprinter Osówka" z Wrocławia do
Głuszycy mija okolice dawnej ładowni w Olszyńcu

Faktycznie, widok z niego był niezły i Link wracający z Głuszycy ładnie się zaprezentował. 

"Sprinter Włodarz" z Głuszycy do Wrocławia na szlaku między
Jedliną-Zdrój a Jugowicami

Kolejny pociąg, czyli „Bystrzycę” z Kudowy-Zdroju do Wrocławia, chciałem złapać między mostami w Jugowicach. Wspiąłem się skrajem łąki na Dział Jawornicki, wznoszący się między dolinami potoków Jaworzyna i Walimka. Dotarłem tak do polnej drogi, z której okazało się, że jest super widok. Widać było nie tylko most kolejowy nad doliną Jaworzyny, ale też fragment szlaku w kierunku Jedliny-Zdroju, stację w Jugowicach oraz Zamek Grodno. Można było zrobić aż cztery ujęcia pociągu: na łuku przed mostem, na moście, jak wjeżdża na stację w Jugowicach z zamkiem w tle i jak ją opuszcza. Oczywiście do tych łyżeczek miodu muszą być jeszcze dwie szczypty dziegciu. Jedną z nich były nowo zbudowane mało estetyczne domki-klocki koło mostu. Drugą zaś były druty przesłaniające częściowo widok na stację, ale tu udało się znaleźć miejsce, żeby aż tak nie przeszkadzały. Tak się złożyło, że „Bystrzycę” z Kudowy-Zdroju do Wrocławia tego dnia obsługiwał zespół SA134 dzierżawiony przez Koleje Dolnośląskie od spółki Arriva RP. Niestety akurat w momencie jego przejazdu słońce nieco schowało się za chmury. 

SA134-001 Arrivy dzierżawiony przez Koleje Dolnośląskie jako
pociąg "Sprinter Bystrzyca" z Kudowy-Zdroju do Wrocławia
zbliża się do Jugowic

Na moście nad doliną Jaworzyny w Jugowicach

Wjazd na stację Jugowice. W tle zamek Grodno

A to już wyjazd z Jugowic

Byłem ciekaw dokąd zaprowadzi mnie polna droga, z której robiłem te zdjęcia. Sprowadziła mnie do drogi do Walimia. Po drodze przekroczyłem czytelne starotorze po linii kolejowej Jugowice – Walim. Na dziś został mi jeszcze jeden pociąg, „Bystrzyca” z Wrocławia do Kudowy-Zdroju. Na pograniczu Jugowic i Zagórza Śląskiego jest jeszcze jeden okazały most kolejowy. Przerzucony jest nad Bystrzycą i lokalną drogą do Świdnicy. Obiekt rzeczywiście ciekawy, ale z dołu od strony nasłonecznionej nie zrobi się dobrego zdjęcia. Udałem się więc w polną drogę idącą na wschód, żeby spróbować zrobić ten most z wyższego pułapu. Droga była dość zarośnięta, a w trawie porozstawiane były elektryczne pastuchy. Mimo to udało się znaleźć dobry punkt widokowy. Podobnie jak w sobotę, tak i dziś „Bystrzyca” przyjechała opóźniona kilkanaście minut. Tym razem wyszło mi to na dobre, bo chmury w międzyczasie zaczęły się rozchodzić i udało się pociąg zrobić ze słońcem. 

"Sprinter Bystrzyca" z Wrocławia do Kudowy-Zdroju na pograniczu
Zagórza Śląskiego i Jugowic

To już ostatnie zdjęcie na dziś. Po półtoragodzinnym spacerze dotarłem do kwatery w Jedlinie-Zdroju.

 

Dzień 3, poniedziałek 14 sierpnia 2023 r.

Poniedziałek był jedynym pełnym dniem mojego pobytu w Jedlinie-Zdroju, kiedy nie kursowały pociągi do Świdnicy. Tego dnia dla odmiany wybrałem się na linię do Kłodzka. Jest ona również bardzo fotogeniczna, pełno na niej tuneli oraz wysokich mostów i wiaduktów. Moim celem był wysoki most w Głuszycy Górnej przerzucony nad doliną potoku Otłuczyna i drogą wojewódzką do Kłodzka, oraz tunel pod Sajdakiem zlokalizowany między Głuszycą a Jedliną-Zdrój. Tym razem udając się do Głuszycy skorzystałem z autobusu wałbrzyskiej linii 5. Akurat mi spasował. Jechaliśmy praktycznie cały czas drogą wojewódzką na Kłodzko. Na chwilę tylko z niej zboczyliśmy w Głuszycy robiąc wjazd kieszeniowy pod osiedle bloków przy ulicy Łukasiewicza. Wysiadłem w Głuszycy Górnej tuż przy moście kolejowym. Robi on wrażenie, jest naprawdę wysoki. Mogłem zrobić zdjęcie z dołu, zwłaszcza że zaraz miał jechać szynobus do Kłodzka. Ale jakoś wolałem z niego zrezygnować i poszukać dalszej miejscówki. Zrobi się z niej następny pociąg, który jest za dwie godziny. Akurat tak trafiłem, że na linii Kłodzko – Wałbrzych trwało jakieś zamknięcie torowe i część pociągów była zastąpiona autobusami. Kursowały one głównie na odcinku Ścinawka Średnia – Kłodzko, ale jedna para była obsługiwana kaką do samego Wałbrzycha (i to jak na złość akurat kursująca w najbardziej dogodnych do fotografowania godzinach). Ale przecież jestem na wakacjach i nigdzie mi się nie spieszy. Spacerowałem godzinę po łąkach na południe od przystanku kolejowego w Głuszycy Górnej zachodząc pod dawny kamieniołom melafirów. Potem dostałem się na łąkę z dobrym widokiem na most kolejowy, gdzie czekałem cierpliwie na pociąg „Sprinter Bystrzyca” z Kudowy-Zdroju do Wrocławia. W dni wolne kursuje on przez Świdnicę, ale w dni robocze już przez Wałbrzych. Fajnie by było jakby trafił się w międzyczasie skład towarowy, ale obecnie to marzenie ściętej głowy. Jeszcze kilka lat temu w nieodległej Bartnicy działał kamieniołom, z którego kursowały do Wałbrzycha składy towarowe na dwie lokomotywy serii ST43. Dziś ruch towarowy na linii Kłodzko – Wałbrzych uchował się już chyba tylko między Kłodzkiem a Ścinawką Średnią. W końcu doczekałem się zespołu SA134 obsługującego pociąg „Sprinter Bystrzyca”. 

"Sprinter Bystrzyca" z Kudowy-Zdroju do Wrocławia pokonuje
most nad doliną potoku Otłuczyna w Głuszycy Górnej

Z mojej miejscówki dało się go uwiecznić nie tylko na moście, ale i kawałek dalej na szlaku w kierunku stacji Głuszyca. 

Ten sam skład zmierza w kierunku stacji Głuszyca

Za dwie godziny jedzie „Sprinter Bystrzyca” przeciwnej relacji. Dla niego miałem upatrzony motyw na wyjeździe z tunelu pod Sajdakiem. Niespiesznie przeszedłem z buta przez Głuszycę do wsi Grzmiąca, a konkretnie do tunelu, gdzie pod linią kolejową przechodzi droga Głuszyca – Unisław Śląski. Wdrapać się na nasyp kolejowy było ciężko, ale jak już się tam dostałem, pięknie było widać portal tunelu. Linia na tym odcinku jest dwutorowa, ale jeden tor jest od dawna nieczynny. „Sprinter Bystrzyca” dobrze się zaprezentował, zarówno zanim wjechał do tunelu, jak i po wyjeździe z niego.

SA134-025 jako pociąg "Sprinter Bystrzyca" z Wrocławia do
Kudowy-Zdroju pokonuje tunel pod Sajdakiem na szlaku
Jedlina-Zdrój - Głuszyca

Tym optymistycznym akcentem zakończyłem zdjęcia na ten dzień. W drogę powrotną udałem się na skróty przez las, zahaczając po drodze o pałac Jedlinka. Bardzo ciekawe miejsce. Pałac pochodzi z XVII wieku i później był kilkakrotnie przebudowywany. W czasie II wojny światowej mieściła się tu główna siedziba kierownictwa Organizacji Todt zajmującej się budową kompleksu Riese w Górach Sowich. Obecnie pałac jest udostępniony do zwiedzania, a w jego sąsiedztwie działa restauracja i mini browar, z których nie omieszkałem skorzystać J.

 

Dzień 4, wtorek 15 sierpnia 2023 r.

W odróżnieniu od pobytu w Gdańsku, w Jedlinie-Zdroju przez cały pobyt miałem piękną pogodę. Ostatniego dnia już nie chciało mi się odbywać długich spacerów wzdłuż linii do Świdnicy. Okazało się, że ciekawe miejscówki do zdjęć można odnaleźć w samej Jedlinie-Zdroju. Tym razem zdjęcia chciałem rozpocząć od szynobusu relacji Wałbrzych Miasto – Kłodzko Miasto meldującego się przed godziną 9. Pierwotnie planowałem dotrzeć na niego za przystanek Jedlina Górna, pod wylot z tunelu pod Wołowcem. Okazało się, że to jest trochę daleko i nie wyrobiłbym się czasowo. Znalazłem jednak szybko plan awaryjny. Z okolic przystanku Jedlina-Zdrój Centrum zlokalizowanego na linii do Świdnicy było widać fragment linii z Wałbrzycha i szynobus powinien akurat się tu wpasować. Wprawdzie cały się nie zmieścił, ale nie wyszło źle. 

Pociąg osobowy z Wałbrzycha Miasta do Kłodzka Miasta zbliża
się do stacji Jedlina-Zdrój

Przy okazji zauważyłem, że drzewostan na górach wznoszących się na południe od miasta jest na tyle przerzedzony, że powinno się z tych stoków ładnie zrobić pociąg jadący linią od Świdnicy. To już wiedziałem skąd zrobię „Sprintera Bystrzycę” jadącego po godzinie 13. Wcześniej około godziny 10 jedzie para pociąg „Sprinter Osówka”, dla którego miałem już upatrzone miejsce z wiaduktu drogi wylotowej na Wałbrzych, w miejscu gdzie linia ze Świdnicy robi zawijasa o 180 stopni, żeby wpiąć się w linię Wałbrzych – Kłodzko. 

SA134-007 jako pociąg "Sprinter Osówka" z Wrocławia do
Głuszycy między przystankiem Jedlina-Zdrój Centrum a stacją
Jedlina-Zdrój

Powrotny pociąg „Sprinter Włodarz” pierwotnie planowałem sfocić z przejazdu w ulicy Dolnej, ale ostatecznie zdecydowałem się wdrapać wyżej pod park. Było trochę przedzierania się przez krzaki. Aż cud że nie złapałem kleszcza. Widok z góry wynagrodził ten trud z nawiązką. 

"Sprinter Włodarz" z Głuszycy do Wrocławia wyjechał chwilę
temu ze stacji Jedlina-Zdrój

W parku w Jedlinie-Zdroju mieści się Park Aktywności Czarodziejska Góra obfitujący w różne atrakcje. Jest tu wypożyczalnia rowerów, park linowy, letni tor saneczkowy czy ściana wspinaczkowa. Myślałem nawet czy nie wypożyczyć rower i nie pojechać nim wzdłuż linii kolejowej do Świdnicy, ale jak zobaczyłem ceny w wypożyczalni to stwierdziłem że lepiej pójdę pieszo. Skusiłem się za to na tor saneczkowy. Tyle że przez pierwsze dwa razy miałem pecha, bo zjeżdżałem „w korku”. Przede mną bowiem jechała madka z bachorem, co ciągle jechali na hamulcu. Nie wiem czy to bachor umierał ze strachu i ciągle trzymał kurczowo ten hamulec, czy madka „dla bezpieczeństwa”  trzymała rękę na hamulcu. Przecież gość z obsługi mówił wyraźnie, że to jest bezpieczne i hamować należy tylko na samym końcu. Tak więc wydałem 15 zł na jazdę w korku 😡. Dopiero za trzecim razem udało mi się płynnie zjechać bez hamowania 😀. Ale dobra, dość lania wody, bo się potopicie 😜. Już wracam do tematu kolejowego. Jak już wspomniałem, pociąg „Sprinter Bystrzyca” chciałem uwiecznić ze stoku góry Małosz na południe od miasteczka. Poszedłem w okolice stacji Jedlina-Zdrój, potem tunelem pod torami a następnie na stok Małosza. Udało się rzeczywiście znaleźć dobry punkt z widokiem na linię kolejową ze Świdnicy, przebiegającą w rejonie kompleksu sportowo-rekreacyjnego zlokalizowanego nieopodal przystanku Jedlina-Zdrój Centrum. No to czekam na „Bystrzycę”. W sobotę i niedzielę był on spóźniony około 10 minut i nie inaczej było teraz. Na szczęście w końcu się doczekałem i szynobus się pięknie zaprezentował. 

"Sprinter Bystrzyca" z Wrocławia do Kudowy-Zdroju ruszył
z przystanku Jedlina-Zdrój Centrum

To by było wszystko jeżeli chodzi o zdjęcia z Jedliny-Zdroju. Następnego dnia czeka mnie już powrót do Krakowa.

 

Dzień 5, środa 16 sierpnia 2023 r.

Pierwotnie powrót planowałem z Jedliny-Zdroju pociągiem „Sprinter Bystrzyca” do Wrocławia a stamtąd IC „Piast” do Krakowa. Jednak jak zobaczyłem, że sprzed mojej kwatery odjeżdża autobus miejski do Wałbrzycha, odechciało mi się iść z bagażami na drugi koniec miasta do pociągu i zmieniłem plany. Pociąg miałem dopiero po godzinie 11 a autobus odjeżdżał o 9:27. Uznałem, że lepiej jechać wcześniej bo i tak żadnych planów fotograficznych już nie miałem. Zakupiłem u kierowcy półgodzinny bilet, będąc pewien że się na nim wyrobię i pojechałem. Ale gdy w Wałbrzychu autobus zaczął kluczyć po uliczkach osiedla Rusinowa, zacząłem mieć obawy czy dobrze zrobiłem próbując przyoszczędzić na bilecie. Na szczęście wyrobiłem się na styk i po 30 minutach byłem w pobliżu niedawno otwartego przystanku kolejowego Wałbrzych Centrum. Za kilkanaście minut jest osobowy ze Szklarskiej Poręby Górnej dzięki któremu we Wrocławiu będę przed godziną 12, a więc 1,5 godziny wcześniej niż pierwotnie planowałem. Tuż przed jego przyjazdem zjawił się pociąg regio „Kamieńczyk” z Poznania do Szklarskiej Poręby Górnej. Dla takiego składu uznałem że wyciągnę aparat i zrobię zdjęcie. Jest to flagowy pociąg Polregio. Zestawiany jest z najbardziej wypasionych wagonów spółki. Niegdyś jeździły one w pociągach Regio Express. 

EP07-2004 z pociągiem regio "Kamieńczyk" z Poznania Głównego
do Szklarskiej Poręby Górnej zatrzymuje się na przystanku
Wałbrzych Centrum

We Wrocławiu jestem przed godziną 12 a miałem wykupioną miejscówkę na dalszą podróż pociągiem IC „Piast” odjeżdżającym dopiero o godzinie 13:35. Średnio mi się chciało czekać prawie 2 godziny, więc podjąłem próbę przebukowania biletu na IC „Hetman” odjeżdżający planowo o 12:54. Spodziewałem się, że może już na niego nie być miejscówek, to najpierw sprawdziłem czy automat mi wystawi bilet z miejscem siedzącym. Okazało się że wystawił, no to zrezygnowałem z biletu na „Piasta” licząc że w domu będę godzinę wcześniej niż pierwotnie planowałem. Później okazało się że na tej zamianie zrobiłem interes życia. „Hetman” przyjeżdża do Wrocławia z Zielonej Góry przez Żary i Legnicę w dwuwagonowym składzie prowadzonym spalinówką serii SU4220. Następnie we Wrocławiu Głównym dołączana jest reszta składu, która tu rozpoczyna bieg i pociąg jedzie dalej do Lublina i Hrubieszowa. Grupa zielonogórska przyjechała planowo i czeka na podstawienie pozostałych wagonów. A tu planowa godzina odjazdu się zbliża i składu nie ma. W końcu megafony oznajmiły że wagony zostaną podstawione z opóźnieniem 20 minut, które potem urosło do 40 minut. Najwyraźniej coś się wykrzaczyło na torach postojowych. Gdy już w końcu podstawili skład „Hetmana”, zdążył przyjechać IC „Piast”, czyli pociąg którym pierwotnie miałem jechać 😂. Jak się nietrudno domyślić, to właśnie „Piast” został wyprawiony pierwszy 😂 Tak więc interes życia z tym biletem zrobiłem, że nie ma co. Co więcej, nawet regio do Kędzierzyna-Koźla wyprawiono przed nami. W końcu z 50-minutowym opóźnieniem ruszyliśmy w trasę. Regio do Kędzierzyna-Koźla wyprzedziliśmy od razu, ale za „Piastem” turlaliśmy się jeszcze długo. Jakby tego było mało, jadący przed nami „Piast” ma więcej postojów handlowych, przez co musieliśmy często zwalniać lub zatrzymywać się, żeby złapać za nim odbieg. Jak do kierpocia przychodzili podróżni liczący że im przytrzyma skomunikowania, od razu mówił żeby nie robili sobie nadziei że nadrobimy opóźnienie, bo ciągnie nas lokomotywa która jest za wolna (miał na myśli EU07). W Opolu Zachodnim spotkaliśmy się z „Piastem” czekającym na zwolnienie jednotonu do Opola Głównego. I znów oczywiście on pojechał pierwszy, a my czekamy najpierw na odbieg a potem na zwolnienie krawędzi peronowych w Opolu Głównym. Następnie za Opolem znów fundowano nam postoje techniczne w celu złapania odbiegu za „Piastem”. Ponownie spotkaliśmy się z nim w Gliwicach. I tu stał się cud! Nas wyprawiono pierwszych! 😮 Nareszcie pojawiła się nadzieja, że nie zwiększymy opóźnienia (a sięgało ono już 90 minut). Faktycznie potem jechaliśmy już płynnie i na godzinę 17:30 zameldowaliśmy się w Krakowie Głównym. Zdążyłem od razu złapać regio do Krzeszowic, którym cofnąłem się do przystanku Kraków Bronowice. Jak wysiadłem, to akurat mijał mnie „Piast” jadący do Krakowa Głównego. Tak więc ostatecznie trochę czasu zaoszczędziłem na tym przebukowaniu biletu 😁.