czwartek, 16 kwietnia 2026

2026-04-10 Zapomniane przez Boga i ludzi krajeńskie miasteczka

 

W tym roku turystyczne pociągi uruchamiane przez portal turkol.pl rozpoczęły sezon w kwietniu, tydzień po świętach Wielkanocnych. Historyczny skład kursujący w ramach projektu Wiosna 2026 startował w piątek 10 kwietnia w Bydgoszczy i do niedzieli 12 kwietnia kursował po szlakach Krajny, Borów Tucholskich, Kociewia, oraz po Półwyspie Helskim. Mnie i Marcina interesował pierwszy dzień czyli piątek, kiedy zabytkowy pociąg przemierzył trasę Bydgoszcz – Nakło nad Notecią – Chojnice – Wierzchucin – Laskowice Pomorskie – Czersk – Tczew – Gdańsk Port Północny – Gdańsk Kanał Kaszubski – Gdańsk Główny – Gdynia Główna. Planowaliśmy gonienie pociągu od Nakła nad Notecią do Czerska, a głównym impulsem do przyjazdu była postępująca powoli acz systematycznie modernizacja dawnej magistrali węglowej od Gdyni przez Kościerzynę i Wierzchucin do Maksymilianowa (Bydgoszczy). Jednotorowa niezelektryfikowana linia ze stacjami wyposażonymi w większości w stare mechaniczne urządzenia sterowania ruchem zmienia całkowicie swoje oblicze i docelowo stanie się dwutorową zelektryfikowaną magistralą z prawdziwego zdarzenia. Obecnie przebudowa obejmuje odcinek od Gdyni do Kościerzyny, a z końcem tego roku prace wejdą na dalszą część linii i do historii przejdą kształtowe semafory oraz tarcze ostrzegawcze w stacjach: Bąk, Lipowa Tucholska, Wierzchucin czy Serock.

Z Krakowa wyjechaliśmy we czwartek 9 kwietnia po pracy przed godziną 17. Do Bydgoszczy na nocleg zajechaliśmy około godziny 22. Piękny piątkowy słoneczny poranek poświęciliśmy na udokumentowanie zmian jakie zaszły w bydgoskiej sieci tramwajowej od czasu naszej ostatniej wizyty, która miała miejsce jesienią 2016 r. Przez ten czas otwarte zostały dwa nowe odcinki. Jeden krótki ale bardzo oczekiwany powstał w ulicy Kujawskiej między Zbożowym Rynkiem a Rondem Kujawskim. Skrócił on znacząco dojazd tramwajem ze Wzgórza Wolności do centrum. Wcześniej bowiem tramwaje musiały pokonywać ten dystans bardzo naokoło przez Wyżyny. Ponadto tory tramwajowe pojawiło się na Moście Kazimierza Wielkiego przez Brdę we wschodniej części miasta. Chcieliśmy też odwiedzić trasę na Bielawy, która przy poprzedniej naszej wizycie była w remoncie. Obecnie natomiast remontowane są trasy do Stomilu i Łęgnowa oraz do Lasu Gdańskiego. Od dłuższego czasu nieczynny jest też odcinek od Zbożowego Rynku przez Babią Wieś do Ronda Toruńskiego, ponoć z powodu zapadnięcia się torów. Jeżeli chodzi o tabor, to obecnie już niemal całą pracę liniową wykonują wagony typu Swing produkcji miejscowych zakładów Pesa. Wysokopodłogowe Konstale 805Na pełnią już tylko funkcję rezerwową. Pociąg Turkolu na interesującą nas linię z Nakła nad Notecią do Chojnic wyjeżdża o godzinie 10. Wcześniej od godziny 8 zajęliśmy się fotkami tramwajowymi. Najbliżej naszego hotelu znajdował się odcinek ulicy Kujawskiej. Ze względu na dużą różnicę poziomów między Zbożowym Rynkiem a Rondem Kujawskim, torowisko jest tu poprowadzone poniżej niwelety ulicy. Przy niskim porannym słońcu daje to bardzo ograniczone możliwości wykonania zdjęć. 

Bydgoszcz. Wagon 122NaB #111 rusza z przystanku na
Zbożowym Rynku w kierunku Ronda Kujawskiego

Wagon #395 zjeżdża ulicą Kujawską na Zbożowy Rynek

Za to przy wjeździe na Rondo Kujawskie pojawia się w tle ładny widok na miasto. Nawinął nam się tu Swing w okleinie upamiętniającej 600-lecie Fordonu. To dawne miasto a obecnie część Bydgoszczy najbardziej kojarzone jest z tym, że leży nad Wisłą. Stąd koncepcja okleiny opiera się na motywie wody i fal. 

Wagon #372 z okleinie uświetniającej 600-lecie Fordonu dojeżdża
do Ronda Kujawskiego

Gdy fotografowaliśmy ten tramwaj na tle miasta, zagadała do nas obca dziewczyna stojąca na przystanku chcąc zobaczyć jak nam wyszły zdjęcia J. Na Rondzie Kujawskim mogliśmy też zobaczyć plany dalszego rozwoju bydgoskiej sieci tramwajowej. Wyprowadzony został kawałek torów w ulicę Solskiego, który jest zaczątkiem nowej trasy na Szwederowo. Czas nas gonił i po wykonaniu kilku zdjęć przemieściliśmy się na Most Kazimierza Wielkiego, który spina trasy w ulicy Toruńskiej do zajezdni (i dalej obecnie nieczynną trasą do Stomilu i Łęgnowa) i Fordońskiej na Łoskoń. Upolowaliśmy tam krótkiego Swinga wykonującego ostatni kurs szczytowej linii 7 z porannej zmiany. 

Mały Swing 121NaB #177 na Moście Kazimierza Wielkiego

Następnie obraliśmy kierunek na Bielawy. Gdy byliśmy w Bydgoszczy niecałe 10 lat temu, trasa ta była w remoncie i kończące tu linie 4 i 6 skierowane były do Lasu Gdańskiego. Teraz jest na odwrót i na Bielawach zagościły także linie na co dzień kursujące do Lasu Gdańskiego. 

122NaB #143 na pętli Bielawy

Wagon #382 na ulicy Chodkiewicza przed pętlą Bielawy

Czas nas gonił i trzeba było cisnąć do Nakła nad Notecią. A tu jak na złość trwa remont ulicy Sułkowskiego i nie mogliśmy się wydostać z Bielaw. Przez to wyjeżdżaliśmy z miasta z małym nożykiem na gardle. Na szczęście nie planowaliśmy wjeżdżać do Nakła nad Notecią. Pierwsze fotki mieliśmy przewidziane w Trzeciewnicy, parę kilometrów wcześniej. Zaparkowaliśmy na końcu ulicy Karpackiej, skąd mieliśmy kawałek do przejścia polem do toru linii kolejowej do Chojnic. Jest to końcowy odcinek liczącej ponad 300 kilometrów linii nr 281, biegnącej idealnie z południa na północ od Oleśnicy do Chojnic przez Krotoszyn, Jarocin, Wrześnię, Gniezno i Kcynię. Przebiega ona z dala od dużych miast, przez co nigdy nie było na niej znacznego ruchu pasażerskiego. A na jej niezelektryfikowanym odcinku od Gniezna pociągi pasażerskie od 2000 roku w ogóle się nie pojawiają. Zawieszenie ruchu nie nastąpiło tu przy największej fali cięć z 3 kwietnia 2000 r. kiedy zamkniętych zostało łącznie 1028 kilometrów linii w kraju. Była potem druga mniejsza fala w czerwcu która zmiotła m.in. odcinek Gniezno – Chojnice. Miałem okazję zaliczyć tę trasę pociągiem specjalnym na imprezie w kwietniu 2011 r. Województwo Kujawsko-Pomorskie przez długi czas po macoszemu traktowało wiele lokalnych linii kolejowych na swoim terenie, szczególnie w zachodniej części regionu. Na szczęście ostatnio zaczęło się to zmieniać i pierwszą jaskółką było wznowienie ruchu na krótkiej linii Aleksandrów Kujawski – Ciechocinek w grudniu zeszłego roku. Trwają też prace nad przywracaniem do ruchu odcinka z Gołańczy przez Kcynię do Bydgoszczy, ale z małym haczykiem. Nie tak jak kiedyś pociągi jeździły przez Szubin, a przez Nakło nad Notecią 😅. Na szczęście w dalszych planach jest też wznowienie ruchu przez Szubin i na linii Nakło nad Notecią – Chojnice. Linia nr 281 odgałęzia się tu od biegnącej dnem Pradoliny Toruńsko-Eberswaldzkiej linii Piła – Bydgoszcz i wspina się stromo na wyżynę. W tle widać cukrownię w Nakle nad Notecią. Ustawiliśmy się na skraju wykopu i po paru minutach nadjechał pociąg Turkolu „Krajna” w składzie SU42-510, czerwone jedynka i Wars oraz dwie oliwkowe jedynki. 

SU42-510 z pociągiem Turkolu "Krajna" z Bydgoszczy do
Chojnic wyjechał z Nakła nad Notecią. Po prawej zabudowania
miejscowej cukrowni.

Normalnie tą linią kursują tylko okazjonalnie pociągi towarowe, głównie z przekroczoną skrajnią. Nie wymagają one super parametrów, dlatego na prawie całym odcinku Nakło nad Notecią – Chojnice obowiązuje prędkość 20 km/h. Do oddalonych stąd o 75 kilometrów Chojnic pociąg dotrze więc dopiero za ponad 3 godziny. Niby powinno to pozwolić na wykonanie wielu fotek, ale sieć dróg w tych okolicach nie sprzyja gonieniu pociągu. Na dodatek będzie on jechał cały czas pod słońce. Mogliśmy zaryzykować i pojechać możliwie najbliżej linii kolejowej lokalnymi drogami przez Karnówko. Powrót do auta i wyjazd z Trzeciewnicy zajął nam jednak trochę czasu i zdecydowaliśmy się cisnąć drogą wojewódzką nr 241. Przez dłuższy czas biegnie ona mniej więcej równolegle do naszej linii. Na początkowym odcinku za Nakłem nad Notecią można się pobawić w archeologa kolejowego i wypatrywać pozostałości po torowiskach Bydgosko-Wyrzyskich Kolei Powiatowych. Ta sieć kolei wąskotorowych o szerokości toru 600 mm dawniej gęsto oplatała okoliczne tereny. Nakło nad Notecią miało stację wąskotorową, skąd wychodziła trasa do Trzeciewnicy i tam rozgałęziała się w kierunku Łobżenicy i Koronowa. Trasa do Koronowa przecinała się w Karnowie w jednym poziomie z normalnotorową linią do Chojnic. Z kolei szlak do Łobżenicy biegł kawałek wzdłuż drogi wojewódzkiej nr 241, po czym za Chrząstowem odbijał na zachód. Ostatnie pociągi kursowały tędy w 1993 roku a około dekadę później tory na terenie województwa kujawsko-pomorskiego zostały rozebrane. Istnieją do dziś tory na części sieci leżącej na terenie województwa wielkopolskiego i okazjonalnie uruchamiane są tam pociągi turystyczne. Dobra, dość dygresji, wracamy do tematu gonienia pociągu Turkolu do Chojnic 😉. Na wysokości Koziej Góry Krajeńskiej nasza droga zbliża się nieco do linii kolejowej i wypatrzyłem w oddali pociąg. Tak więc dobra nasza. Droga przecina się z torem przed wsią Krukówko. Za przejazdem zjechaliśmy w polną drogę, aby wykonać zdjęcie pociągu z profilu. Oprócz nas zatrzymał się tu jeszcze jeden focista. Miał chojnicką rejestrację, to Marcin podpytał się go czy zna przy tej linii jakieś ciekawe miejscówki. Mówił że linia nie jest zbyt fotogeniczna i do tego pociąg jedzie cały czas pod słońce. Plus dla nas jest tylko taki że jedzie wolno i można go łatwo gonić. 

Za przejazdem przez drogę nr 241 między Kozią Górą Krajeńską
a Mroczą

Przy linii Nakło nad Notecią – Chojnice zlokalizowanych jest kilka zapomnianych przez Boga miasteczek. Pierwszym jest Mrocza. Stacja leży właściwie poza miastem, ze 2 kilometry od końca zwartej zabudowy. Aby dojechać na stację musimy pojechać naokoło przez centrum, ale przy takich prędkościach pociągu udaje się to bez problemu. Do niedawna większość miasteczek pokroju takiej Mroczy, jak nie leży przy ważniejszej linii kolejowej, była właściwie pozbawiona publicznego transportu zbiorowego. Na szczęście teraz się to zmienia. Z pomocą przyszedł rządowy Fundusz Rozwoju Przewozów Autobusowych, który wspiera lokalne samorządy w organizowaniu transportu publicznego. Pierwszeństwo w dostępie do środków funduszu mają właśnie gminy. Za Mroczą linia kolejowa wykręca na chwilę na zachód, dając możliwość wykonania zdjęć pociągu przynajmniej z dobrze oświetlonym bokiem. W miarę blisko toru biegnie tu tylko podrzędna droga do wsi Orzelski Młyn, na którą street view się nie zapuszczało. Nie byliśmy więc pewni na jaką nawierzchnię trafimy. Na szczęście początkowy odcinek drogi był utwardzony i udało nam się wykonać fotki. 

Na szlaku między Mroczą a Witosławiem

Dalej już jednak nie ryzykowaliśmy jazdy jak najbliżej toru, lecz przedostaliśmy się na jego drugą stronę do główniejszej drogi łączącej Mroczę z Witosławiem. Witosław również był dawniej stacją styczną z jedną z wąskotorowych linii Bydgosko-Wyrzyskich Kolei Powiatowych, prowadzącą do Łobżenicy. Stacja w Witosławiu jest niekorzystnie położona względem słońca. W zamian postanowiliśmy zaglądnąć na kolejny przystanek, do Rajgrodu. Jest on położony z dala od ważniejszych dróg, ale znaleźliśmy tam dość wygodny dojazd od wschodniej strony asfaltem do Rościmina i potem wygodną polną drogą wyłożoną płytami betonowymi. Rajgród liczy raptem kilka domów, choć przystanek autobusowy z rozkładem jazdy jest. Czyli jakiś transport publiczny tu dociera. Zachmurzenie stopniowo wzrastało, ale tu jeszcze słońce nawet chciało współpracować. 

Przed przystankiem Rajgród

Dalszy odcinek linii kolejowej biegnie totalnie z dala od dróg. Wskazaliśmy w nawigacji Runowo Krajeńskie, gdzie znajduje się kolejny przystanek i zobaczymy jak nas poprowadzi. Wróciliśmy do asfaltu w Rościminie i początkowo droga była wygodna. Jednak za ostatnimi domami zaczęło się kluczenie leśnymi drogami. Na szczęście nawierzchnia nie była tak tragiczna i we wsi Czarmuń ponownie pojawił się asfalt. Nie wzięliśmy jednak poprawki że przystanek Runowo Krajeńskie leży w rzeczywistości we wsi Borzyszkowo 😂. Ostatecznie odpuściliśmy jazdę tam i stwierdziliśmy że ciśniemy do Więcborka, kolejnego miasta na naszej trasie. Zwłaszcza że jak śledziłem bazę kolejową, to nie na całym odcinku Nakło nad Notecią – Chojnice jest prędkość 20 km/h. Na pewno większa prędkość jest na ostatnich kilometrach linii leżących w województwie pomorskim, ale o ile dobrze pamiętam przed Więcborkiem też jest kawałek wyremontowany. Było więc ryzyko, że pociąg nagle przyspieszy i nam zwieje. Więcbork to nieco większe miasto niż Mrocza i wymarły węzeł kolejowy. Linia Nakło nad Notecią – Chojnice spotyka się tu z linią Terespol Pomorski – Złotów, nieczynną w ruchu pasażerskim od 1993 roku, a od 2015 roku fizycznie zlikwidowaną L. O dawnej świetności stacji przypomina rozbudowany układ torowy, dwie nastawnie, dwa perony, wieża ciśnień i trupy semaforów kształtowych. Dobrze mi się wydawało, że fragment linii przed Więcborkiem jest wyremontowany, bo pociąg wpadł na stację z impetem, jednak w stacji zwolnił i wyjeżdżał już ze standardową dwudziestką na liczniku. 

Przejazd przez stację Więcbork

Ogólnie miasto Więcbork jest urokliwe, ale raczej nie chciałbym się tu urodzić. Ciekawe czy w ogóle zainteresowalibyśmy się koleją, jakbyśmy się tu wychowali 😅. W Więcborku ponownie spotkaliśmy się z drogą nr 241, ale szybko z niej zjechaliśmy zmierzając w stronę przystanku Wysoka Krajeńska. Teren robi się coraz bardziej pagórkowaty i przed przystankiem znaleźliśmy dość wysoki pagór z ciekawym widokiem na linię kolejową. Nie mieliśmy stuprocentowej pewności czy pociąg znów nie doznał przyspieszenia i już nie pojechał, ale poczekaliśmy. Po chwili zobaczyliśmy go w oddali jak wyłania się z lasu. Słońce akurat zasłaniała ogromna chmura, ale nim pociąg się do nas doturlał, zdążyła sobie pójść J

Przed przystankiem Wysoka Krajeńska

Przy nieczynnym przystanku kolejowym stał autobus PKS Chojnice, tak więc transport publiczny tu dociera J. Po wykonaniu zdjęć wróciliśmy do drogi wojewódzkiej nr 241 i parę minut później osiągnęliśmy kolejne miasto, powiatowe Sępólno Krajeńskie. Najciekawszy motyw wyłapałem tam z końca ulicy Niechorskiej za cmentarzem, jak linia kolejowa przekracza dolinę rzeczki Sępolenki. Nawigacja prowadziła nas tam przez ciasne uliczki centrum miasta. 

Przed stacją w Sępólnie Krajeńskim

Wydostaliśmy się stąd koło osiedla bloków i dalej kierowaliśmy się drogą krajową nr 25 Bydgoszcz – Koszalin. Niecałe 10 kilometrów dalej jest kolejne miasto, Kamień Krajeński. Tu już stacja kolejowa leży na uboczu, niecałe 2 kilometry od centrum. Pierwotnie chcieliśmy dostać się na stację ulicą Topolową, ale z czasem zmieniła się ona w polny dukt. Przedostaliśmy się więc między blokami na główniejszą ulicę Dworcową. Na stacji i tak musieliśmy się sporo naczekać na pociąg. Jedna pani zaparkowała samochód nam w kadrze przy budynku stacyjnym, to Marcin poprosił już żeby tu nie stawała. Kobieta pewnie zdziwiła się że w ogóle spotkała tu jakiś ludzi, ale przestawiła auto. 

Stacja Kamień Krajeński

Do Chojnic zostało już niecałe 20 kilometrów. Za chwilę pociąg wjedzie na teren województwa pomorskiego, gdzie prędkość jest już wyższa. Nastawialiśmy się więc na wykonanie jeszcze jednego fotostopu. Uznałem że najciekawszy motyw jest przy stawie w wiosce Melanówek. Dotarliśmy tam drogą lokalną biegnącą po wschodniej stronie toru. Po paru minutach czekania widzimy jak pociąg wyłania się z lasu jeszcze ze standardową dwudziestką. 

Skład wyłania się z lasu za przystankiem Obkas

Ale już mniej więcej na naszej wysokości przyspieszył do prędkości około 60 km/h. 

Po minięciu granicy województw pociąg nabiera prędkości

Próbowaliśmy jeszcze go dogonić parę kilometrów dalej w Nowym Dworze, ale jadąc do toru mijaliśmy jadące w drugą stronę samochody mikoli goniących pociąg. Oznaczało to, że pociąg już pojechał. No trudno, i tak udało nam się wykonać mu całkiem sporo fotek. W Chojnicach skład ma 40 minut postoju i wykorzystaliśmy ten czas na przerwę obiadową. Dalej już pociąg będzie zapieprzał. Już się trzeba nastawiać na max jedno zdjęcie między stacjami. Chojnice są dużym miastem powiatowym i transport publiczny jest dobrze rozwinięty. Co chwilę śmigały autobusy MZK i PKS. Z kilkuminutowym zapasem czasowym wyjechaliśmy z Chojnic drogą wojewódzką nr 240 do Świecia. Kolejny postój Turkol ma w Tucholi, 7 minut na krzyżowanie z Arrivą relacji Bydgoszcz – Chojnice. Przed Tucholą zaplanowałem jedną fotkę, na przejeździe przez lokalną drogę Bałdowo – Słupy ze zwichrowaną teletechniką. Co ciekawe tuż przed przejazdem jest znak drogowy oznajmujący że kończy się wieś Słupy. Kombinowałem, żeby w kadrze zmieścić pociąg z walącą się teletechnika i znakiem z przekreślonym napisem „Słupy” 😅, ale nie dało się tak skadrować. Zadowoliłem się więc zdjęciem bez znaku. 

Pociąg Turkolu z Chojnic do Laskowic Pomorskich zbliża się
do Tucholi

Zdecydowanie lepszy widok byłby na pociąg w drugą stronę, gdyż pięknie stąd widać Tucholę. Liczyliśmy że przez te 7 minut postoju Turkola w Tucholi, uda się sprawnie przebić przez miasto. Nie było to łatwe zadania, bo trwały akurat godziny szczytu i ludzie masowo wychodzili z jedynego zakładu pracy w mieście i jechali na zakupy. W końcu wydostaliśmy się na wylotową z miasta ulicę Świecką. Widzimy w oddali przejazd kolejowy, szlabany w górze. Jedziemy w sznureczku aut patrząc nerwowo na sygnalizatory na przejeździe. Aż tu nagle bach, szlabany się opuszczają, a przed nami zostały trzy auta 😨. Pierwsza była elka, więc posłusznie musiała się zatrzymać. Już dramatyzowaliśmy że to po nas i zostaje nam tylko odprowadzać Turkola wzrokiem. A tu okazało się, że dopiero wjeżdża lekko opóźniona Arriva z Bydgoszczy 😅. Odetchnęliśmy z ulgą 😀. Za mostem na Brdzie skręciliśmy w drogę lokalną do Cekcyna. Na tym odcinku znajdują się dwa ciekawe mosty kolejowe, na Brdzie i Rudzie. Ten drugi jest bliżej drogi, i przy nim się zatrzymaliśmy. Niestety od tej strony przysłania go drzewo, ale pociąg był już blisko więc nie można było wybrzydzać. 

Na moście nad Rudą między Tucholą a Cekcynem

Następną stacją jest Wierzchucin z kompletem kształtowych semaforów i tarcz ostrzegawczych. Obowiązkowy punkt programu. Skład ma tam parę minut postoju więc powinniśmy zdążyć. Cekcyn to moje sentymentalne strony, w tych okolicach spędzałem wakacje w 2022 roku. Na stację Wierzchucin wpadliśmy w ostatniej chwili tuż przed odjazdem pociągu. Zaparkowaliśmy za grupką focistów, aż tu słyszymy od gościa siedzącego na drzewie „dziękuję za auto w kadrze”. Ja tam bym mu tylko odpowiedział „nie ma za co” 😜 No sorry, gość był tak ukryty że skąd mieliśmy wiedzieć że tam jest 😂. Ale Marcin przestawił auto i każdy zdążył zrobić fotkę. 

Wyjazd z Wierzchucina w kierunku Laskowic Pomorskich

Turkol dalej kierował się nieużywaną od kilku lat w ruchu osobowym linią do Laskowic Pomorskich. Na szczęście Województwo Kujawsko-Pomorskie planuje tu przywrócić połączenia od grudnia tego roku. Na tym odcinku ciężko się goni pociąg samochodem. Szczególnie wzdłuż początkowego odcinku od Wierzchucina do Lniana nie ma asfaltowej drogi. Na dodatek nawigacja nas poprowadziła bardzo okrężnie z dwukrotnym przekraczaniem linii kolejowej do Bydgoszczy. A później zauważyliśmy że jest wygodny asfaltowy skrót przez Mukrz. Jakby tego było mało, jak w Ostrowitem włączyliśmy się na główną drogę do Lniana, wlekliśmy się za autobusem. Niby jak mijaliśmy stację w tej miejscowości widzieliśmy focistów, co by znaczyło że pociąg jechał niedawno. Niestety autobus nas tak spowolnił, że mimo ciśnięcia za Drzycim, nie udało się dogonić pociągu. No nic, tu pociągi jeszcze będą jeździć. W Laskowicach Pomorskich Turkol ma krótki postój, po czym jedzie dalej przez Szlachtę do Czerska. Na tej linii są dwa must see, niestety zlokalizowane w bliskiej odległości od siebie. Są to semafory kształtowe na stacji w Osiu i most na Wdzie w Tleniu. Pewną dozę nadziei dawał wydłużony postój w Osiu na krzyżowanie z szynobusem Arrivy. Nie ryzykowaliśmy gonienia pociągu między Laskowicami Pomorskimi a Osiem i z Drzycimia śmignęliśmy skrótem przez Żur do Osia. Ustawiliśmy się przy kształtowym semaforze wjazdowym. Czekaliśmy pełni optymizmu że jak Turkol wjedzie, to będzie czekał na szynobus i my przez ten czas sobie śmigniemy do Tlenia. Nic z tych rzeczy. Turkol był kilka minut opóźniony i Arriva przyjechała pierwsza. 

SA106-012 jako pociąg osobowy Arrivy z Czerska do Laskowic
Pomorskich przybył na stację Osie

Przez to od wjazdu Turkola do wyjazdu szynobusu dyżurny ruchu nie podniósł szlabanów. 

Pociag Turkolu "Niedźwiadek" z Laskowic Pomorskich do
Czerska, wjeżdża na stację Osie, gdzie zaliczy krzyżowanie
z Arrivą

Już sobie postanowiliśmy, że następnym razem jak będziemy w podobnej sytuacji, zostawimy auto za rogatkami 😁. W takiej sytuacji nie mieliśmy już szans dogonić Turkola do mostu w Tleniu. Odpuściliśmy sobie dalszą pogoń za tym składem i na otarcie łez, pofociliśmy jeszcze planowe osobówki z kształtowymi semaforami i tarczami ostrzegawczymi w Szlachcie i Wierzchucinie. Akurat jechała w naszą stronę Arriva z Bydgoszczy do Czerska i zdecydowaliśmy się przeciąć jej drogę w Szlachcie. Poprzednio za każdym razem byliśmy na tej stacji w trakcie przyjazdu jakiegoś pociągu specjalnego, kiedy kręciły się tu tabuny mikoli. Teraz wreszcie jesteśmy tu za normalnego ruchu i można do woli wybierać kadr 😄. Mnie się w końcu udało wykonać zdjęcie z figurą Matki Boskiej. Nawet szynobus się do niej dopasował kolorystycznie 😛. Był to SA134-001, który kilka lat temu jeździł na wypożyczeniu w Kolejach Dolnośląskich. 

SA134-001 jako pociąg osobowy z Bydgoszczy do Czerska
wjeżdża na stację Szlachta

Jako że pociągi jadące z kierunku Wierzchucina do Czerska muszą w Szlachcie zmienić kierunek jazdy, zrobiliśmy drugie ujęcie z podanym semaforem wyjazdowym. 

Po zmianie czoła skład wyjeżdża w kierunku Czerska

Za około pół godziny zjadą się tu dwa pociągi. SA134 który pojechał do Czerska, będzie wracał do Laskowic Pomorskich. Z kolei SA106, którego widzieliśmy w Osiu, będzie jechał z Laskowic Pomorskich przez Szlachtę do Wierzchucina. Na początek podjęliśmy próbę dostania się pod semafor wjazdowy od strony Czerska. Nie udało się to więc obraliśmy cel na Wierzchucin. Po raz kolejny odwiedziliśmy słonecznik, czyli kształtową tarczę ostrzegawczą semafora wjazdowego. Wprawdzie zaglądaliśmy tu już dwa razy jak jechał Turkol w 2023 i 2025 r. i jeszcze ja tu byłem sam na wakacjach w 2022 r., ale modernizacja linii zbliża się wielkimi krokami i ten widok przejdzie do historii. Już w grudniu tego roku mają rozpocząć się prace przy budowie drugiego toru i elektryfikacji. Co ważne będzie się to odbywało przy utrzymaniu ruchu pociągów. I dobrze, bo organizacja komunikacji zastępczej w tych lasach byłaby karkołomna. Przy słoneczniku czekał jeden z mikoli, co też gonił z nami Turkola. Złapaliśmy przy tarczy szynobus SA106 z Laskowic Pomorskich. 

SA106-012 jako pociąg osobowy z Laskowic Pomorskich przez
Szlachtę zbliża się do Wierzchucina

W Wierzchucinie komunikuje się on z pociągami relacji Bydgoszcz – Chojnice i Tuchola – Bydgoszcz, po czym wraca do Czerska. Po wykonaniu zdjęcia podjęliśmy próbę szybkiego objechania stacji i złapania pociągu ze słonecznikiem od strony Bydgoszczy. Wymagało to jazdy wyboistymi leśnymi drogami, ale zdążyliśmy. Tyle że miejsce było mocno zacienione a tarcza podała sygnał „wolna droga” już po przejeździe pociągu 😅. Ale i tak mamy cenną pamiątkę tych urządzeń, które już za parę miesięcy znikną. 

Zestaw 628/928-657 jako pociąg osobowy z Bydgoszczy do
Chojnic zbliża się do Wierzchucina

Pomknęliśmy jeszcze na stację w Wierzchucinie próbując uwiecznić skomunikowanie pociągów. Zdążyliśmy tylko złapać wyjazd szynobusu do Czerska. Zawsze to coś. 

SA106-012 opuszcza Wierzchucin jako pociąg osobowy do Czerska

Dobra, pora już wracać, raz co by nie przyjechać do domu w środku nocy, a dwa żeby zdążyć wydostać się z tych terenów zanim zwierzyna leśna się uaktywni. Koło Błądzimia wskoczyliśmy na drogę wojewódzką do Świecia, potem podjechaliśmy kawałek ekspresówką S5 i w Nowych Marzach wskoczyliśmy na A1. Byliśmy w lepszej sytuacji niż jak wracaliśmy z Wierzchucina po zeszłorocznym Turkolu. Wtedy była niedziela, wyjechaliśmy około godziny później i jeszcze w poniedziałek szedłem do pracy. Teraz był piątek, weekend przed nami i do Krakowa zajechaliśmy na lajcie po godzinie 23.

niedziela, 12 kwietnia 2026

2026-04-04 Wyjazdowe Święta Wielkanocne w Piwnicznej

 

W zeszłym roku święta wielkanocne spędzałem wyjazdowo w Polanicy-Zdroju. Spodobała mi się ta forma i w tym roku zdecydowałem się ją powtórzyć. Tym razem za cel obrałem Piwniczną-Zdrój. Od ostatniego mojego pobytu w tamtych stronach minęło raptem półtora miesiąca. Wówczas odkryłem kilka nowych ciekawych punktów widokowych, z których ostatecznie nie udało mi się wykonać zdjęć z powodu niekorzystnych warunków atmosferycznych. Jako że prognozy pogody na Wielkanoc były optymistycznie, podjąłem spontaniczną decyzję wyjazdu na poprawiny J. Wykupiłem sobie pobyt z pakietem świątecznym w hotelu w Piwnicznej, trwający od Wielkiego Piątku do Poniedziałku Wielkanocnego.

 

Wielki Piątek, 3 kwietnia 2026 r.

Wyszedłem z pracy po godzinie 13 i pierwotnie zakładałem przejazd do Tarnowa Kolejami Małopolskimi wyjeżdżającymi z Krakowa Głównego po godzinie 14. W Tarnowie miałbym wówczas 5 minut na przesiadkę na regio do Muszyny. Ostatecznie zdecydowałem się wyjechać wcześniejszą osobówką i poczekać dłużej w Tarnowie. Osobówka ma mało atrakcyjny czas przejazdu. Ma wydłużone postoje w Krakowie Bieżanowie i Podłężu na wyprzedzanie przez IC „Fałat” i TLK „Małopolska”. A jeszcze „Fałat” był opóźniony i nasz postój wydłużył się o 10 minut. Tak wiem, mogłem do Piwnicznej pojechać bezpośrednio „Małopolską”, ale do końca nie byłem pewien o której uda się wyjść z pracy. W Tarnowie przesiadam się do osobówki Polregio do Muszyny (EN57-840). Frekwencja dobra, na wyjeździe z Tarnowa w każdej czwórce ktoś siedział. Ruch na kryniczance spory. W Łowczówku Pleśnej krzyżujemy się z towarem PKP Cargo prowadzonym przez ET41-194. Na kolejnej mijance w Łowczowie czeka EN71-010 jako regio „Słomka” z Krynicy do Krakowa. Przed Stróżami mamy jeszcze dwie mijanki: w Zborowicach z „Doliną Popradu” z Krynicy do Krakowa (tradycyjnie na dwóch EN63A) i w Wilczyskach z regio Muszyna – Kraków (EN57-2073). W Stróżach stoi skład towarowy PKP Cargo czołem na Muszynę, na którego czele był rarytas ET41-100 w historycznym zielonym malowaniu (wg schematu z lat 2002 – 2007). Stał wygaszony, ale po cichu liczyłem że w trakcie mojego pobytu w Piwnicznej pojawi się na szlaku. Trwa remont mostu na Białej w Grybowie, przez co do Ptaszkowej jedziemy lewym torem. W Nowym Sączu z kolei czołem na Muszynę stał knedel serii 181 Cargounit z gazówkami. W Starym Sączu krzyżujemy się z regio Piwniczna – Bobowa (EN57-2006). Wysiadam na stacji Piwniczna, gdzie na mijankę czeka już „Jaworzyna” z Krynicy do Krakowa (EN57-2029) a także towar ze słowackim jamnikiem serii 131. Moja baza zlokalizowana jest nad zakolem Popradu który opływa tu masyw góry Kicarz. Hotel jest wciśnięty między rzekę a tor kolejowy, a widok z okna mam na to drugie 😁. Widzę nawet semafor wjazdowy od strony Rytra i mogę z balkonu spisywać numerki lokomotyw i jednostek 😀. Taką lokalizację to ja rozumiem. Minus jest taki, że pociągi mogą budzić w nocy 😅. Ruch towarowy naprawdę spory. Do końca dnia przejechało kilka składów. Na pewno jechał widziany w Nowym Sączu knedel Cargounit z gazówkami, słowacki jamnik z węglarkami co stał na stacji Piwniczna i jeszcze ze dwa składy.

 

Wielka Sobota, 4 kwietnia 2026 r.

Głównym celem mojego wyjazdu były północno-wschodnie przysiółki Piwnicznej: Skorupy, Zawodzie, Banie, Śmigowskie i Łomnickie, z których widać linię kolejową. Minus jest taki, że słońce świeci tam od dobrej strony tylko rano, max do godziny 10. Śniadania w hotelu wydają od 8 i w sobotę zdecydowałem się najpierw iść na śniadanie a potem szybko na zdjęcia. Do godziny 10 mam trzy osobówki, pierwszą jest „Jaworzyna” z Krakowa do Krynicy, meldująca się na przystanku Piwniczna-Zdrój o 9:04. Zmierzałem ulicą Kościuszki, pod pijalnię wód, gdzie skręciłem w boczną drogę wspinającą się w kierunku przysiółka Skorupy. Byłem tu na poprzednim wyjeździe w lutym, ale intensywna śnieżyca uniemożliwiła wykonanie fotek. Teraz była okazja żeby to nadrobić. Już myślałem że nie zdążę. Do punktu z widokiem na linię kolejową dotarłem jak „Jaworzyna” już jechała i czasu na ogarnięcie kadrów było bardzo mało. 

EN57-2070 jako pociąg regio "Jaworzyna" z Krakowa do Krynicy
dojeżdża do przystanku Piwniczna-Zdrój

W niedzielę w takim razie najpierw pójdę rano na zdjęcia, a potem wrócę do hotelu na śniadanie. Zwłaszcza że to będzie uroczyste śniadanie wielkanocne którym trzeba się delektować 😊. I jeszcze wydawane jest ono aż do godziny 12. W dolinie Popradu jest już ładnie wiosennie, ale w wyższych partiach gór leży jeszcze śnieg. Z miejsca z którego fotografowałem „Jaworzynę” można iść jeszcze wyżej na pasmo górskie między szczytami Bucznik i Granica, z którego też będzie widać linię kolejową. To miejsce zostawiam sobie jednak na jutro, a dziś skupię się na zlokalizowanych bardziej na północ przysiółkach Banie i Śmigowskie. Wracałem w dół i nie dochodząc pod pijalnię, odbiłem w ścieżkę wspinającą się na skraj lasu na wysokości przysiółka Banie. Podobał mi się widok z tego miejsca i planowałem tu czekać na osobówki krzyżujące się w Piwnicznej po godzinie 10. Pół godziny wcześniej słyszałem jednak trąbienie od strony Rytra, co by znaczyło że jedzie skład towarowy. Tak się rzeczywiście stało i co mnie bardzo ucieszyło, na czele był zielony jamnik setny J. Tyle że nie ciągnął węglarek z drewnem z którymi widziałem go dzień wcześniej w Stróżach, lecz gazówki. 

ET41-100 z pociągiem towarowym na szlaku Rytro - Piwniczna

Dzięki dodatkowej atrakcji w postaci towarka, na osobówki mogłem przemieścić się na inną miejscówkę bliżej osiedla Śmigowskie. Jako pierwsze pojechało regio z Tarnowa, a gdy skończyło ono bieg w stacji Piwniczna, na szlak została wyprawiona osobówka relacji Krynica – Tarnów. 

EN57-719 jako pociąg osobowy z Tarnowa dojeżdża do przystanku
Piwniczna-Zdrój

EN57-2073 jako pociąg regio z Krynicy do Tarnowa ruszył
z przystanku Piwniczna-Zdrój

Była to już graniczna pora pozwalająca na fotografowanie z tego zbocza ze słońcem. Potem słońce przechodzi na drugą stronę doliny. Niespiesznie zszedłem do przysiółka Łomnickie, gdzie przeszedłem kładką przez Poprad do linii kolejowej i drogi krajowej w rejonie cmentarza. Z cmentarzem upolowałem regio „Dolina Popradu” z Krakowa do Krynicy. 

EN63A-002+017 jako pociąg regio "Dolina Popradu" z Krakowa
do Krynicy mijają cmentarz w Piwnicznej

Gdy dotarła ona do stacji Piwniczna, na szlak wyruszyła osobówka do Nowego Sącza. Jechała ona centralnie pod słońce więc nie fociłem, ale potrzebowałem spisać numerek jednostki, gdyż to ten sam skład co przyjeżdżał po godzinie 10 z Tarnowa. Wracając na chwilę odpoczynku do hotelu zatrzymałem się na moście na Popradzie w ciągu ulicy Krynickiej. Zaczekałem tu na TLK „Małopolska” z Krynicy do Gdyni. Do niedawna kryniczanka była ostatnim bastionem lokomotyw EU07 PKP Intercity. Teraz widzę nawet tu wdarły się nowe griffiny. 

EU160-067 z pociągiem TLK "Małopolska" z Krynicy do Gdyni
pomiędzy stacją Piwniczna a przystankiem Piwniczna-Zdrój

Na siódemce uchował się jeszcze IC „Malinowski” z Warszawy do Krynicy, którego upolowałem na najpopularniejszej tutejszej miejscówce z zakolem Popradu. 

EP07-1039 z pociągiem IC "Malinowski" z Warszawy Wschodniej
do Krynicy-Zdroju na szlaku między przystankiem Piwniczna-Zdrój
a stacją Piwniczna

Potem zrobiłem sobie chwilę chillowania na leżaku nad rzeką, jednak zerkając co chwilę na przejazd kolejowy przy stacji Piwniczna. W pewnym momencie opuściły się szlabany, to ruszyłem na miejscówkę z zakolem rzeki, licząc że coś pojedzie od Nowego Sącza. Okazuje się, że jedzie skład od drugiej strony. Już myślę że nici z fotki, a tu okazuje się że to jedzie luzak. I to nie byle jaki, bo zielony jamnik setny 😀. No to cyk fotki od tyłu J

ET41-100 po przyprowadzeniu składu gazówek do Muszyny,
wraca luzem w kierunku Nowego Sącza

Jako że do kolejnych osobówek miałem godzinę przerwy, wybrałem się do rynku na lody. Po południu niebo się zachmurzyło, ale nie zraziło mnie to. Powybieram sobie miejscówki do zdjęć, które wykorzystam w niedzielę, kiedy ma być cały dzień piękna pogoda. Szedłem drogą krajową do przysiółka Borownice, gdzie zaczekałem na regio „Słomka” z Krynicy do Krakowa. Obsługuje ją jednostka, która przyjechała rano jako „Jaworzyna” i potrzebowałem spisać numerek. Moim kolejnym celem była jedna z polanek zlokalizowanych na wysokości Borownic. W lutym odwiedziłem dużą rzucającą się w oczy polanę bliżej osiedla Witkowskie, jednak z niej widać linię kolejową centralnie na wprost. A później z dołu wypatrzyłem drugą mniejszą polankę, z której powinien być widok bardziej od boku. Wykorzystałem ten czas na odnalezienie drogi do niej. Jest nawet wygodne dojście od bocznej dolinki. Potem przeniosłem się na drugi brzeg Popradu pod pijalnię, skąd wybrałem się drogą z której rano fotografowałem „Jaworzynę”. Tym razem poszedłem dalej na sam szczyt pasma górskiego. Biegnie tędy niebieski szlak do Łabowej przez Łabowską Halę. Całe centrum Piwnicznej było widać jak na dłoni, a po drugiej stronie pasma jest dolina w której leży wieś Łomnica-Zdrój. Podczas spacerowania okolicznymi górskimi ścieżkami zauważyłem niestety nową tradycję. Nie mijałem praktycznie żadnych pieszych turystów, za to spotkałem dużo jeżdżących na motorach. Akurat podczas mojego pobytu na paśmie górskim, śmigało po nim na motorach kilku młodziaków. Wprawdzie przywitali się ze mną życzliwie, ale jednak rozjeżdżali górskie ścieżki i płoszyli zwierzynę leśną. Został mi do spenetrowania jeszcze stok Dermanowskiego Wierchu na wysokości przysiółka Łomnickie, jednak pojawiające się przelotne deszcze spowodowały że zarządziłem odwrót. Po powrocie do hotelu wykonałem jeszcze z balkonu zdjęcie wieczornej „Jaworzyny” do Krakowa. Tak żeby pokazać jaki miałem fajny widok z okna 😃. 

EN57-840 jako pociąg regio "Jaworzyna" z Krynicy do Krakowa
ruszył ze stacji Piwniczna

Następnego dnia planowałem poranne fotki w złotej godzinie, w związku z czym położyłem się spać zaraz po 21.

 

Niedziela Wielkanocna 5 kwietnia 2026 r.

Zbudził mnie około godziny 6 „Nikifor” z Krynicy do Katowic. Po stukocie kół rozpoznałem że jechał podwójny Impuls EN78A. Zgodnie z prognozami zapowiada się słoneczna pogoda to trzeba korzystać. Przez opustoszałe miasteczko zmierzałem w stronę odwiedzonego poprzedniego dnia pasma górskiego, skąd planowałem złapać TLK „Karpaty” z Gdyni do Krynicy. Planowo na przystanku Piwniczna-Zdrój meldują się o 7:38. Wcześniej przed godziną 7 jedzie pierwsza w dobie osobówka z Tarnowa do Krynicy. Nie byłem jednak pewien czy do jej przyjazdu zdąży wzejść słońce, więc nie nastawiałem się że ją sfotografuję. Pijalnię mijałem kilka minut przed przyjazdem osobówki. Słońce już delikatnie muskało szczyty gór, no to na wszelki wypadek przyspieszyłem kroku. A nóż a widelec uda się zrobić fotki ze słońcem. Okazało się, że tak. Słońce wzeszło już na tyle wysoko, że trochę oświetliło jednostkę. 

EN57-781 jako poranna osobówka z Tarnowa do Krynicy
zbliża się do przystanku Piwniczna-Zdrój

Po wykonaniu fotki wspiąłem się na szczyt pasma górskiego. Poczułem się jak rasowy górołaz, co chodzi zdobywać szczyty na wschód słońca 😅. Klimat był tu przepiękny. Słychać było tylko śpiew ptaków. Do przyjazdu „Karpat” miałem trochę czasu, to spenetrowałem okolicę w poszukiwaniu najbardziej wysmakowanego miejsca na fotki. Zasadniczo z tych okolic widać linię kolejową od przysiółka Borownice do przystanku Piwniczna-Zdrój. Jednak gdy wyszedłem jeszcze trochę wyżej w północną stronę, odsłonił się widok na zakole Popradu między przystankiem Piwniczna-Zdrój a stacją Piwniczna. Niestety jednocześnie drzewa zakryły widok na szlak w przysiółku Borownice. Uznałem więc że nie ma co kombinować, zwłaszcza że już było słychać że jadą „Karpaty”. Tu mam pewność, że będzie je widać, a przy zakolu Popradu mogą akurat się schować za domami. Przyjazdowi „Karpat” do Piwnicznej towarzyszył niosący się po całej okolicy dźwięk orkiestry grającej na procesji rezurekcyjnej. 

EU160-050 z pociągiem TLK "Karpaty" z Gdyni do Krynicy
dojeżdża do przystanku Piwniczna-Zdrój

Gdy schodziłem już na dół w kierunku pijalni, nagle widzę stado saren na polance kilkadziesiąt metrów ode mnie 😮. 

Stado saren na polance w Piwnicznej

Nie chcąc ich płoszyć idę dalej na paluszkach 😅. W końcu usłyszały mnie i przebiegły na drugą stronę drogi. Zaraz za drogą zatrzymały się i stały sobie w jeszcze mniejszej odległości ode mnie. Nie uciekały, bo pewnie są zaprawione w boju musząc codziennie słychać ryku motocyklistów i quadowców gnających po lasach. Niestety nie przemówiły ludzkim głosem jak to mówią nasze świąteczne ludowe wierzenia, choć może dotyczą one tylko Bożego Narodzenia a Wielkanocy już nie 😅 Zrobiłem im kolejne selfie i już nie zakłócając spokoju poszedłem dalej. 

Sarenki raz jeszcze

Został mi jeszcze do odwiedzenia stok Dermanowskiego Wierchu, z którego chciałem zrobić „Jaworzynę”. Zszedłem pod pijalnię, skąd drogą prowadzącą do wsi Kokuszka, dotarłem do przysiółka Łomnickie. Co ciekawe gdy wspinałem się na stok, towarzyszyły mi drogowskazy do Zakątka Odkupienia. Ciekawiło mnie co to za miejsce, ale póki co fotki „Jaworzyny” były ważniejsze. Doszedłem najwyżej jak się dało, dopóki do dalszej wspinaczki nie powstrzymało mnie ogrodzenie stoku narciarskiego w Kokuszce. Bardzo podobał mi się widok z tego miejsca, kościół w Piwnicznej był tu bardzo ładnie wyeksponowany. Szkoda tylko że stąd jest zawsze pod słońce. Na „Jaworzynie” tego dnia jechała jednostka EN71.

EN71-010 jako pociąg regio "Jaworzyna" z Krakowa do Krynicy
zbliża się do przystanku Piwniczna-Zdrój

Idąc na dół ponownie zauważyłem drogowskaz do Zakątka Odkupienia prowadzący do lasu. Chciałem już iść na śniadanie wielkanocne, ale ciekawość mnie skusiła żeby zobaczyć ten zakątek. Prowadzi do niego ścieżka odpowiednio umocniona przed osuwaniem się ziemi. Doszedłem do małej polanki leśnej z miejscem na ognisko. Czyli rozumiem że to jest ten Zakątek Odkupienia 😅. Żeby było śmieszniej, to w tym samym czasie słyszałem że jedzie jakiś pociąg 😅. Być może towarowy, choć po odgłosie stawiałbym bardziej na luzaka. Ogółem tak jak się spodziewałem na święta ruch towarowy na kryniczance zamarł. W piątek i sobotę jeździli na okrągło żeby w święta drużyny miały wolne. Zaspokoiwszy ciekawość wróciłem do hotelu. Akurat miała przyjechać osobówka z Tarnowa, to zrobiłem jej zdjęcie z balkonu. 

EN57-2006 jako pociąg regio z Tarnowa kończy bieg w stacji
Piwniczna

Potem poszedłem na wielkanocne śniadanie, które było bardzo obfite i wykwintne. Po południu korzystając z pięknego wiosennego dnia udałem się do osiedla Borownice, na odnalezioną w sobotę polankę. Po drodze zatrzymałem się przy ruinach pensjonatów koło cmentarza, zaczekać na regio „Słomka” z Krynicy do Krakowa. Pojedzie na nim jednostka EN71 od „Jaworzyny”. Spisywać numerka raczej nie trzeba, bo w Polregio zostały już tylko trzy sprawne pojazdy tej serii. Do tego w piątek na tym pociągu widziałem jednostkę EN71-010, więc jest mało realne żeby dziś jechała inna. 

EN71-010 jako pociąg regio "Słomka" z Krynicy do Krakowa
między przystankami Piwniczna-Zdrój i Młodów

Po przejeździe „Słomki” wspiąłem się na polankę, gdzie rozłożyłem się na trawce i delektowałem się ciszą do przyjazdu „Doliny Popradu” z Krynicy do Krakowa. 

EN63A-017+002 jako pociąg "Dolina Popradu" z Krynicy do
Krakowa na szlaku między Piwniczną-Zdrój a Młodowem

Następne w planie były dwa pociągi do Krynicy. Dla nich przeniosłem się do przysiółków Łazy i Kosmydle, zlokalizowanych na stoku góry Bucznik nad zakolem Popradu. Dotarłem do skrzyżowania z drogą do Kosarzysk, skąd szedłem do góry zielonym szlakiem. Jako pierwsza jechała osobówka z Tarnowa do Krynicy, którą uwieczniłem na dobrze znanej miejscówce z zakolem Popradu. 

EN57-2073 jako pociąg regio z Tarnowa do Krynicy na szlaku
między przystankiem Piwniczna-Zdrój a stacją Piwniczna

Dwadzieścia minut później jedzie TLK „Małopolska” z Gdyni do Krynicy. Dla niej znalazłem inne miejsce z podobnym widokiem.

EU160-042 z pociągiem TLK "Małopolska" z Gdyni do Krynicy
ruszył chwilę temu z przystanku Piwniczna-Zdrój

Kolejny pociąg jedzie w druga stronę i jest to IC „Malinowski” z Krynicy do Warszawy. Poszedłem wyżej odszukać miejscówki z widokiem w drugą stronę, w kierunku stacji Piwniczna. Po krótkim kluczeniu między domami odnalazłem właściwe miejsce, z którego uwieczniłem „Malinowskiego”. 

EP07-1039 z pociągiem IC "Malinowski" z Krynicy-Zdroju do
Warszawy Wschodniej mija na biegu stację Piwniczna

Tym samym historia zatoczyła koło. Z tego miejsca wykonywałem bowiem pierwsze zdjęcia ze swojego pierwszego urlopu na kryniczance w 2018 r., kiedy to rozpocząłem jeżdżenie po górach z widokiem na linię kolejową do Krynicy. Podczas tego świątecznego wyjazdu domknąłem ostatnie brakujące miejscówki na odcinku Nowy Sącz – Krynica. Czując że wszystko się wykonało wróciłem do hotelu na bogatą obiadokolację z płonącą jagnięciną.

 

Poniedziałek Wielkanocny 6 kwietnia 2026 r.

Znowu obudził mnie poranny „Nikifor” do Katowic i znowu słychać było że jedzie podwójny Impuls. Polregio jednak jest mało elastyczne pod względem obiegowania taboru. O ile w tygodniu dwie jednostki na „Nikiforze” są zasadne, o tyle w święta jest to trochę marnotrawstwo. W poniedziałek kończyłem pobyt w Piwnicznej i pierwotnie planowałem wracać osobówką „Słomka” o godzinie 14. Rano chciałem bowiem powtórzyć fotki z Kicarza z lutego. W nocy przyszło jednak załamanie pogody i poniedziałek wielkanocny był rzeczywiście lany jak to się na niego mówi. Podjąłem więc decyzję że wyjeżdżam od razu po śniadaniu. Na pociąg TLK „Małopolska” jadący po 11 już nie było miejscówek, więc zabrałem się osobówką do Tarnowa po 10. Nie padał już deszcz i momentami pojawiało się słońce. Był jednak przenikliwie zimny nieprzyjemny wiatr. Punktualnie o godzinie 10 zameldowałem się na stacji Piwniczna. Przyjechała osobówka z Tarnowa która skończyła bieg. Nastawniczy wybiegł przestawić zwrotnicę i zaraz od Krynicy wjechało regio do Tarnowa (EN57-2070). Kierpocini oznajmiła że nie można korzystać z toalety, bo drzwi wypadły z prowadnicy. Jako że do Tarnowa jest kawał drogi, w Nowym Sączu będziemy mieli wymianę jednostki. Tam przesiadamy się do EN71-010. Na peronie siedzi dwóch typów o cygańskim wyglądzie. Przyzwyczaiłem się że mam dar do przyciągania różnych dziwolągów i oczywiście tym razem tradycji musiało stać się zadość. Jeden z nich siadł naprzeciwko mnie, zaczął tekstem wesołych świąt, a potem pierdzielił że ja to na pewno jestem uczciwy więc może dam mu na bilet. Powiedziałem, że nie mam gotówki, to on na to żebym poszedł mu kupić bilet u konduktora. Odparłem mu stanowczo że do konduktora to mogę pójść tylko powiedzieć żeby go wywalił z pociągu i wtedy sobie poszedł. Siedział potem ze swoim ziomkiem na końcu składu, ale na szczęście w Ptaszkowej kierpocini wygoniła ich obu z pociągu. Mimo wszystko dobrze że pojechałem tym pociągiem, bo niedługo później silne wiatry powaliły drzewa na tory między Nowym Sączem a Grybowem. Wszystkie popołudniowe pociągi z Krynicy były tego dnia opóźnione około godziny. Przed Stróżami mijamy się z „Malinowskim” z Warszawy do Krynicy prowadzonym griffinem. Tak więc dziś już żadna siódemka nie pojawiła się na kryniczance. W Wilczyskach z kolei krzyżujemy się z towarkiem (dragon PKP Cargo z kontenerami). Na odcinku między Bobową a Tuchowem jest kilka miejsc których jeszcze nie odwiedziłem. Tak więc jeden wyjazd w ten rejon kryniczanki mógłbym jeszcze zorganizować 😉. W Tarnowie przesiadam się na osobówkę Kolei Małopolskich do Oświęcimia, którą już dojeżdżam bezpośrednio do domu.