czwartek, 4 lipca 2024

2024-06-29 Kleksem po okolicach Skierniewic i Rawy Mazowieckiej

 

W ostatnią sobotę czerwca wybrałem się z Kingą na imprezę autobusową do Skierniewic zorganizowaną przez Maksa Pawlaka. Bohaterem przejazdu był Autosan H9 z miejscowego PKS-u. Co prawda autobus był po dość głębokiej modernizacji, ale obecnie każda czynna hadziewiątka jest na wagę złota. Trasa przejazdu wiodła po okolicach Skierniewic i Rawy Mazowieckiej, a plan przewidywał m.in. zdjęcia z kolejką wąskotorową kursującą na trasie Rawa Mazowiecka – Biała Rawska. Start imprezy wyznaczony był na godzinę 10 a zakończenie na 15. Bazując na doświadczeniach z przejazdów organizowanych przez Klub Miłośników Komunikacji Miejskiej w Warszawie (które przeważnie kończą się ze sporym opóźnieniem), trochę obawiałem się czy rezerwować bilety na pociągi powrotne odjeżdżające zaraz po planowym zakończeniu imprezy. Uznałem jednak, że impreza powinna się zakończyć planowo, gdyż KMKM Warszawa jeździ swoim własnym taborem i dlatego im się nie spieszy, a tu organizator wynajął autobus od PKS Skierniewice i zapewne zapłacił za określoną liczbę godzin. Czy miałem dobre przeczucia, o tym poniżej 😉.

Wyruszyliśmy z Krakowa tuż po godzinie 6 pociągiem IC „Barbakan” do Poznania, zestawionym ze Stadlera ED160. Po 2 godzinach z hakiem byliśmy w Tomaszowie Mazowieckim, gdzie czekała nas krótka przesiadka. Na tutejszej stacji bardzo ucieszył mnie widok czapajewa ET42-015 w historycznym malowaniu. Lokomotywy te pomału już kończą służbę, więc warto je utrwalać na zdjęciach, zwłaszcza rarytasy w takich barwach. 

ET42-015 na stacji Tomaszów Mazowiecki

Kingę bardziej interesują autobusy, toteż udaliśmy się na położony naprzeciwko dworzec PKS. Stało tam kilka autobusów, ale dla mnie nie były one na tyle ciekawe żeby chciało mi się wyciągać aparat. Kinga fotografowała i od razu jakiś gość zaczął wołać „halo, po co pani robi te zdjęcia!”. Olewaliśmy go na zasadzie: nie dyskutuj z debilem, bo najpierw sprowadzi cię do swojego poziomu a potem pokona doświadczeniem. Facet jednak nie dawał za wygraną i dalej wołał do Kingi. Krótko mówiąc komuno wróć! Jako że ewidentnie nie byliśmy tu mile widziani, wróciliśmy na dworzec kolejowy i wsiedliśmy do pociągu regio relacji Skarżysko-Kamienna – Łódź Kaliska (spalinowy link SA139-026). Podjechaliśmy nim do Koluszek, gdzie czekała nas druga przesiadka. 

SA139-026 jako pociąg regio ze Skarżyska-Kamiennej do Łodzi
Kaliskiej podczas zmiany czoła w Koluszkach

Koluszki oprócz tego, że są ważnym węzłem kolejowym, słyną również z centrum przesyłek niedoręczalnych Poczty Polskiej. To tu trafiają listy zaadresowane np. „do świętego Mikołaja” J. Na stacji zaś informację peronową stanowią rzadko już spotykane pragotrony. Chwilę późnie przyjechał Impuls Łódzkiej Kolei Aglomeracyjnej, który zawiózł nas już do samych Skierniewic. Po drodze przystanęliśmy m.in. w Rogowie, gdzie jest stacja styczna z wąskotorówką biegnącą przez Jeżów i Rawę Mazowiecką do Białej Rawskiej. Jest ona uwzględniona w planie naszej imprezy Autosanem. Zatrzymujemy się również w Lipcach Reymontowskich, w których jak sama nazwa wskazuje mieszkał noblista Władysław Reymont, autor m.in. Chłopów. Swoje książki pisał pracując jako dróżnik, a jego dawne miejsce zamieszkania jest stosownie opisane. Wypatrzyliśmy je nawet z jadącego pociągu. Tuż przed godziną 10 dotarliśmy do Skierniewic. Rozpoczęcie imprezy było wyznaczone 200 metrów od dworca przy pomniku czołgu T-34. Dotarliśmy trochę na styk, a tu przy pomniku raptem kilka osób. Już się zacząłem obawiać czy autobus nie pojechał, ale z czasem się zeszło więcej miłośników. Ogólnie impreza była kameralna, było może z 12 uczestników. Z niewielkim opóźnieniem zjawił się nasz Autosan. Został on wyprodukowany w 1999 roku i przez większość kariery służył jako gimbus w Gminie Łyszkowice. Do PKS Skierniewice trafił raptem 2 lata temu i jest on obecnie jednym z dwóch ostatnich Autosanów H9 w tej firmie. Pojazd został wyprodukowany pod przewozy szkolne i od początku posiadał pneumatyczne przednie drzwi oraz plastikowe fotele jak w autobusach miejskich. Przez miłośników komunikacji taka odmiana hadziewiątki nazywana jest kleks. Na szczęście tylne drzwi były klamkowe i można było sobie nimi potrzaskać 😀. Pogoda tego dnia była dość upalna i po podróży klimatyzowanymi pociągami trochę się obawialiśmy jak wytrzymamy 5 godzin w autobusie pozbawionym takich luksusów. Na szczęście nasz kleks był przewiewny i jechało się przyjemnie. W końcu kiedyś się tylko takimi podróżowało i ludzie jakoś żyli. Na początek wykręciliśmy pod dworzec kolejowy zabrać jednego spóźnialskiego uczestnika, po czym opuściliśmy Skierniewice zmierzając na zachód lokalną drogą w kierunku Łyszkowic. Po 15 kilometrach stanęliśmy na pierwszy fotostop na placu przed kościołem św. Doroty w Pszczonowie (nie mylić z miastem Mszczonów położonym po przeciwnej stronie Skierniewic). 

Nasz imprezowy Autosan H9-21 z PKS Skierniewice przy kościele
w Pszczonowie

Dalej obraliśmy kierunek na południe docierając do Lipiec Reymontowskich. Przecięliśmy tu linię kolejową Warszawa – Katowice, po czym skręciliśmy na wschód. Po kilku minutach osiągnęliśmy wieś Godzianów. Tam również zdjęcia wykonaliśmy z motywem sakralnym. Tłem był kościół parafialny św. Stanisława. 

Na tle kościoła w Godzianowie

Naprzeciwko był z kolei sklep spożywczy „Na Dołku”. Powiem, że nazwa mało zachęcająca 😅. Po motywach sakralnych przyszła kolej na odcinki off-route. Zmierzaliśmy na południe i po przecięciu drogi wojewódzkiej Skierniewice – Jeżów wjechaliśmy na drogę szutrową. Fotki wykonaliśmy w okolicy wioski Lnisno. 

Odcinek off-route w Lniśnie

Kilkanaście minut później był fotostop w klimacie „buszujący w zbożu” na lokalnej drodze łączącej Jasień z Wilkowicami. 

Droga z Jasienia do Wilkowic

Jak na razie poruszaliśmy się głównie po płaskim terenie. Dopiero tuż przed Rawą Mazowiecką nasza trasa zaczęła się obniżać w dolinę rzeki Rawki. W Wałowicach zatrzymaliśmy się aby uwiecznić naszego kleksa pokonującego zjazd w dolinę. 

Na zjeździe w Wałowicach

Przekroczyliśmy drogę wojewódzką łączącą Rawę Mazowiecką ze Skierniewicami i przed Żydomicami wykonaliśmy zdjęcia Autosana pokonującego drewniany most na Rawce. 

Żydomice, drewniany most na Rawce

Chwilę później wylądowaliśmy obok drogi ekspresowej S8 Warszawa – Wrocław. Kierowaliśmy się wzdłuż niej na południe, a potem udaliśmy się do centrum Rawy Mazowieckiej. Tam zetknęliśmy się z trasą wąskotorówki Rogów – Rawa Mazowiecka – Biała Rawska. Ta licząca 49 kilometrów trasa wybudowana została w 1915 roku. Planowy ruch pasażerski prowadzono na niej do końca istnienia wąskotorówek w strukturach PKP, czyli do 2001 roku. Potem linią zaopiekowała się Fundacja Polskich Kolei Wąskotorowych i uruchomiła przewozy turystyczne. Obecnie są one skoncentrowane głównie na 7-kilometrowym odcinku Rogów – Jeżów. Sporadyczny ruch (realizowany tylko w ostatnią sobotę miesiąca od czerwca do września) jest też między Rawą Mazowiecką a Białą Rawską. Z kolei na środkowym odcinku Jeżów – Rawa Mazowiecka dopuszczone są tylko przejazdy techniczne, ze względu na zły stan torowiska zagrażający bezpieczeństwu pasażerów. Organizator specjalnie dostosował termin imprezy aby zgrać się z kursami wąskotorówki na odcinku Rawa Mazowiecka – Biała Rawska. Fotostopy z kolejką były zaplanowane w dalszej części, najpierw udaliśmy się na kilka zdjęć na południe od Rawy Mazowieckiej. Zmierzaliśmy drogą wojewódzką prowadzącą do Nowego Miasta nad Pilicą, a po paru kilometrach odbiliśmy w lokalną drogę do Ossowic. Tam mieliśmy zaplanowane zdjęcia ze stawami. Zarośla jednak były tak wysokie, że wody nie było widać. Dwóch kolegów postanowiło wskoczyć na groblę i za wszelką cenę poszukać ujęcia autobusu z wodą. Niestety nie znaleźli i musieli się wracać spory kawałek, żeby znaleźć bezpieczne zejście 😛. 

Przy stawach w Ossowicach

Ujęcia ze stawem wykonaliśmy natomiast w pobliskiej wiosce Matyldów i ten fotostop zapamiętamy na długo 😅. Autobus z grupką miłośników wzbudził bowiem duże zainteresowanie miejscowych żulików spod sklepu. Ja akurat odszedłem dalej żeby zrobić zdjęcia z drugiego brzegu stawu. Przez to nie widziałem całego przebiegu konfrontacji z autochtonami. W każdym razie jak wracałem do autobusu, to jeden z nich leżał w rowie. Niestety nie ziemnym lecz betonowym, przez co mieliśmy obawy czy przeżył. Na szczęście dawał znaki życia i po dłuższej chwili wyczołgał się. Jeden z nas ocenił, że stężenie alkoholu trzeba mu mierzyć w procentach a nie promilach 😂. No cóż, wysoka temperatura, to alkohol szybciej uderza do głowy. 

Pamiętny fotostop przy stawie w Matyldowie

Z kolei drugi żulik wsiadł do autobusu i koniecznie chciał robić za przewodnika po okolicznych wioskach. Mówił, że zaprowadzi nas nad stawy w Ossowicach i nie trafiały do niego nasze argumenty, że już tam byliśmy i jedziemy w innym kierunku. Opuścił autobus dopiero po kilku naszych stanowczych poleceniach. Pozbycie się natręta nie oznaczało jednak końca problemów. Organizator dostał telefon, że wykoleił się pociąg między Białą Rawską a Rawą Mazowiecką i poprosili nas żebyśmy przyjechali pasażerom na ratunek. Co ciekawe wykolejenie miało miejsce na odcinku (jeszcze) dopuszczonym do jazdy z pasażerami. W takim razie aż strach pomyśleć w jakim stanie jest odcinek Jeżów – Rawa Mazowiecka, gdzie możliwe są tylko przejazdy techniczne. Konkretnie wykolejenie zdarzyło się przy przystanku Regnów, mniej więcej w połowie odcinka Biała Rawska – Rawa Mazowiecka. Dojechaliśmy na miejsce i zastaliśmy tylko wykolejoną część składu. Reszta zjechała do Rawy Mazowieckiej. 

Regnów, ratowanie pasażerów wąskotorówki

Zabraliśmy kilka osób oczekujących na peronie, po czym podjechaliśmy tak żeby spróbować zrobić zdjęcie autobusu z wykolejonym wagonem. Niby wykolejenia na wąskim torze nie są aż tak groźne jak na normalnym, ale tu wagon porządnie wyleciał z szyn. Bez specjalistycznego sprzętu ciężko będzie go wstawić. Ciekawe czy to zdarzenie będzie się wiązało z zamknięciem dla ruchu całego odcinka Jeżów – Biała Rawska? L Jeden z uczestników naszej imprezy był pracownikiem Urzędu Transportu Kolejowego i żartował, że mógłby to załatwić. Z kolei Urząd Marszałkowski Województwa Łódzkiego jakiś czas temu dostrzegał potencjał tej wąskotorówki nawet pod kątem wznowienia codziennych przewozów pasażerskich (oczywiście po remoncie infrastruktury), ale niestety później wycofał się z tego pomysłu. Fundacja Polskich Kolei Wąskotorowych oczywiście próbuje go przekonać do zmiany zdania. 

Kazimierzów, ujęcie z wykolejonym wagonem wąskotorówki

Potem odwieźliśmy pasażerów wąskotorówki na stację w Białej Rawskiej. 

Przy stacji kolei wąskotorowej w Białej Rawskiej

Dochodziła godzina 14, czyli teoretycznie za godzinę mieliśmy kończyć imprezę. Niestety organizator dostał telefon, że w Rawie Mazowieckiej czeka około 30 osób z wąskotorówki, których też trzeba przewieźć do Białej Rawskiej 😕. Tak więc niestety potwierdziło się, że kupowanie biletów powrotnych na pociągi odjeżdżające zaraz po planowym zakończeniu imprezy może się źle skończyć 😠. Organizator oczywiście przepraszał nas że tak wyszło, że nie spodziewał się że sytuacja tak się potoczy. Na szczęście wpadł potem na pomysł zamówienia taksówki z Rawy Mazowieckiej do Skierniewic dla uczestników imprezy, którzy przyjechali z daleka. Oprócz mnie i Kingi był jeden kolega spod Poznania. Reszta była z okolic Warszawy lub Łodzi i mieli pociągi co chwilę. Początkowo zamówiona została zwykła taksówka dla trzech osób. Później zgłosiła się jeszcze dwójka uczestników z Warszawy którym też zależało na szybkim powrocie, więc zamówienie zostało zmienione na większe auto. Domyślam się, że w wakacyjną sobotę nie było w pobliżu żadnego dostępnego autobusu, dlatego naszego kleksa zaangażowano jako komunikację zastępczą. Jako że udało się znaleźć wyjście z sytuacji satysfakcjonujące wszystkich, na luzie pojechaliśmy do Rawy Mazowieckiej. Tam czekała już taksówka, która zabrała nas na dworzec w Skierniewicach. Udało nam się dotrzeć nawet nieco przed godziną 15. W drogę powrotną udaliśmy się najpierw do Koluszek pociągiem Inter Regio „Lutynia” z Warszawy do Wrocławia (przez Łódź i Kalisz), potem do Tomaszowa Mazowieckiego osobówką ŁKA Łódź – Skarżysko-Kamienna (hybrydowy Impuls) i finalnie do Krakowa IC „Witkacy” relacji Gdynia – Zakopane. Imprezka nam się podobała. Było kameralnie i z przygodami.

środa, 3 lipca 2024

2024-06-16 Co słychać w zachodniej Małopolsce?

 

W niedzielę 16 czerwca Alek zaproponował mi wspólne fotografowanie pociągów, tym razem w zachodnich rejonach Małopolski. Głównym naszym celem była jednostka Polregio EN71-001, która niedawno powróciła na małopolskie tory odmalowana w jedyne słuszne barwy. Mowa oczywiście o malowaniu fabrycznym żółto-niebieskim. Jest to pierwsza od 14 lat tak pomalowana jednostka w Małopolsce. Poprzednią była EN57-001 która została odstawiona w 2010 r. W skali kraju jednak nie jest to obecnie jedyna czynna jednostka w historycznych barwach. Od kilku lat podobnie pomalowane jeżdżą EN71-052 w SKM Trójmiasto i EN57-038 w Kolejach Mazowieckich. Polregio długo się broniło przed przywracaniem żółto-niebieskiej malatury, ale w końcu zmieniło zdanie. I myślę, że nie powinno żałować, bo jednostka EN71-001 zbiera obecnie bardzo pozytywne opinie. Zwłaszcza że w odróżnieniu od klasyków z SKM Trójmiasto i Kolei Mazowieckich, ma zachowane również oryginalne wnętrze z dermowymi siedzeniami. Starsi pasażerowie z sentymentem wspominają na jej widok dawne podróże pociągami, a wśród młodszych zyskała ona pieszczotliwe przezwisko minionek. Obecnie EN71-001 najczęściej można spotkać na trasie Kraków – Bielsko-Biała. Dodatkowo Alek chciał połapać też składy towarowe w rejonie Oświęcimia.

Tym razem dla odmiany Alek nie kazał mi wyjeżdżać z Krakowa bladym świtem. Poprosił abym przyjechał do niego około południa. Wcześniej bowiem chciał odespać sobotnie kółeczkowanie pociągami po Dolnym Śląsku. Połączenia miałem jednak takie, że musiałem wyjechać z Krakowa przed godziną 9 i u Alka w Klimontowie byłem przed 10. Wykorzystałem ten czas na zdjęcia pociągów na szlaku Sędziszów – Kozłów, który wkrótce idzie do modernizacji. Ciekawe czy przejazdy przy przystanku w Klimontowie dalej będą sterowane przez ludzi, czy wstawią sygnalizacje samoczynną. Dwa lata temu bowiem dopieprzała się tu do mnie dróżniczka za robienie zdjęć, więc nie ukrywam że bardzo mnie ucieszy jak na jej miejsce wstawią SSP. 😉 Na początek pojechały dwa Stadlery PKP Intercity. W Klimontowie z peronu uwieczniłem „Orłowicza”, a z okolic przejazdu bliżej Kozłowa złapałem „Sienkiewicza”. 

ED160-004 jako pociąg IC "Orłowicz" z Olsztyna do Krakowa
mija przystanek Klimontów

IC "Sienkiewicz" z Krakowa do Olsztyna na szlaku między
Kozłowem a Klimontowem

Potem w planach miałem jeszcze dwie osobówki, na które przeniosłem się dalej w stronę Kozłowa, pod granicę województw świętokrzyskiego i małopolskiego. Biegnący obok linii Warszawa – Kraków nasyp Linii Hutniczej Szerokotorowej jest tu szeroki, jakby miała kiedyś powstać mijanka. Po godzinie 11 przemknął EN57ALd-2218 w obsłudze osobówki z Katowic do Kielc. 

EN57ALd-2218 jak pociąg regio z Katowic do Kielc na szlaku
między Kozłowem a Klimontowem

Niedługo potem Alek zadzwonił, że już wstał i żebym pomału zmierzał w stronę przejazdów w Klimontowie, skąd mnie odbierze. W międzyczasie pogoda się zbiesiła i zaczął padać deszcz. Przy jednym z przejazdów w Klimontowie znalazłem niewielkie oczko wodne, po którym akurat pływała kacza rodzinka. Planowałem zrobić z nim osobówkę z Kielc do Krakowa, ale niestety kaczki nie chciały współpracować. Na pocieszenie na osobówce pojechał klasyczny EN57. 

EN57-1440 jako pociąg osobowy z Kielc do Krakowa ruszył
z przystanku Klimontów

W tym samym czasie Alek przyjechał i zabrał mnie do siebie na lunch. Przy okazji przeczekaliśmy u niego najbardziej deszczową pogodę. Alek nie miał za dobrych wieści co do EN71-001. Z tego co wypatrzył, to jeździł on na osobówkach Podhalańskiej Kolei Regionalnej, czyli na drugim końcu województwa. Postanowił więc, że najpierw pojedziemy do Chrząstowic Olkuskich złapać osobówkę Sędziszów – Katowice, a potem udamy się w okolice Oświęcimia. Wyjechaliśmy około godziny 13 i zmierzaliśmy przez Żarnowiec do Wolbromia. Niestety zatrzymał nas przedwcześnie zamknięty przejazd we wsi Kaliś za Wolbromiem, przez co osobówki już nie dogoniliśmy do przystanku Chrząstowice Olkuskie. 

EN57-2004 jako pociąg regio z Sędziszowa do Katowic na szlaku
między przystankami Wolbrom Zachodni i Zarzecze

Alek był niepocieszony z tego powodu i postanowił, że czekamy tu do następnego pociągu. Najpewniej towarowego, bo najbliższy osobowy będzie za 2,5 godziny. Chociaż jak dla mnie nic szczególnego na tym przystanku nie ma. Ot zdewastowany budynek dawnej poczekalni i kasy biletowej. Na szczęście ostatecznie nie musieliśmy tu długo czekać, bo tylko 20 minut. Po tym czasie zjawił się pociąg na LHS w kierunku Sławkowa, i to z klasycznymi gagarami J

ST44-2061+2026 z pociągiem kontenerowym mijają przystanek
Chrząstowice Olkuskie

Niedługo potem plan naszego wyjazdu uległ gwałtownej zmianie. Alek bowiem wypatrzył z bardziej wiarygodnego źródła, że EN71-001 jednak kursuje dziś na trasie Kraków – Bielsko-Biała. Podjęliśmy natychmiastową decyzję, że jedziemy mu na spotkanie 😀. Z Bielska-Białej wyruszy przed godziną 15 i zdecydowaliśmy się przeciąć mu drogę w Bulowicach. Najkrótsza droga wiodła przez Trzebinię i Chrzanów, ale Alek wolał jechać przez mniejsze miejscowości i od Olkusza kierowaliśmy się przez Wolę Filipowską, Alwernię i Zator. I tak dojeżdżamy sobie na spokojnie do Alwerni, aż tu Alek krzyczy „Patrz!”. Rozglądam się na zewnątrz i nic specjalnego nie widzę. Alek każe mi jednak zwrócić uwagę na licznik w samochodzie. Pokazywał przebieg 199 999 kilometrów. Oznacza to, że już tylko metry dzieliły nas do momentu, kiedy auto Alka będzie świętowało urodziny, dwustutysięcznego kilometra :D. Jechaliśmy pomału spoglądając co chwila na licznik, kiedy wypadnie ten ważny dla auta moment. W pobliżu centrum Alwerni licznik wyświetlił 200 000 i wtedy Alek odśpiewał swojemu autku „milion kilometrów, milion kilometrów, niech jeździ jeździ nam…” i „niech ci olej silnikowy zawsze smaczny będzie…” :D. Miło, że miałem zaszczyt być przy tak ważnym dla tego auta momencie J W Alwerni wskoczyliśmy na drogę wojewódzką nr 780 i minęliśmy zlikwidowany przejazd przez linię kolejową Trzebinia – Wadowice L. Na pocieszenie od tego przejazdu w kierunku Trzebini na linii odbywa się ruch drezynowy. Nawet jak my jechaliśmy, to akurat stały drezyny przy przejeździe. Ruch odbywa się obecnie na odcinku od Alwerni prawie do stacji Bolęcin. Odbudowany został nawet rozkradziony odcinek biegnący przez Puszczę Dulowską. Od Babic kierowaliśmy się na południe przez Zator, Gierałtowice i Nidek do Bulowic. Do przyjazdu osobówki Bielsko-Biała – Kraków zostało kilka minut. Pierwsze zdjęcia wykonaliśmy mu przy przystanku Bulowice z budką dróżnika. Przystanek sąsiaduje bowiem z przejazdem przez drogę krajową nr 52. Przyjechała zgodnie z planem jednostka EN71-001 w historycznych barwach. Nie mogę się nacieszyć jaka ona jest piękna 😍 

EN71-001 jako pociąg regio "Bolek i Lolek" z Bielska-Białej
do Krakowa zatrzymuje się na przystanku Bulowice

Z Bulowic podgoniliśmy minionka na znany i lubiany łuk w Choczni Górnej. Zamglone pasmo górskie Beskidu Małego dodatkowo uatrakcyjniło motyw. 

Minionek zbliża się do przystanku Chocznia Górna

Dalej można było spokojnie pogonić tę jednostkę do Krakowa, jednak Alek zdecydował, że przenosimy się na linię Kraków – Oświęcim przez Zator. Mieliśmy pół godziny na przemieszczenie się do Zatora, żeby zdążyć na osobówkę do Oświęcimia planowo obsługiwaną składem Impulsów. Zaczailiśmy się na nią na wiadukcie drogi wojewódzkiej do Chrzanowa. Dookoła panowała cisza, przerywana co jakiś czas darciem mordy pasażerów kolejek górskich z pobliskiego parku rozrywki. 

EN78-004+002 jako pociąg osobowy z Krakowa do Oświęcimia
ruszają z byłej stacji Zator

Po wykonaniu zdjęcia Impulsów, przenieśliśmy się kawałek w kierunku Oświęcimia, za przystanek Zator Park Rozrywki. Jest tam przy torach gospodarstwo, gdzie pasą się krowy. Dotarliśmy na miejsce i owszem krowy były, tyle że akurat pasły się dalej od drogi. Na pocieszenie pogoda zaczęła się poprawiać. Deszczowe chmury zaczęły się rozchodzić i przebijało się słońce. Do kolejnej osobówki mieliśmy niecałą godzinę i po cichu liczyliśmy że przez ten czas krowy podejdą bliżej. Wcześniej jednak zauważyliśmy, że gospodarz się nami zainteresował. Jak widzieliśmy że do nas idzie, obstawialiśmy jaka będzie rozmowa. Na szczęście gość był sympatyczny i zaczął rozmowę tekstem, że fajnie że rozglądamy się za dziewczynami, tylko chyba gatunek nie ten 😅. Odpowiedzieliśmy, że chcemy sfotografować pociąg z krowami i liczymy, że podejdą bliżej nas. Właściciel odpowiedział, że nie podejdą, bo akurat przywiązał je do dalszej kwatery. Poza tym rozmowa upłynęła miło, aż nadjechała kolejna osobówka do Oświęcimia. 

EN79-004 jako pociąg osobowy z Krakowa do Oświęcimia
ruszył chwilę temu z przystanku Zator Park Rozrywki

Po wykonaniu zdjęcia przenieśliśmy się szybko na przystanek Zator Park Rozrywki, gdzie chcieliśmy złapać pociąg do Krakowa. Otwarty rok temu przystanek cieszy się dużą popularnością wśród klientów Energylandii. Obok wybudowana jest pętla dla traktorowej ciuchci dowożącej na pociąg. Z kolei po drugiej stronie torów powstał parking na cztery miejsca, ale… wyłącznie dla pracowników Polskich Linii Kolejowych 😂. Dla pospólstwa jest utwardzone kilka miejsc przy pętli. Jak to Alek zobaczył, ciśnienie mu podskoczyło i nie omieszkał nakręcić filmiku pełnego kąśliwych komentarzy pod adresem PLK 😈. 

EN78-002 jako pociąg osobowy z Oświęcimia do Krakowa na
przystanku Zator Park Rozrywki

Następnie przenieśliśmy się do Oświęcimia. Głównie chcieliśmy się udać na szlak do Czechowic-Dziedzic. Najpierw jednak skierowaliśmy się na linię do Katowic, gdyż zaraz w tym kierunku ma ruszyć osobówka Kolei Śląskich. Ostatnio Koleje Śląskie na trasę Oświęcim – Katowice często puszczają zmodernizowane jednostki EN57 wypożyczone od Kolei Mazowieckich lub Kolei Dolnośląskich. Słońce wyszło już na dobre, ale świeciło dość nisko, przez co musieliśmy dość długo szukać miejscówki gdzie pociąg wyszedłby dobrze oświetlony. Ostatecznie ulokowaliśmy się przed mostem na Wiśle. Tak się złożyła że pojechała rdzenna śląska jednostka EN57AKŚ-3001. 

EN57AKŚ-3001 jako pociąg osobowy z Oświęcimia do Katowic
chwilę po ruszeniu ze stacji początkowej

Potem udaliśmy się na linię Oświęcim – Czechowice-Dziedzice. Niskie słońce utrudniało znalezienie dobrze oświetlonego pleneru. Gdy tak krążyliśmy w poszukiwaniu miejscówki, przepuściliśmy osobówkę Czechowice-Dziedzice – Kraków (ED72A-005 z całkiem niezłą frekwencją). Już myślałem że dojedziemy do Czechowic-Dziedzic i nie będzie satysfakcjonującego miejsca, ale w końcu znaleźliśmy dobrze oświetlone miejsce między przystankami Dankowice i Kaniów. Teraz jeszcze do pełni szczęścia brakowało żeby pojechał jakiś towarowy. Najbliższa osobówka będzie bowiem dopiero po godzinie 21 czyli już po ciemku. Niestety jak na złość nic nie chciało jechać. Po godzinie 20 uznaliśmy że nic tu po nas i pora wracać. Zwłaszcza że Alek szedł na noc do pracy. Ostatecznie ustaliliśmy, że poczekamy na międzynarodowy pociąg IC „Danubius” z Wiednia do Krakowa. Ma on ciekawy skład, dwa wagony polskie i jeden austriacki. Tego dnia akurat nie było wagonu austriackiego, jechały trzy polskie. 

EU07-353 z pociągiem IC "Danubius" z Wiednia do Krakowa
na szlaku między przystankami Kaniów i Dankowice

No cóż, dzień się kończy i trzeba wracać. Ruszając w drogę powrotną przejeżdżaliśmy przez przejazd rutynowo rozglądając się w obie strony. Patrzymy, a tu coś jedzie od Oświęcimia! No to w tył zwrot i biegusiem wracamy na motyw. Rzutem na taśmę na ostatnie promienie słońca załapał się byk PKP Cargo z talbotami 😀. 

ET22-936 z pociągiem towarowym między przystankami
Dankowice i Kaniów

Tak więc mimo wielu przeciwności losu mogliśmy wyjazd uznać za udany J. Gdy już jechaliśmy w drogę powrotną minął nas kolejny towarowy od Oświęcimia, ale jego już odpuściliśmy bo było po zachodzie słońca. W drogę powrotną udaliśmy się głównie drogami wojewódzkimi przez Jawiszowice, Polankę Wielką, Zator, Alwernię i Liszki. Było już po zachodzie słońca i w wielu miejscach towarzyszyły nam klimatyczne mgiełki. Tak więc dość ponury dzień zakończył się bardzo sympatycznie. Do Krakowa dotarliśmy przed godziną 22.

sobota, 8 czerwca 2024

2024-06-01 10-lecie wycofania Jelczy PR110 w Nowym Sączu

 

W dzień dziecka 2024 r. odbyła się długo oczekiwana kolejna impreza zorganizowana przez kolegów z Galicyjskiego Stowarzyszenia Miłośników Komunikacji z Nowego Sącza. Tym razem okazją była dziesiąta rocznica wycofania z eksploatacji autobusów Jelcz PR110. Kultowe berliety były obecne na ulicach Nowego Sącza przez 35 lat, od 1979 do 2014 roku. GSMK zachowało w swojej kolekcji jeden autobus tego typu, tyle że jeszcze oczekuje on na remont. W związku z tym na imprezę wypożyczony został Jelcz PR110U z MPK Rzeszów. W sobotę 1 czerwca autobus wziął udział w imprezie dla miłośników komunikacji miejskiej, natomiast w niedzielę jeździł liniowo po mieście dając mieszkańcom miasta możliwość powspominania czasy berlietów.

Na imprezy do Nowego Sącza przeważnie przyjeżdżałem pociągiem i tym razem też podtrzymałem tę tradycję. Dotarłem regio „Jaworzyna” relacji Kraków – Krynica (EN57-2070). W Nowym Sączu miałem godzinę przerwy. Coraz mniej znanych twarzy widzę na imprezach komunikacyjnych. Na tym przejeździe poza organizatorami znałem tylko kolegę Wojtka z Krakowa. Z lekkim opóźnieniem zjawił się rzeszowski Jelcz, który po zabraniu uczestników kierował się w stronę centrum. Na początek udaliśmy się na rynek, gdzie autobus wykonał trzy kółka. Dzięki temu mogliśmy na spokojnie wybrać dogodne plenery do zdjęć. Niestety część ratusza akurat była w remoncie, a trwający dzień dziecka spowodował, że rynek był „udekorowany” dmuchanymi zamkami. 

Jelcz PR110U #442 z MPK Rzeszów pozuje do zdjęć na rynku
w Nowym Sączu

Imprezy organizowane przez kolegów z Nowego Sącza zawsze obfitowały z ciekawe krajobrazy i nie inaczej było tym razem. Z rynku przemieściliśmy się w północne rejony miasta do osiedla Zabełcze. Z drogi wylotowej na Brzesko skręciliśmy w ulicę Myśliwską i zatrzymaliśmy się na przystanku. Organizatorzy ogłosili, że będziemy tu czekać na autobus liniowy zjeżdżający z góry. Na kolei czy tramwajach czekanie na mijanki jest rzeczą normalną, ale w ruchu autobusowym? No nic, organizatorzy powiedzieli że czekamy, to czekamy. 

Oczekiwanie na mijankę z liniowym autobusem na ulicy Myśliwskiej

Po paru minutach przejechał liniowy MAN i nasz Jelczu ruszył w drogę. 

Ulica Łowiecka na osiedlu Zabełcze

Chwilę później zrozumieliśmy dlaczego czekaliśmy na liniowy kurs. Ulice osiedla Zabełcze są tak wąskie, że dwa autobusy nie miałyby szans na minięcie się. A co ciekawe, jechaliśmy ulicą którą normalnie kursują liniowo standardowe autobusy. W Krakowie pewnie nie odważyliby się tu puścić nawet minibusa 😅. Jechaliśmy cały czas pod górę, a za naszymi plecami poszerzał się widok na Nowy Sącz. Momentami było widać nawet Tatry. Do pętli linii 31 Zdrojowa – Gaj przeciskaliśmy się dosłownie na milimetry między ogrodzeniami posesji.

Pętla linii 31 Zdrojowa - Gaj

Z pętli Zdrojowa – Gaj zmierzaliśmy w dół w kierunku centrum miasta. Na nieużywanym liniowo odcinku ulicy Zdrojowej odbyły się dwa fotostopy. 

Na nieużywanym liniowo odcinku ulicy Zdrojowej

Chwilę później dotarliśmy na pętlę Zdrojowa – Roszkowice, dokąd dociera linia 28. 

Pętla linii 28 Zdrojowa - Roszkowice

Na ulicy Zdrojowej za pętlą Roszkowice

Wykonaliśmy zdjęcia na pętli oraz kawałek za nią, po czym przenieśliśmy się w rejon na zachód od Nowego Sącza. Wskoczyliśmy na północną obwodnicę, którą przedostaliśmy się na lewy brzeg Dunajca. Przekroczyliśmy również modernizowaną linię kolejową do Chabówki. Następnie minęliśmy Chełmiec, który do niedawna był ostatnią gminą ościenną Nowego Sącza, nie obsługiwaną przez autobusy MPK. Gmina obejmuje tereny na zachód i północ od miasta. Poprzedni wójt gminy słynął z tego, że nie dopłacał do MPK, bo wystarczały mu prywatne busy. Niestety przegrał on w ostatnich wyborach samorządowych, a jego następca jako jedną ze swoich głównych obietnic wymieniał powrót MPK. Tak więc być może już niebawem wszystkie wsie wokół Nowego Sącza będą obsługiwane autobusami miejskimi z Nowego Sącza J. Jak na razie dodano przystanki dla linii kursujących tranzytem przez gminę Chełmiec, które wcześniej nie zatrzymywały się na jej terenie. Naszym celem były jednak miejscowości z sąsiedniej gminy Podegrodzie. Na początek udaliśmy się na serpentynę w Chochorowicach. Fotostop się tu nieco przedłużył, bo najpierw organizatorzy czekali na słońce a potem aż samochody przejadą, ale w końcu udało się wykonać fotki. 

Na serpentynie w Chochorowicach

Potem wybraliśmy się do sąsiedniej wsi Brzezna. Zatrzymaliśmy się pod sklepem na szybkie zakupy, po czym rozpoczęliśmy wspinaczkę na wysoko położony przysiółek Litacz. Co ciekawe byliśmy tu też w grudniu 2013 roku na pożegnalnej imprezie Jelczy PR110 w MPK Nowy Sącz. Dotarliśmy do jednego z przysiółków wsi Gostwica. Wysiedliśmy z autobusu i czekaliśmy aż będzie wracał. Organizatorzy znów ogłosili że czekają na słońce, jednak patrząc na niebo prędzej spodziewaliśmy się burzy. Zaczęło się bowiem gromadzić coraz więcej granatowych chmur i w oddali na zachodzie widać było że już pada. Ostatecznie jednak front burzowy przemieścił się bardziej na północ, a nam do końca imprezy towarzyszyło ostre słońce w połączeniu z ciemnymi chmurami. Całość dawała piękną paletę barw. 

Na tle burzowych chmur w Gostwicy

W drodze powrotnej do Brzeznej zrobiliśmy jeszcze dwa postoje. 

Fotostopy w Brzeznej Litaczu

Kolejnym naszym celem była Mokra Wieś. Tam wykonaliśmy fotki w lesie oraz na pętli. 

W lesie przed Mokrą Wsią

Pętla w Mokrej Wsi

W sąsiedniej wsi Rogi uwieczniliśmy autobus w polu zboża. 

W polu koło wsi Rogi

Następną miejscowością na naszej trasie były Naszacowice. 

W Naszacowicach

Z Naszacowic zaś dotarliśmy do mostu na Dunajcu w Gołkowicach Dolnych. Niegdyś przez tę wąską przeprawę prowadziła droga wojewódzka nr 969 z Nowego Targu do Starego Sącza. Obecnie jest ona przekierowana na nowy most na północ od Starego Sącza. Nasz autobus przemierzył trzykrotnie most w Gołkowicach Dolnych, dając możliwość wykonania kilku ujęć. 

Most na Dunajcu w Gołkowicach Dolnych

Kolejnym punktem imprezy była przerwa obiadowa, która była wyznaczona w restauracji w centrum Nowego Sącza. Po obiedzie udaliśmy się w rejony na wschód od miasta. Następne zdjęcia wykonaliśmy na pętli w Kunowie. Kończą tu wybrane kursy linii 14. 

Pętla w Kunowie

Podstawowa trasa tej linii prowadzi do Jamnicy i tam też udaliśmy się w następnej kolejności. Często się zatrzymywaliśmy po drodze na fotki przy pięknych warunkach oświetleniowych, jakie dawało ostre słońce i ciemne chmury. 

Trasa do pętli Jamnica Góry Jamnickie

Pętla Jamnica Góry Jamnickie jest tak ciasna, że musieliśmy zawracać z cofaniem. Odbyło się tam zdjęcie grupowe uczestników imprezy. Potem udaliśmy się trasą linii 15 przez Mystków i Mszalnicę do Cieniawy, leżącej już w gminie Grybów. Są to znane mi rejony. Rok temu jak byłem na wakacjach w Ptaszkowej, jeździłem tędy rowerem. Co ciekawe linia 15 dociera do Cieniawy z wyłączeniem okresu zimowego, kiedy kończy na pętli Mszalnica Góry. Powodem jest bardzo stromy podjazd za tą pętlą, który w zimie jest nie do pokonania bez łańcuchów na kołach. Podjazd ten jest faktycznie bardzo stromy, nasz Jelcz pokonał go z wielkim wysiłkiem. Tuż przed pętlą w Cieniawie wysiedliśmy z autobusu i wykonaliśmy mu zdjęcia jak do nas wracał. 

W Cieniawie

Kolejne fotki były zaplanowane na zjeździe do pętli Mszalnica Góry. Zeszliśmy do pętli i zrobiliśmy zdjęcia autobusu pokonującego zjazd. 

Stromy zjazd z Cieniawy do pętli Mszalnica
Góry

Gdy jechaliśmy dalej, w autobusie czuć było spalone klocki hamulcowe. Okazało się, że trzymanie go na tak stromym zjeździe nie było dobrym pomysłem. Na szczęście impreza zmierzała już do końca. Z Mystkowa zjechaliśmy do drogi krajowej nr 28 do Przemyśla, skąd udaliśmy się do Nowego Sącza na ulicę Piątkowską. Kursuje tędy linia 27 do Piątkowej Łęg. 

Ulica Piątkowska w Nowym Sączu

Po fotostopie na ulicy Piątkowskiej wróciliśmy do centrum, gdzie około godziny 18 impreza się zakończyła. Z powrotem pojechałem autem z Wojtkiem. Do Krakowa dotarliśmy około godziny 20. Dziękuję kolegom z GSMK Nowy Sącz za zorganizowanie kolejnej ciekawej imprezy obfitującej w piękne plenery fotograficzne, a także MPK Rzeszów za udostępnienie autobusu.