czwartek, 2 kwietnia 2020

2004-07-16 Zdawki do Alwerni


W lipcu 2004 roku wakacje spędzałem w Rozkochowie koło Alwerni. Większość pobytu przeznaczałem na jeżdżenie rowerem po okolicy z dużym naciskiem na Okleśną oraz bocznicę do Zakładów Chemicznych Alwernia. Odbywał się tam bowiem wówczas codzienny ruch pociągów zdawczych ze Spytkowic. Ruch pasażerski na linii Trzebinia - Wadowice był od prawie 2 lat zawieszony i odcinek w kierunku Bolęcina był już nieczynny. Pociągi zawsze przyprowadzała „trumna” nr 081 lub 126 a zestawienie składów było bardzo różnorodne. Przyjeżdżały wagony kryte, platformy, cysterny, „gruszki”, czy do przewozu kontenerów. Pociągi nie rozwijały wielkich prędkości, więc tę samą zdawkę można było złapać nawet w 3 miejscach. Poniżej przedstawiam skromną seryjkę zdjęć zdawek do Alwerni z 2004 roku. Odcinek ten jest czynny do dziś, chociaż pociągi już chyba nie zapuszczają się tam codziennie.
SM31-126 przyprowadziła zdawkę pod
bramę Zakładów Chemicznych Alwernia
15.07.2004
SM31-081 jedzie odcinkiem pomiędzy stacją
w Okleśnej a zakładami chemicznymi.
Na pierwszym planie tor linii Wadowice - Trzebinia
16.07.2004
 
Po kilku godzinach "trumna" wraca z innym
składem do Spytkowic


Ten sam skład złapany na odcinku do Okleśnej

SM31-126 pokonuje most na Wiśle pomiędzy
Spytkowicami a Okleśną

2019-08-31 Psiukacz Country Show vol.1

Wprawdzie mój blog nazywa się Kolejowe wojaże, ale zarówno moje zainteresowania, jak i wielu moich znajomych miłośników kolei obejmują też tramwaje i autobusy. W związku z czym, na łamach niniejszego bloga będą pojawiać się też relacje z wyjazdów ukierunkowanych na te środki transportu. Pierwszym wydarzeniem o tematyce autobusowej, jaki postanowiłem tu opisać, jest impreza „Psiukacz Country Show vol.1” organizowana przez kolegów z Galicyjskiego Stowarzyszenia Miłośników Komunikacji z Nowego Sącza. Ta grupka małopolskich pasjonatów ma w swojej kolekcji kilka autobusów, które niegdyś były związane z sądecką komunikacją miejską. Ich pierwszym poważnym zadaniem był remont kapitalny Jelcza M11 #317, który prowadzili przez 3 lata od 2009 do 2012 r. Obecnie autobus jest często wykorzystywany zarówno w imprezach dla miłośników, jak i w ogólnodostępnych wydarzeniach takich jak: zloty pojazdów zabytkowych, noc muzeów czy wakacyjne linie turystyczne. Po tym koledzy nie spoczęli na laurach i podjęli się odbudowy kolejnego autobusu, jakim był Autosan H9-35 zwany popularnie „psiukiem”. Ten model przez ponad cztery dekady był kojarzony z komunikacją miejską w mniejszych miastach naszego kraju. Z komunikacją miejską w Nowym Sączu był związany w latach 1975-1986. Będący własnością GSMK pojazd został zakupiony z Krosna w 2011 r., a jego remont trwał dwukrotnie dłużej niż Jelcza M11. Za to efekt zdecydowanie cieszy oczy. W 2019 r. sądecki „psiuk” brał udział m.in. w nocy muzeów w Warszawie i obsługiwał linię turystyczną w Nowym Sączu. Ostatniego dnia wakacji 2019 r. odbyła się pierwsza impreza dla miłośników z jego udziałem pn. „Psiukacz Country Show vol.1”.
Relacja nie jest zupełnie niekolejowa, ponieważ dojazd do Nowego Sącza postanowiłem odbyć koleją. Mogłem jechać bezpośrednią „Jaworzyną”, ale musiałbym wówczas czekać godzinę na imprezę, więc zdecydowałem się wyjechać z Krakowa pół godziny później i pojechać osobówkami z przesiadką w Tarnowie. Przy okazji w ramach dodatkowej atrakcji przejechałem się przez Nową Hutę. Do Tarnowa odbyłem podróż Acatusem EN77 Kolei Małopolskich. Podróż przez Nową Hutę do Podłęża zabiera teraz mniej więcej tyle samo czasu, co przez Płaszów. Większość trasy jest po remoncie i jedzie się z przyzwoitą prędkością. Tylko przez stację Kraków Nowa Huta i na odcinku do posterunku Kościelniki pociąg się wlecze. W przedziale za mną jedzie grupka młodzieży wracająca z imprezy. W pewnym momencie między jedną parą pojawiła się sprzeczka w wyniku której dziewczyna wrzeszczała na chłopaka „odwal się ode mnie, nie chcę już cię widzieć” i przeniosła się do innego przedziału, przed tym w którym ja siedziałem. Chłopak oczywiście jej nie posłuchał i poszedł za nią. Oczywiście znów go potraktowała podobnym tekstem i przeniosła się jeszcze do innego przedziału. Wtedy chłopak już odpuścił i ze łzami w oczach wrócił na tył składu (ach te uczuciowe rozterki). Wyjechaliśmy z Krakowa z małym obsuwem, a w Tarnowie na przesiadkę miałem kilka minut. Jednak dzięki rezerwom w rozkładzie do Tarnowa przyjechaliśmy planowo. Przesiadam się tu do osobówki Polregio do Piwnicznej zestawionego z EN57-1949. Jest to jedyna w Małopolskim Oddziale jednostka tej serii z ostatniej partii produkcyjnej posiadającej ściany czołowe analogiczne jak jednostki ED72. Oryginalnie ta partia miała siedzenia plastikowe, ale ten egzemplarz akurat ma wymienione na dermowe. Przez dużą część trasy korzystając z ładnej pogody delektowałem się jazdą w otwartym oknie. Do Nowego Sącza docieram planowo i od razu przemieszczam się na przystanek przy Alei Batorego, gdzie stał już podstawiony imprezowy „psiuk”.
Trasa przejazdu była niespodzianką i organizatorzy przed imprezą nie zdradzali gdzie pojedziemy. Punktualnie o godzinie 10 ruszyliśmy w trasę kierując się na początek na nowy Most Heleński oddany do użytku kilka miesięcy wcześniej. Przemieściliśmy się na położone na lewym brzegu Dunajca osiedle Helena, gdzie ulicą Starowiejską udaliśmy się w okolice wiaduktu linii kolejowej do Chabówki. Podczas budowy nowego mostu drogowego, ten odcinek linii nr 104 przeżywał swój renesans. Jednostka EN71 szumnie zwana „szynobusem sądeckim” kursowała wahadłowo pomiędzy przystankami Nowy Sącz Chełmiec i Nowy Sącz Miasto stanowiąc okno na świat dla mieszkańców osiedla Helena, a także okolicznych miejscowości. Obecnie po otwarciu Mostu Heleńskiego linia ponownie zamarła goszcząc jedynie składy towarowe do kamieniołomu w Klęczanach oraz okazjonalnie pociągi retro. Uczestnicy imprezy weszli na nasyp kolejowy, a imprezowy Autosan pozował do zdjęć na placu przy boisku Heleny oraz na ulicy Starowiejskiej.


Fotostop na ulicy Starowiejskiej na osiedlu
Helena w Nowym Sączu
 
Następnie wróciliśmy na drugi brzeg Dunajca i skierowaliśmy się na wylotówkę w kierunku Brzeska i Krakowa. Co ciekawe przy tej ulicy mijaliśmy stację demontażu pojazdów, na terenie której wypatrzyliśmy Jelcza PR110 z MPK Nowy Sącz. Swoją drogą długo już musi tam stać. Od wycofania tych pojazdów z ruchu liniowego w Nowym Sączu minęło już 5 lat. Kontynuując jazdę krajówką ponownie przekroczyliśmy Dunajec i znaleźliśmy się we wsi Tęgoborze, położonej nad Jeziorem Rożnowskim. Jak się później okazało, cała reszta dzisiejszej trasy będzie przebiegać w pobliżu tego akwenu. Przy kościele skręciliśmy w boczną drogę, która wznosząc się odsłaniała nam za plecami widok na jezioro. Kawałek dalej skręciliśmy w lewo w kierunku wsi Białawoda, gdzie odbył się fotostop stacjonarny.

Fotostop w miejscowości Białawoda
 
Następnie pojechaliśmy dalej drogą, która zaczęła opadać odsłaniając znów widok na jezioro. Tu pasażerowie wysiedli, a autobus pojechał zawrócić, żeby w drodze powrotnej można było mu wykonać zdjęcia.
Jeden z wielu fotostopów z Jeziorem Rożnowskim.
Ten we wsi Białawoda
 
Wróciliśmy do Tęgoborza, gdzie wykonany został podobny manewr. Tu dodatkową atrakcją tego najazdowego fotostopu był ciągnik Ursus C-330 i biegający pies.
W Tęgoborzu na ulicy Św. Krzysztofa
 
Potem zjechaliśmy nad sam brzeg jeziora wywołując niemałe zdziwienie wśród wędkarzy i osób, które przyjechały tu na wypoczynek. Niecodzienny dla autobusu miejskiego plener wykorzystaliśmy również do wykonania grupowego zdjęcia uczestników imprezy.




Nad Jeziorem Rożnowskim w Tęgoborzu
Po chwili przerwy wjechaliśmy znów na krajówkę, ale zaraz zjechaliśmy z niej w bok jadąc wzdłuż brzegu jeziora. Kolejny fotostop odbył się przy charakterystycznych domkach w wiosce Podgórze. Zasada żeby prostować zdjęcia do budynków tutaj niespecjalnie się sprawdza, ponieważ każdy z tych domów trochę inaczej trzymał pion.
Podgórze
 
Jadąc dalej krętą lokalną drogą przez wsie Znamirowice i Sądków dotarliśmy do Tabaszowej. Tam odbył się sklepostop, po czym wykonaliśmy zdjęcia autobusu na bocznej drodze prowadzącej w kierunku jeziora.

Tabaszowa
 
Później wróciliśmy pod sklep i na kolejne zdjęcia zatrzymaliśmy się na placu przy kościele. Roztaczał się stąd piękny widok na jezioro i położony na jego drugim brzegu Gródek nad Dunajcem, więc spędziliśmy tu trochę więcej czasu aby nacieszyć się plenerem.


Ujęcia spod kościoła w Tabaszowej
 
 Z Tabaszowej przemieściliśmy się do Rąbkowej. Tam z kolei organizatorzy zafundowali nam fotostop z wyjątkowo długim najazdem. Autobus wycofał bardzo daleko aż zmniejszył się do rozmiarów małego punkcika, po czym pomału jechał w naszym kierunku dając możliwość wykonania wielu ujęć.



Fotostop najazdowy w Rąbkowej
 
Następnie wróciliśmy na drogę krajową nr 75 powyżej serpentyn w Tęgoborzu, po czym skierowaliśmy się nią około 10 kilometrów na północ. Zjechaliśmy z niej w kierunku wsi Witowice Dolne. Motywem do kolejnych zdjęć była kładka dla pieszych przerzucona przez Dunajec, która stanowi połączenie z położonym na drugim brzegu Tropiem. Wcofaliśmy w polną drogę prowadzącą nad samą rzekę. Pech chciał, że za nami jechał samochód, którego kierowca akurat chciał w nią wjechać. Ale czekał cierpliwie aż zrobimy zdjęcia.


Przy kładce w Witowicach Dolnych
 
Następnie pojechaliśmy wzdłuż Dunajca do Rożnowa, gdzie przed mostem zjechaliśmy w polną drogę prowadzącą nad rzekę. Jeden z uczestników skomentował ten plener słowami „Nad pięknym modrym Dunajcem”.

W Rożnowie
 
 Na drugim brzegu znajduje się zajazd, gdzie organizatorzy zarządzili godzinę przerwy na obiad. Podczas obiadu nawiązałem kontakt z Andrzejem, który przyjechał na imprezę z Górnego Śląska. Współpracuje On z czasopismem Świat Kolei publikując artykuły, których tematem jest głównie krytyka organizatora transportu publicznego w GOP-ie, czyli dawniej KZK GOP, a obecnie ZTM. Gdy już wszyscy się posilili ruszyliśmy na północ prawym brzegiem Dunajca. Mijaliśmy wieś Roztoka-Brzeziny, gdzie zatrzymaliśmy się na zdjęcia na skraju lasu.

Roztoka-Brzeziny
 
Kolejną wsią na naszej trasie było Tropie, obfitujące w wiele ciekawych plenerów. Nasz „psiuk” pozował tam do zdjęć z grotą Matki Bożej w skale, zabytkowym kościołem Świętych Pustelników Andrzeja Świerada i Benedykta, a także z cmentarzem.
Tropie, grota Matki Bożej w skale

Przy kościele w Tropiu


Przy cmentarzu w Tropiu
 
         Tu już musieliśmy zawrócić, ponieważ jadąc dalej tą drogą wylądowalibyśmy na przeprawie promowej o nośności zdecydowanie za małej dla Autosana H9 (Autosan H6 może jeszcze by przepłynął). Cofnęliśmy się do Rożnowa, gdzie skierowaliśmy się na cypel, na końcu którego mieści się zapora i elektrownia. Zatrzymaliśmy się tu na chwilę, ale zapora była niekorzystnie pod kątem promieni słonecznych, więc nie zagrzaliśmy tu za długo miejsca.
Przy zaporze i elektrowni w Rożnowie
         Przemieściliśmy się do miejscowości Bartkowa-Posadowa położonej przy najdalej na wschód wysuniętej zatoce Jeziora Rożnowskiego. Skręciliśmy w drogę wojewódzką nr 975 i wysiedliśmy przy pierwszych zabudowaniach Gródka nad Dunajcem, skąd był ładny widok na zatokę. Autobus zawrócił i pojechał wzdłuż zatoki pozując do zdjęć.

Nad zatoką w Bartkowej-Posadowej
 
Wjazd do Gródka nad Dunajcem
          Tu już był ostatni fotostop. Zadowoleni ze zdjęć ruszyliśmy w drogę powrotną wschodnim brzegiem jeziora. Podróż nie obyła się bez przygód. W lesie przed Dąbrową w Autosanie nastąpiła awaria układu chłodzenia i wyciekł płyn. Ruszyliśmy więc na ratunek pojąc go wodą mineralną z butelek, byle mógł dojechać do Nowego Sącza. Szczęśliwie „Psiuka” udało się szybko usprawnić, dzięki czemu uczestnicy imprezy z dalszych rejonów kraju mogli być spokojni, że zdążą na połączenia do domu. W Nowym Sączu zameldowaliśmy się w okolicach godziny 19. Regio „Jaworzyna” już pojechała, więc do Krakowa pojechałem Szwagropolem. Razem ze mną pojechał Andrzej z kolegą, których czekała jeszcze przesiadka na autobus do Katowic. Koledzy zajęli miejsca obok siebie, a ja naprzeciwko nich obok śpiącej dziewczyny opatulonej kocem. Gdy usiadłem obok niej, zbudziła się na chwilę i zapytała gdzie jesteśmy. Odparłem, że w Nowym Sączu i poszła dalej spać. Ponownie przebudziła się w Brzesku i zaproponowała, że jak jest mi zimno to mogę też się przykryć jej kocem. Zaskoczony taką otwartością nie omieszkałem skorzystać. Nawiązała się między nami rozmowa, w ramach której zdradziła mi że wraca z Barcic, z festiwalu muzyki bałkańskiej Pannonica do swojej rodzinnej miejscowości w okolicach Ostrowi Mazowieckiej. Wtedy mi się przypomniało, jak kilka dni wcześniej jechałem służbowo pociągiem do Krynicy, to dużo osób jechało na ten festiwal. Skojarzył mi on się trochę z Woodstockiem, na którym miałem okazję być kilka razy. Ceniłem go nie tylko ze względu na pociągi woodstockowe, ale także za atmosferę festiwalu, gdzie ludzie traktują się jakby się wszyscy znali. Miło nam się rozmawiało, tak że ani się obejrzeliśmy a dotarliśmy do Krakowa. Pożegnaliśmy się czule i wsiadłem w autobus do domu. Dziękuję kolegom z GSMK Nowy Sącz za kolejną świetną imprezę obfitującą w ciekawe plenery fotograficzne.