czwartek, 26 marca 2020

2019-11-10 Zdawką do Żabna

To była nietypowa impreza kolejowa, inna niż wszystkie. Raz – że kameralna jak żadna inna, a dwa – że miłośnicy jeżdżący na imprezę w celu zaliczania linii, nie mieli tu czego szukać. Bohaterem imprezy był bowiem pociąg towarowy, a uczestnicy przemieszczali się przed nim busem. Organizacji tej wyjątkowego wydarzenia podjął się Michał Bis, a trasa przejazdu wiodła z Tarnowa do Żabna i z powrotem, po 16-kilometrowym przejezdnym ogryzku linii do Szczucina. Od momentu zawieszenia ruchu pasażerskiego w 2000 r. przez kolejne 18 lat tą trasą przejechały dwa pociągi imprezowe: w 2006 skład zestawiony z lokomotywy SM30 i 2 ryflaków oraz w 2012 r. szynobus uruchomiony z okazji WOŚP. Poza tym operatorzy uruchamiający pociągi turystyczne i imprezowe omijali tę linię uznając ją za mało atrakcyjną. Do Żabna docierały więc wyłącznie pociągi zdawcze towarowe. Jednakże znana wszystkim niechęć PKP Cargo do realizacji przewozów drobnicowych powoduje, że przewozy do Żabna prowadzone są coraz rzadziej i mniej regularnie. Niepewna przyszłość odcinka spowodowała, że jesienią ubiegłego roku przejezdny fragment linii nr 115 przeżył niespotykane od lat oblężenie w postaci aż trzech pociągów specjalnych. Linia została zauważona zarówno przez Nowosądeckie Stowarzyszenie Miłośników Kolei, które 29 września uruchomiło na niej pociąg z parowozem Ty42-107, jak i przez Turkol, który niespełna miesiąc później przyjechał do Żabna składem ciągniętym przez Fiata SU45-194. Oba cieszyły się ogromną popularnością zarówno wśród lokalnych mieszkańców stęsknionych za widokiem pociągu osobowego, jak i miłośników kolei zaliczających linie i fotografujących. Z kolei 10 listopada odbył się kolejny jakże odmienny przejazd, w którym uczestniczyła tylko grupka kilkunastu pasjonatów, a jej tematem był skład najbardziej kojarzony z tą trasą przez ostatnie dwie dekady, czyli zdawka.

Początkowo wrodzony pesymizm nie dawał mi wiary, że przejazd się odbędzie. PKP Cargo policzyły sobie słono za uruchomienie pociągu, a chętnych zgłosiło się niewielu. Dodatkowo istniało duże ryzyko, że pojawi się grono które będzie chciało gonić pociąg „na lewo” bez płacenia. Mimo to Michał Bis nie poddał się i impreza doszła do skutku. Organizator załatwił, żeby w imprezie wzięła udział SM42-742, jedna ze stonek, którym PKP Cargo przywróciło klasyczne zielone malowanie. Ze względów logistycznych wynajęty został bus, który przewoził uczestników pomiędzy miejscami fotostopów. Do udziału w imprezie namówił mnie Artur, kolega z pracy. Impreza zaczynała się o godzinie 10:30, ale biorąc dużą rezerwę czasową wyjechaliśmy z Krakowa około 2 godziny wcześniej. Na początek zajechaliśmy w okolice dworca, żeby Artur mógł odebrać swojego kumpla, co przyjechał busem z Częstochowy i jechał z nami na imprezę. Na polu pochmurno, ale zapowiadane są przejaśnienia. Po dotarciu do Tarnowa zajechaliśmy na spokojnie w okolice szopy. Stało tam sporo odstawionych loków oczekujących na lepsze czasy, wśród nich angliki i sputniki. Przy okazji spotkaliśmy Michała Bisa, który przekazał że stonka pojechała na stację Tarnów Filia zabrać dwie węglarki do składu imprezowej zdawki. Udaliśmy się razem na dwa auta możliwie najbliżej stacji, gdzie poczekaliśmy na rozwój wydarzeń. Po krótkim oczekiwaniu wypatrzyliśmy manewrującą zieloną stonkę. Część z nas poszła przez tory w jej kierunku, część nie chcąc ryzykować została na miejscu. Jak się później okazało, ci co poszli mieli problem z powrotem, bo przyjechał jamnik z bruttem, które zastawiło najkrótszą drogę powrotną.
ET41-065 ze składem towarowym wjeżdża
na stację Tarnów Filia
Towarowy zatrzymał się w celu przepuszczenia osobówki z Muszyny zestawionej z dermowego klasyka EN57-909.
EN57-909 jako pociąg osobowy z Muszyny
Gdy kolegom udało się obejść stojące wagony, ruszyliśmy w kierunku dworca autobusowego, skąd zabierze nas wynajęty bus. Zaparkowaliśmy tak, żeby mieć blisko do dworca i jednocześnie nie płacić za parkowanie. Na dworcu spotkaliśmy się z resztą uczestników i po chwili zajęliśmy miejsca w busie. Za kierownicą siedziała sympatyczna pani kierowczyni, która często włączała się w rozmowy niecodziennych pasażerów, jakich przyszło jej wozić. Na początek obraliśmy kierunek na ulicę Mościckiego. Początkowy odcinek linii nr 115 do Klikowej jest nieco częściej używany, ponieważ korzystają z niego też pociągi obsługujące bocznicę ciepłowni MPEC. Znajdują się na nim dwa przejazdy z rogatkami obsługiwanymi przez obsługę pociągu. Pierwszy z nich jest właśnie na ulicy Mościckiego, drugi na Klikowskiej. My zaś zatrzymaliśmy się na bocznej od Mościckiego ulicy Obywatelskiej. Była to wąska uliczka, jednak naszej pani kierowcy nie była ona straszna. Co ciekawe samochód robiący na tej ulicy zdjęcia do street viev złapał stonkę na pobliskim torze linii nr 115. Uczestnicy imprezy ustawili się, Michał dał sygnał załodze ze stonki że mogą jechać i pierwszy fotostop za nami. W tak kameralnym gronie przynajmniej nie ma problemu z wchodzeniem sobie w kadr.
SM42-742 z imprezową zdawką przed przejazdem
w ulicy Mościckiego
Wsiedliśmy z powrotem do busa i przemieściliśmy się na miejsce kolejnego fotostopu, na ulicę Mroźną. Jest to już za odejściem bocznicy do ciepłowni, czyli tam gdzie jeżdżą tylko składy do Żabna.
przed przejazdem w ulicy Mroźnej
Wysiadka, zdjęcia i jedziemy dalej. Kolejny punkt był zaplanowany na przejeździe w ulicy Ścieżki. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że jest to polna droga i do toru trzeba nią jechać prawie 800 metrów. Ale naszej kierowczyni nie była ona straszna, mówiła że wjedzie z nami wszędzie, gdzie nie ma ograniczenia tonażu. Podrzucało nami trochę na padołach, ale dotarliśmy bez problemu i pani znalazła miejsce, gdzie mogła zawrócić. Podeszliśmy na sam przejazd, wykonaliśmy zdjęcia, nakręciliśmy filmy i tą samą drogą dotelepaliśmy się z powrotem do wylotówki na Żabno.
przy przejeździe w ulicy Ścieżki
Opuściliśmy granice Tarnowa wjeżdżając do wsi Wychylówka. Organizator zarządził skręt w boczną ulicę Pasternik, która doprowadziła nas do toru na wyjeździe ze stacji Łukowa Tarnowska. Stonka zrobiła tu dwa najazdy, żeby można było nakręcić filmy.
Wyjazd ze stacji Łukowa Tarnowska
Pogoda też się poprawiała i pojawiały się przebłyski słońca. Następnie przemieściliśmy się do następnej wsi Łęg Tarnowski. Zatrzymaliśmy się na zdjęcia na przejeździe przy końcu wsi.
przed przejazdem w Łęgu Tarnowskim
Kolejnym naszym celem był następny przystanek na linii, czyli Niedomice. Tu też spotkaliśmy rowerzystę robiącego zdjęcia. Organizator stanowczo go wygonił, po czym zaplanował fotostop.
Przystanek Niedomice
Co ciekawe ten rowerzysta był jedyną spotkaną osobą robiącą zdjęcia nie będącą uczestnikiem imprezy. I to na dodatek sprawiał wrażenie raczej przypadkowego niż celowo jadącego na zdjęcia bez płacenia. Odcinek od Niedomic do Żabna biegnie cały czas wzdłuż drogi i tu Michał postanowił zorganizować jazdę równoległą zdawki i naszego busa. Dało to okazję do wykonania niecodziennych ujęć.
Jazda równoległa busa ze stonką między
Niedomicami a Żabnem
W Żabnie stonka od razu ruszyła do oblotu składu, co zostało dokładnie udokumentowane. W odróżnieniu od dwóch poprzednich tegorocznych pociągów specjalnych, kiedy stacja przeżywała prawdziwa oblężenie, tym razem można było na spokojnie fotografować bez ryzyka niepożądanych gości w kadrze.

Manewry w Żabnie
Podobnie jak na dwóch poprzednich przejazdach, także tu lubianym motywem były kałuże na placu ładunkowym, w których lokomotywa się przeglądała.


 
 
Załoga stonki zrobiła oblot, zapięła wagony i rozpoczęła próbę hamulca.
W trakcie próby hamulca
Próba się jednak przeciągnęła, co nie ucieszyło ani organizatora ani uczestników. Organizatora dlatego, że robiło się opóźnienie i będzie musiał zrezygnować z części fotostopów lub płacić za dodatkową godzinę pracy drużyny, a uczestników dlatego że podczas próby świeciło piękne słońce, z którego woleliby skorzystać na fotostopach. Pewną atrakcją tego czekania był ciągnik Ursus C-360, który załapał się na zdjęcie ze stonką.
Motyw z Ursusem C-360
W końcu obsługa zakończyła próbę, wsiedliśmy do busa i w drogę. Ze względu na opóźnienie minęliśmy Niedomice bez postoju i zatrzymaliśmy się dopiero na podwójnym łuku przy dawnym przystanku Łęg Tarnowski. Tu akurat słońce nie chciało współpracować, więc musieliśmy zadowolić się fotkami burymi.

Na podwójnym łuczku przy przystanku
Łęg Tarnowski
Przemieściliśmy się do Wychylówki, gdzie skierowaliśmy się w stronę Łukowej, w drogę która przecina torowisko przy wyjeździe ze stacji Łukowa Tarnowska. Tu z kolei chmury się rozeszły, więc ze zdjęć wszyscy byli zadowoleni.

Stacja Łukowa Tarnowska
Nasza kierowczyni nie mogła wyjść z podziwu skąd my tak znamy te tereny mimo że nie jesteśmy stąd. Jeden z nas odparł, że to już trzeci pociąg specjalny w tym roku i na dwóch poprzednich zdążyliśmy zapoznać się z całym szlakiem. Wróciliśmy na główną drogę do Tarnowa, ale zaraz z niej zjechaliśmy w kolejną boczną drogę do wsi Pawęzów. Cieszę się, że tu przyjechaliśmy, bo jest tu ładny motyw przy przejeździe, a na poprzednich tegorocznych pociągach specjalnych albo zaszło słońce, albo nie udało się zdążyć. Ale jak to mówią do trzech razy sztuka i tym razem udało się wykonać fotki w pięknym słońcu.
Przed przejazdem przez drogę do Pawęzowa
Potem Michał postanowił po raz kolejny pojechać na ulicę Ścieżki. Pani kieująca bez zawahania po raz kolejny pokonała tą pełną wertepów drogę dowożąc nas do torów. Bardzo dobrze, że tu przyjechaliśmy, bo słońce dało piękną grę świateł serwując nam stonkę wjeżdżającą do ciemnego lasu.
Przed przejazdem w ulicy Ścieżki
Impreza zmierzała już do końca. Zostały nam jeszcze w planie dwa fotostopy w Tarnowie. Jeden odbył się przy przejeździe w ciągu ulicy Kardynała Wyszyńskiego.
Przed przejazdem w ulicy Kardynała Wyszyńskiego
Stamtąd przez ulice Hodowlaną i Rozwojową dotarliśmy do przystanku Tarnów Północny. Wybudowano go z myślą o pracownikach pobliskich zakładów mechanicznych przyjeżdżających od strony Szczucina. Tu mieliśmy możliwość wykonania zdjęć w dwóch ujęciach: na prostej przed przystankiem oraz przy peronie.

Przystanek Tarnów Północny
Na tym zakończyliśmy przejazd. Obsługa pociągu po otrzymaniu wjazdu do Tarnowa zjechała prosto na Filię, a nasza pani kierowczyni odwiozła nas na dworzec. Korzystając ze słonecznej pogody poszliśmy jeszcze porobić kilka „peronówek” na dworcu. Akurat napatoczył się osobowy z Rzeszowa do Katowic zestawiony z dwóch Impulsów EN63A-001+017. Jak stał w peronach, świeciło pełne słońce. Ale jak chcieliśmy go sfocić ruszającego z budynkiem dworca, przyszło złośliwa chmura.
EN63A-001+017 jako osobowy 34802
z Rzeszowa do Katowic
Ale ogólnie nie na pogodę nie było co narzekać. W Krakowie tego dnia słońca praktycznie nie było. Około godziny 15 ruszyliśmy w drogę powrotną. Dziękuję Michałowi Bisowi za zorganizowanie tej ciekawej kameralnej imprezy, Spółce PKP Cargo za uruchomienie pociągu oraz Pani kierowcy busa, której nie straszne były nawet najbardziej wyboiste drogi którymi ją prowadziliśmy. 

środa, 25 marca 2020

2003-08-27 Kółeczko kolejowe po Podbeskidziu

Trasa Kraków - Wadowice - Bielsko-Biała - Cieszyn - Zebrzydowice - Czechowice-Dziedzice - Kraków
 
Tradycyjnie już pod koniec sierpnia wybrałem się na dłuższą wyprawę. Tym razem zdecydowałem się na okolice Bielska-Białej. Środa 27 sierpnia, pogoda dopisuje. Wyruszam o 9:55 osobowym 34221 do Bielska-Białej przez Wadowice (EN57-855). Na pewno nikt nie jeździ nim całą trasę, skoro taka "Skalnica" jadąca przez Oświęcim wyrusza 10 minut później, a u celu jest pół godziny wcześniej i do tego jest tańsza. W Kalwarii Zebrzydowskiej Lanckoronie oczywiście wszyscy wysiadają, ale dosiadają się 2 osoby. Na przystanku Kalwaria Zebrzydowska dosiadają się 2 starsze panie, które z trudem wgramoliły się do pociągu (na tym przystanku wówczas wsiadało się z poziomu gruntu). W Barwałdzie Średnim dosiadły się kolejne 2 osoby. Po drodze jechaliśmy zaskakująco szybko (miejscami nawet 70 km/h), szybciej niż rozkładowo. W Kleczy Górnej byliśmy 4 minuty przed czasem, więc obsługa pociągu zrobiła sobie przerwę na papierosa. Stacja ta była niegdyś mijanką, obecnie boczne tory są niekompletne. Podczas jazdy babcie, które wsiadły w Kalwarii Zebrzydowskiej wspominały czasy, kiedy pociągi jeździły tędy co godzinę. Z Kleczy Górnej wyjechaliśmy 2 minuty opóźnieni, a w Wadowicach i tak byliśmy 4 minuty przed czasem. Ciekawe czy od nowego rozkładu jazdy pociągi będą pokonywać odcinek Kalwaria - Wadowice w 25-30 minut? Za Wadowicami jedziemy 50 km/h. Od Choczni Górnej nasz skład zaczyna się zapełniać. Na każdym przystanku wsiada po kilka osób. W Andrychowie Górnicy wsiadła grupa młodzieży jadąca bez biletu. Gdy przechodziła kierpocini to chowali się do WC. W Kętach krzyżujemy się z osobowym Bielsko-Biała - Kalwaria Zebrzydowska Lanckorona (EN57-924). W końcu około 13 docieramy do Bielska Białej gdzie z naszego składu wysypuje się spory tłumek ludzi. Na tym samym peronie stoi kibel do Czeskiego Cieszyna (EN57-957), którym udam się w dalszą drogę.
EN57-957 jako osobowy do Czeskiego Cieszyna
na stacji Bielsko-Biała Główna

EN57-1169 oczekuje na zatrudnienie
Do odjazdu pociągu jest trochę czasu, który wykorzystuję na zdjęcia autobusów miejskich. We flocie MZK Bielsko-Biała dominowały wówczas Ikarusy, reprezentowane głównie przez modele serii 280 i 415. Na zdjęcia załapał się też Jelcz M11 oraz MAN NL222. Wszystkie zdjęcia zostały wykonane na ulicy Warszawskiej
MAN NL222 #079

Ikarus 280.37 #015

Jelcz M11 #688
 
Ikarus 415.14 #050
 Tuż przed naszym odjazdem spotykają się osobówki: 737 Katowice - Zwardoń i 7012 Zwardoń - Czechowice-Dziedzice. Normalnie obsługiwane są one przez składy wagonowe, jednak w sezonie  jeżdżą jako EN57, ze względu na zwiększone zapotrzebowanie na lokomotywy i wagony do pociągów sezonowych. O 13:31 odjeżdża mój skład do Czeskiego Cieszyna, zapełnienie dość przeciętne. Początkowo wleczemy się 20 km/h przez zapuszczone bielskie osiedla, ale po opuszczeniu granic miasta rozpędzamy się do 70 km/h. W Goleszowie krzyżujemy się z osobowym 2228 Ćesky Teśin- Bielsko-Biała (EN57-1725).
EN57-1725 jako osobowy z Czeskiego Cieszyna
do Bielska-Białej na stacji Goleszów
Stacja ta bardzo ucierpiała po 15 lipca, kiedy wycięto wszystkie połączenia relacji Goleszów - Wisła Głębce i Skoczów - Chybie (a w relacji Chybie - Pawłowice Śląskie pozostawiono tylko jedną parę w dni robocze). Od Goleszowa do Cieszyna cały czas wleczemy się 20-30 km/h.  Wreszcie o 14:51 po godzinie i 20 minutach jazdy osiągamy Cieszyn. Na stacji stoi kibel 6626 do Bielska-Białej (EN57-991) i 9015 do Zebrzydowic (EN57-047). którym udam się w dalszą drogę.
EN57-991 opuszcza Cieszyn jako osobowy
do Bielska-Białej

EN57-047 jako osobowy do Zebrzydowic
na stacji w Cieszynie
Natomiast mój pociąg z Bielska-Białej ma 28 minut postoju, gdyż czeka na pospiesznego "Olzę" z Źyliny do Katowic. Jednak pociąg ten dostał opóźnienie 10 minut, które zwiększył potem do 20. W końcu przyjechał w momencie, kiedy powinniśmy już odjeżdżać do Zebrzydowic.
EU07-511 z pociągiem pospiesznym "Olza"
z Żyliny do Katowic wjeżdża do Cieszyna
Po przyjeździe Olzy z EU07-511 (wagony miała godne niejednego ekspresa) odjechał kompletnie pusty kibel do Czeskiego Cieszyna, a dopiero 5 minut później my wyruszyliśmy. W Cieszynie Marklowicach na mijance czekał już pociąg przeciwnej relacji (EN57-1411).
EN57-1411 jako osobowy z Zebrzydowic
do Cieszyna na mijance Cieszyn Marklowice
Udało się zmniejszyć opóźnienie do 7 minut, ale w Zebrzydowicach były tylko 3 minuty na przesiadkę. Ogólnie frekwencja na tym odcinku jest całkiem przyzwoita, prędkość umiarkowana (50 km/h) Na szczęście w Zebrzydowicach kibel do Czechowic-Dziedzic poczekał na nas. Jednostka ta (EN57-1399) była najbrzydszą, ze wszystkich jakimi miałem okazją dzisiaj jechać. Z zewnątrz pokryty kilkoma warstwami graffiti, a w środku syf, malaria i całkowity brak śmietniczek. A stacja Zebrzydowice jest całkiem spora i stało na niej mnóstwo składów towarowych.
ET41-182 na stacji w Zebrzydowicach
Szlak z Zebrzydowic do Czechowic Dziedzic jest w bardzo dobrym stanie. Tory proste jak strzelił, można było spokojnie rozwinąć 110 km/h, a my telepaliśmy się 40-60 km/h. A to w Pruchnej musieliśmy zjechać na boczny tor, żeby przepuścić jakiegoś ekspresa, a to w Zabrzegu były prace torowe i musieliśmy przepuścić skład jadący z przeciwka. W końcu z prawie 20 minutami opóźnienia doturlaliśmy się do Czechowic-Dziedzic. Tam wszystkie skomunikowane pociągi czekały na nas, niektóre nawet 15 minut, a przyspieszony kibel Katowice - Cieszyn musiał stać chyba z 10 minut pod wjazdowym. Ja w dalszą drogę pojechałem kiblem 43328 do Trzebini. Był to EN57-42, elegancko pomalowany, miesiąc po rewizji, szkoda tylko, że siedzenia miał z plastiku niskiego.
ET22-838 na stacji Czechowice-Dziedzice

EN57-42 jako osobowy do Trzebini przed
odjazdem z Czechowic-Dziedzic
Początkowo nasz pojazd grzał ile fabryka dała, ale od Brzeszczy Jawiszowic zaczynamy się wlec 20 km/h i tak prawie do samego Oświęcimia. Tam do naszego składu dosiadło się kilku anglojęzycznych turystów. Za Oświęcimiem na chwilę przyspieszamy, ale od Chełmka Fabryki zwalniamy do 40 km/h i tak do samej Trzebini. Tam szybka przesiadka na kibla 4337 Katowice- Kraków. Był to EN71-23, któremu miesiąc temu gruntownie zamalowano graffiti. Szkoda tylko, że w moim przedziale świeciła się tylko jedna świetlówka. Wysiadam w Łobzowie kończąc wycieczkę. 

wtorek, 24 marca 2020

2020-02-02 Kryniczanka A.D. 2020


Linię kolejową do Krynicy od dziecka darzę dużym sentymentem, którego korzenie sięgają początku lat 90-tych. Wówczas z klasą z podstawówki byłem na zielonej szkole w Żegiestowie. Kręta górska linia biegnąca wzdłuż Popradu, za którym było już obce terytorium strzeżone wrogimi tablicami „Granica państwa, przekraczanie zabronione”, tunel w Żegiestowie, odstawione parowozy w Andrzejówce, wszystko to wywarło na mnie duże wrażenie. Kolej miała duży udział w tym wyjeździe, ponieważ przyjechaliśmy tam z Krakowa pociągiem, mieliśmy wycieczkę również pociągiem do Krynicy, oraz sam pensjonat mieliśmy tuż przy linii kolejowej.

Po latach, jak jeżdżę z Marcinem na zdjęcia, staramy się przynajmniej raz w roku odwiedzić kryniczankę. Dodatkowo była ona również celem moich dwóch ostatnich wyjazdów na wakacyjny urlop. Oferta przewozowa po latach kryzysu jaki nastąpił po powodzi w 2010 r. odbiła się od dna. Obecnie Piwniczna i Muszyna posiadają całkiem bogatą ofertę połączeń regionalnych, a od grudnia 2019 r. także PKP Intercity rozszerzyło siatkę połączeń wprowadzając po raz pierwszy od wielu lat codzienne pociągi do Krynicy. Chociaż o składach z wagonami sypialnymi i kuszetkami możemy na razie zapomnieć. Kolejną ubiegłoroczną nowością było wznowienie sezonowych przewozów pasażerskich z Muszyny na Słowację. Ruch towarowy na linii nr 96 również jest spory. Co prawda poczciwe „sputniki” ET21 kojarzone głównie z tą linią odeszły już do historii, ale jeżdżą „jamniki”, zarówno polskie ET41, jak i słowackie serii 131, a także „skody” Lotosu czy Dragony Freightleinera.

Korzystając z dobrodziejstwa inwentarza, w jakie obfituje kryniczanka postanowiliśmy odwiedzić ją z Marcinem w niedzielę 2 lutego. Wyruszyliśmy z Krakowa około godziny 6. Pogoda paskudna, ponuro i deszczowo. Zanim obraliśmy kierunek na Muszynę, skierowaliśmy się najpierw na linię nr 108, aby udokumentować powrót pociągów PKP Intercity do Zagórza. Z powodu braku lokomotyw spalinowych, spółka przez 2 lata na tej trasie zlecała przewozy przewoźnikowi SKPL. Od grudnia 2019 r. PKP IC uznało, że sytuacja z dieslami się na tyle ustabilizowała, że mogą tę trasę obsługiwać samodzielnie.

Autostradą A4 pojechaliśmy do Wierzchosławic, skąd skierowaliśmy się drogami wojewódzkimi przez Zakliczyn i Gromnik do Ciężkowic. W Stróżach w tym czasie zameldował się już TLK „Pogórze” z Wrocławia, który dzieli się tu na część do Krynicy i Zagórza. My na tę drugą grupę postanowiliśmy się zaczaić w okolicach Woli Łużańskiej. Parametr był wyjątkowo nikczemny. Wczesna godzina w połączeniu z parszywą aurą nie dawała szans na zrobienie dobrego zdjęcia. Na dodatek linia jest tu świeżo po remoncie, a co za tym idzie szlakowa przyzwoita. Na szczęście coś tam wyszło. Skład prowadziła SU160-003 a na haku standardowo jak na tą trasę 2 pudła z mizerną frekwencją.
SU160-003 z pociągiem TLK "Pogórze"
z Wrocławia do Zagórza mija Wolę Łużańską
Następnie postanowiliśmy w miarę najkrótszą drogą przemieścić się do Krynicy. Lokalne drogi zaprowadziły nas do Gorlic, skąd krajówką przemieściliśmy się do Ropy, a następnie lokalnymi drogami na południe. Przemieszczaliśmy się przez urokliwe wsie Beskidu Niskiego zatrzymując się na zdjęcia starej zabudowy czy kapliczek. Stopniowo zaczęło się pojawiać coraz więcej śniegu. Gdy z Banicy chcieliśmy skręcić w drogę w kierunku Mochnaczki Wyżnej, natrafiliśmy na znak zakazu ruchu z tablicą „droga nieutrzymywana w okresie zimowym”. Postanowiliśmy jednak zaryzykować i skorzystać z niej. Od razu poznaliśmy przyczynę postawienia tej tablicy. Droga jest poprowadzona otwartą przestrzenią i utrzymywanie jej zimą byłoby syzyfową pracą. Pomimo niewielkiej ilości śniegu co chwilę natrafialiśmy na jego pryzmy nawiane przez wiatr. Początkowo przebijaliśmy się przez nie bez problemów. Jednakże pod sam koniec, gdy już widzieliśmy skrzyżowanie z inną ważniejszą drogą, wpadliśmy w taką zaspę, że utknęliśmy na dobre kręcąc kołami w miejscu. Szczęściem w nieszczęściu było to, że tuż obok było gospodarstwo, gdzie najpierw poszliśmy pożyczyć łopatę na ratunek. A gdy to nie pomagało, gospodarz wyjechał ciągnikiem i wyratował nas z opresji. Podziękowaliśmy i z ulgą ruszyliśmy w dalszą drogę. Aż strach pomyśleć co by było, gdybyśmy utknęli gdzieś w szczerym polu. Wyjechaliśmy na krajówkę nr 75 w Mochnaczce Wyżnej, po czym skierowaliśmy się do Tylicza, a następnie na spotkanie z linią kolejową w Powroźniku. W Muszynie zameldowała się w tym czasie krynicka grupa pociągu TLK „Pogórze”, więc trzeba było się zdecydować nad wyborem motywu. Tym razem odpuściliśmy sobie oklepane miejscówki z drogi i korzystając z mojej znajomości tych terenów nabytej w wakacje, wyjechaliśmy na górkę na pograniczu Powroźnika i Muszyny. W tym czasie też przestał padać deszcz i momentami zaczęło nawet przebijać się słońce. „Pogórze” przyjechało zestawione z EP07-312 i dwóch wagonów. Niestety póki co wszystkie składy PKP IC do Krynicy to takie dwuwagonowe kuśtyki. Ale ważne, że kursują one codziennie, a nie przez 60 dni w roku.
 
EP07-312 z TLK "Pogórze" z Wrocławia
do Krynicy na szlaku Muszyna - Powroźnik
 
Tymczasem czekały na nas kolejne atrakcje. Do Muszyny zbliżała się „Jaworzyna” Polregio, na którą oczekiwał już słowacki wagon motorowy do Popradu. A my skierowaliśmy się na kolejną miejscówkę obczajoną przeze mnie na zeszłorocznym urlopie. Krętą drogą z płyt betonowych wyjechaliśmy na wysoki pagór, skąd roztaczał się piękny widok na miasto. Przy dobrej widoczności widać stąd nawet Tatry. My zaś wypatrzyliśmy na stacji inny rarytas w postaci Dragona Freightleinera z bruttem. Wykonaliśmy zdjęcia „Jaworzyny” wjeżdżającej do miasta,

EN57-840 jako "Jaworzyna" z Krakowa do
Krynicy wjeżdża do Muszyny
 
a następnie czym prędzej zjechaliśmy do centrum i ruszyliśmy w kierunku Leluchowa upolować szynobus do Popradu. Przejeżdżając koło stacji wypatrzyliśmy na niej dwa brutta. Dragon stał ustawiony do wyjazdu w kierunku Nowego Sącza, a w kierunku granicy oczekiwał skład ze słowackim jamnikiem serii 131. Po raz kolejny bazując na mojej znajomości okolicy z wakacji udaliśmy się w okolice leśniczówki Majdan, gdzie znajduje się klimatyczny przejazd drogowy. Tu uwieczniliśmy słowacki wagon motorowy serii 840 zmierzający do Popradu.
840 001-4 jako pociąg z Muszyny do Popradu
minął przed chwilą przystanek Muszyna Poprad
Następnie czym prędzej wróciliśmy na stację w Muszynie sprawdzić czy w międzyczasie Dragon nam nie zwiał. Okazało się że stało się tak jak się obawialiśmy. W trakcie gdy my czekaliśmy na szynobus do Popradu, Dragon został wyprawiony w kierunku Nowego Sącza. Nie tracąc nadziei ruszyliśmy za nim w pościg. Po dotarciu do Żegiestowa oczom naszym ukazały się opadnięte szlabany na przejeździe przez boczną drogę. No to od razu zjechaliśmy na pobocze i obstawialiśmy czy może wyprzedziliśmy Dragona, kiedy on jechał tunelem, czy może miał w Żegiestowie krzyżowanie z innym bruttem. Okazało się, że prawdziwa była ta druga opcja, gdyż zza łuku zaraz wyłonił się ET41-137 ze składem cystern do przewozu gazu.

ET41-137 ze składem gazówek mija Żegiestów


No to dobra nasza, w takim razie Dragon nie może być daleko. Ruszyliśmy w dalszą drogę i dogoniliśmy go jak wyjeżdżał ze stacji w Żegiestowie. Mając go już praktycznie w garści zastanawialiśmy, gdzie go tu ustrzelić. Zaplanowaliśmy, że z Popradem koło kamieniołomu w Wierchomli. Najpierw jednak musieliśmy pokonać „złośliwy” przejazd w Zubrzyku ze szlabanami opuszczanymi z dużym wyprzedzeniem. Na wszelki wypadek daliśmy więc znów gaz do dechy. Przejazd zdążyliśmy pokonać w porę, ale w ostatniej chwili zmieniliśmy plany co do miejscówki wybierając łuk w Zubrzyku. Przyczyną było to, że momentami przebijało się słońce, a motyw w Wierchomli o tej porze był niekorzystny do kąta padania jego promieni.
E6ACTd-105 z bruttem mija Zubrzyk
 
 Po wykonaniu dobrych zdjęć ruszyliśmy dalej do Piwnicznej. Tam z kolei chcieliśmy złapać brutto z mostu na Popradzie w centrum miasta. Okazało się jednak, że prędko się go tu nie doczekamy. Dyżurny ruchu z Piwnicznej postanowił bowiem przytrzymać Dragona i wpierw wypuścić osobówkę do Nowego Sącza, która z kolei w Rytrze będzie miała krzyża ze zmierzającą z Krakowa „Doliną Popradu” Kolei Małopolskich. W związku z powyższym zmieniliśmy miejscówkę na taką bardziej pod Acatusa EN99. Szybko znaleźliśmy takową z ulicy Kościuszki. Była tam akurat przerwa między krzakami z widokiem na kościół w Piwnicznej. Wpasowaliśmy w nią elegancko EN99-001 zmierzającego w kierunku Nowego Sącza.
EN99-001 rusza z Piwnicznej jako osobowy
do Nowego Sącza
 
Następnie wyjechaliśmy na spotkanie „Dolinie Popradu”, która w niedziele zestawiana jest z dwóch czteroczłonowych Impulsów. Jest to więc najdłuższy skład pasażerski na tej linii. Kuśtyki PKP IC wyglądają przy nim jak karykatury pociągów. Tym razem brak czasu nie pozwolił na bardziej wyszukany motyw i złapaliśmy Impulsy na znanej miejscówce przed przystankiem w Młodowie.
EN78-005+007 jako "Dolina Popradu"
z Krakowa do Krynicy wjeżdżają do Młodowa
 
Potem cofnęliśmy się do Piwnicznej, gdyż wnet w dalszą drogę ruszy Dragon. Ustawiliśmy się na wcześniej zaplanowanej dla niego miejscówce z mostu na Popradzie, jednakże wyjazd pociągu nastąpił w mocno niesprzyjającej aurze.
E6ACTd-105 po przepuszczeniu dwóch
osobówek ruszył ze stacji w Piwnicznej
 
Ale w nagrodę zaraz potem wyszło słońce i wypogodziło się na dobre. Mieliśmy szansę złapać Dragona jeszcze w Starym Sączu, lecz droga zaczęła być pełna niedzielnych kierowców wracających z ferii, więc woleliśmy nie szaleć. Korzystając z chwili przerwy między pociągami zajechaliśmy na rynek w Starym Sączu upolować jednego z nowych MANów z MPK Nowy Sącz.

MAN NL293 #153 z MPK Nowy Sącz
na Rynku w Starym Sączu
Zbliżała się pora, kiedy w Rytrze miały spotkać się na mijance dwie TLKi: „Małopolska” z Krynicy i „Malinowski” z Warszawy. Tu dla odmiany postanowiliśmy wykorzystać jedną z miejscówek, jakie obczaiłem podczas urlopu z roku 2018. Skręciliśmy w drogę do Roztoki Ryterskiej, a następnie kolejną boczną drogą wyjechaliśmy do przysiółka, skąd roztaczał się piękny widok na szlak w kierunku Barcic. Najpierw upolowaliśmy na nim „Malinowskiego”, a chwilę później „Małopolskę”.
EU07-353 z TLK "Malinowski" na pomiędzy
Barcicami a Rytrem
EP07-312 z TLK "Małopolska" z Krynicy
do Gdyni
 
 Potem od strony Nowego Sącza nastała dłuższa przerwa między pociągami pasażerskimi, za to od Krynicy jechała w naszym kierunku osobówka. Postanowiliśmy przeciąć jej drogę w Wierchomli, na urokliwym odcinku przy kamieniołomie.
EN57-840 jako osobowy z Krynicy do Tarnowa
hamuje przed przystankiem Wierchomla Wielka
 
Ruszyliśmy kawałek za nią w pościg. Mając na uwadze, że słońce już zakończyło współpracę na dzisiaj, nie szukaliśmy nowego motywu, lecz wykorzystaliśmy znaną i lubianą prostą w Młodowie.
Osobowy z Krynicy do Tarnowa ruszył
z przystanku Młodów
 
Tymczasem z Krynicy wyruszyła już „Dolina Popradu”, którą postanowiliśmy upolować w okolicach Żegiestowa. Po krótkich poszukiwaniach znaleźliśmy dla niej w miarę dobre miejsce, gdzie zmieścił się bez problemu cały skład Impulsów. Pociąg ten cieszy się w niedziele dużą popularnością, więc podwójny skład jest tu jak najbardziej zasadny.
EN78-007+005 jako "Dolina Popradu"
z Krynicy do Krakowa na szlaku za Żegiestowem
 
Parametr się już pomału pogarszał, ale w programie zostały jeszcze dwa pociągi TLK: powrotny „Malinowski” z Krynicy oraz „Małopolska” z Gdyni. Mieliśmy ambitny plan złapać tego pierwszego w Muszynie, a potem śmignąć na skróty do Grybowa na drugiego. „Malinowskiego” udało się złapać zgodnie z planem,

EU07-353 z TLK "Malinowski" ruszył
z przystanku Muszyna Zdrój

jednak mieliśmy obawy czy uda się zdążyć na „Małopolskę”. Przebijanie się przez Krynicę zajęło nam dużo czasu z powodu dużej liczby pieszych. Na dodatek drogą do Grybowa jechaliśmy w peletonie niedzielnych kierowców wracających z ferii. Wjeżdżając do miasta widzieliśmy w oddali „Małopolskę” pokonującą most nad Białą. Ma ona jednak przed sobą do pokonania pętlę grybowską, więc niespiesznie podążyliśmy do Ptaszkowej, gdzie złapaliśmy ją na spokojnie na wjeździe do stacji. Prowadziła ją Cargowska EU07-1522 a w dwóch wagonach całkiem ładna frekwencja.

EU07-1522 z TLK "Małopolska" z Gdyni do
Krynicy mija Ptaszkową

I to już by było tyle na dzień dzisiejszy. Lokalnymi drogami podążyliśmy na północ przez Korzenną, Gródek nad Dunajcem i Zakliczyn do Wierzchosławic, skąd śmignęliśmy autobaną do Krakowa. Wyprawę zakończyliśmy około godziny 18.