Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zawiercie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zawiercie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 17 sierpnia 2024

2024-07-07 Okolice Myszkowa

 

W pierwszą niedzielę lipca wybrałem się z Alkiem na fotki kolejowe w okolice Myszkowa. Miejsce wyjazdu zostało wybrane spontanicznie w ten sam dzień, a motywem był debiut nowego rarytasa PKP Intercity, czyli lokomotywy EP07-544 po świeżym odmalowaniu w fabryczne barwy. Więksi przewoźnicy kolejowi wychodzą naprzeciw oczekiwaniom miłośników kolei, odmalowując część swojego taboru w historyczne schematy malowania. Wśród nich jest spółka PKP Intercity, która wybrane lokomotywy serii EU07, EP07, EP08 i EP09 eksploatuje w starym malowaniu z różnych lat eksploatacji. Najstarsze we flocie tego przewoźnika pojazdy serii EU07 i EP07 są stopniowo wypierane przez nowe lokomotywy Griffin oraz elektryczne zespoły trakcyjne. W związku z czym gdy wyjeżdżą one kilometry pod większy przegląd, przeważnie odstawiane są do kasacji. Dotyczy to także rarytasów odmalowanych w historyczne barwy. Na szczęście spółka stara się wówczas w zamian przemalować inną lokomotywę w stary schemat. Tak się stało na początku lipca, kiedy historyczny schemat malowania odzyskała lokomotywa EP07-544. Maszynę pomalowano w barwy obowiązujące w latach 90 XX wieku, czyli zielone z żółtym czołem. W niedzielę 7 lipca kiedy wybraliśmy się na fotki, obsługiwała ona pociąg IC „Mehoffer” z Zielonej Góry do Przemyśla.

Alek kończył nockę o 7, po czym wyjechaliśmy osobówką do Miechowa. Na początek zaplanowaliśmy że wysiądziemy między Słomnikami a Miechowem, zrobimy fotkę pociągu IC „Malinowski”, po czym pojedziemy dalej kolejną osobówką do Sędziszowa. Analizując rozkład jazdy „Malinowskiego” ustaliliśmy, że optymalnie będzie wysiąść w Smrokowie. Za tym przystankiem w kierunku Miechowa jest charakterystyczna górka, z której można porobić fajne fotki. Tym razem jednak dla odmiany ustaliliśmy że zrobimy zdjęcia z dołu, z łąką kwietną. Zwłaszcza, że potem musimy zdążyć na kolejną osobówkę. Trochę najedliśmy się strachu, bo „Malinowski” się opóźnił kilka minut, przez co ledwo zdążyliśmy dolecieć na osobówkę do Sędziszowa. 

EP09-045 z pociągiem IC "Malinowski" z Warszawy do Przemyśla
i Krynicy-Zdroju na szlaku Miechów - Słomniki

Póki co towarzyszyła nam piękna pogoda, ale nadciągające ciemne chmury zapowiadały jej szybką zmianę.. W Klimontowie przesiedliśmy się do auta i ruszyliśmy na początek w kierunku Szczekocin. Na początek chcieliśmy złapać pociąg IC „Tatry” z Warszawy do Zakopanego, z którym kursują ciekawe lokomotywy. Najczęściej są to vectrony w różnych malowaniach. Niestety pociąg ten lubi płatać figle jeżdżąc przed czasem i tak się stało też tym razem. Zbliżamy się już do miejscówki, a tu widzimy jak pociąg nam zwiewa 😡 Klnąc na czym świat stoi jechaliśmy dalej. Jako że do „Mehoffera” mieliśmy spory zapas czasowy, postanowiliśmy jeszcze pokręcić się chwilę po okolicach Szczekocin. Wcześniej jak robiliśmy zdjęcia na odcinku Kozłów – Starzyny, kręciliśmy się głównie między Mstyczowem a Sprową albo przy samych Starzynach. Tym razem rozeznaliśmy szlak między Szczekocinami a Starzynami. Wypróbowaliśmy szutrową drogę prowadzącą do wioski Bógdał, która przecina omawiany szlak. Dojechaliśmy do przejazdu kolejowego i uznaliśmy że warto tu kiedyś przyjechać. W najbliższym czasie akurat nic ciekawego nie miało tędy jechać, więc przenieśliśmy się na pobliską Centralną Magistralę Kolejową. Niebawem miał się zjawić IC „Batory” z Warszawy do Pragi i Budapesztu prowadzony planowo czeskim vectronem. Gdy jechaliśmy przez Szczekociny, w aucie akurat przestawiły się częstotliwości w radiu i włączyło się Radio Maryja z transmisją mszy świętej. No to my szyby w dół, zimne łokcie, głośność na full i tak dostojnie przejechaliśmy przez miasto 😁. „Batorego” planowaliśmy upolować w Nakle na szlaku Psary – Góra Włodowska. Nakło leży przy drodze krajowej Szczekociny – Częstochowa będącej częściowo w remoncie. Ruch był tu więc znikomy. Gdy czekaliśmy na wiadukcie krajówki nad torami, pogoda się zepsuła na dobre i zaczęło lać. No to schowaliśmy się pod wiadukt i wyszliśmy dopiero jak widzieliśmy pociąg. 

Vectron 193 578-2 z pociągiem IC "Batory" z Warszawy do
Budapesztu i Pragi mija Nakło (szlak Psary - Góra Włodowska)

Po przejeździe „Batorego” udaliśmy się już w kierunku naszego głównego celu czyli Myszkowa. Wyjechaliśmy poza zasięg deszczowej chmury i zmierzaliśmy drogą krajową w kierunku Zawiercia. W Kroczycach zjechaliśmy na lokalne drogi prowadzące przez urokliwe tereny Jury Krakowsko-Częstochowskiej. „Mehoffer” normalnie kursuje w relacji Zielona Góra – Przemyśl przez Częstochowę Stradom, Koniecpol i Miechów, ale teraz z powodu zamknięcia na szlaku Koniecpol – Starzyny jest przetrasowany od Częstochowy przez Zawiercie i Jaworzno Szczakową do Krakowa. Musieliśmy się więc trochę pofatygować na jego trasę. W Zawierciu Borowym Polu zetknęliśmy się z trasą przejazdu „Mehoffera”, czyli linią nr 1 Warszawa – Częstochowa – Katowice. Towarzyszą jej w tym miejscu tory linii CMK. Zauważyliśmy że coś jedzie od Zawiercia, więc możliwie najszybciej się zatrzymaliśmy i pomknęliśmy do torów. Pojechał zacny skład sputników Ecco Rail z platformami do przewozu kontenerów. Tak więc pobyt przy tej linii zapowiadał się ciekawie. 

3E/1-51+261 z platformami do przewozu kontenerów minęły
przystanek Zawiercie Borowe Pole

Szukając lepszej miejscówki do zdjęć jechaliśmy gruntową drogą w stronę kolejnego przystanku, Myszków Mrzygłód. W międzyczasie linią CMK przemknęła edyta w obsłudze pociągu IC „Sztygar” z Lublina do Katowic. 

ED74-012 jako pociąg IC "Sztygar" z Lublina do Katowic zbliża
się do Zawiercia

Dotarliśmy na wiadukt drogi do Włodowic przed przystankiem Myszków Mrzygłód, a ruch pociągów dalej nie pozwalał nam na spokojnie wybrać miejscówki. Tym razem od strony Częstochowy przemknęły dwa towarki w odstępie kilku minut. Najpierw vectron DB Cargo z klockami a potem byk PKP Cargo z talbotami.

Vectron 5 370 047 z kontenerami mija przystanek Myszków
Mrzygłód

ET22-1106 z talbotami za przystankiem Myszków Mrzygłód

Jeszcze końcówki towara nie zniknęły za horyzontem a już od Zawiercia nadjechał Flirt Kolei Śląskich jako osobówka z Gliwic do Częstochowy. 

EN75-001 jako pociąg osobowy z Gliwic do Częstochowy hamuje
przed przystankiem Myszków Mrzygłód

Kilkanaście minut później zjawił się osobowy przeciwnej relacji, którym był Elf II generacji w okleinie „20 lat w Unii Europejskiej”. 

22WEd-012 jako pociąg osobowy z Częstochowy do Gliwic
ruszył z przystanku Myszków Mrzygłód

Zbliżała się już pora przyjazdu „Mehoffera”, ale ten póki co się nie zjawiał. Za to od Zawiercia nadjechało kolejne brutto kontenerowe, tym razem z Gamą CTL. 

111Ed-085 z kontenerami na szlaku Zawiercie - Myszków

Kilka minut później przemknęły luzem dwie EU07 Kolpremu, ale co ciekawe torem CMK w kierunku Psar. 

EU07-437+460 na szlaku Zawiercie - Góra Włodowska

Minutę później pokazał się wreszcie główny cel naszej wyprawy. Świeżynka EP07-544 niespiesznie turlająca się z „Mehofferem”. 

Świeżo odmalowana w historyczne barwy EP07-544 z pociągiem
IC "Mehoffer" z Zielonej Góry do Przemyśla na szlaku Myszków -
Zawiercie

No to nowego rarytasa mamy odhaczonego, ale zaintrygowały nas jeszcze te siódemki Kolpremu, co pojechały na CMK. Postanowiliśmy spróbować je dogonić. Wróciliśmy do drogi krajowej w Kroczycach, skąd cisnęliśmy na szlak Góra Włodowska – Psary do Zawady Pilickiej. Małe szanse, że siódemki nam zwiały, więc ustawiliśmy się na wiadukcie i czekaliśmy. Bardzo szybko zobaczyliśmy, że coś jedzie od Zawiercia, ale nie były to luzaki Kolpremu, lecz IC „Sobieski” z Wiednia do Gdyni. 

EP09-043 z pociągiem IC "Sobieski" z Wiednia do Gdyni mija
Zawadę Pilicką (szlak Góra Włodowska - Psary)

Czyli najpewniej siódemki zostały skierowane na boczny tor w Górze Włodowskiej na przepuszczanie „Sobieskiego”. Licząc, że jeszcze te luzaki złapiemy, jechaliśmy już na spokojnie wzdłuż linii w kierunku Psar wypatrując nowych motywów. Z analizy rozkładu jazdy wyszło, że kwadrans po „Sobieskim” jedzie IC „Silesia” z Pragi do Warszawy. W takim razie szanse doczekania się w najbliższym czasie na luzaki spadły do zera i uznaliśmy że po „Silesii” zmykamy stąd. Znaleźliśmy dla niej ciekawy motyw z wiejskim gospodarstwem w Zawadce. Chociaż zdjęcie nie odda swojskiego zapachu jaki tam panował 😅. 

IC "Silesia" z Pragi do Warszawy w Zawadce na szlaku Góra
Włodowska - Psary

Następnie pojechaliśmy do Alka na chwilę przerwy. Za każdym razem jak tam jestem Alek próbuje przekonać do mnie swoją suczkę Lunę, lecz ta twardo trzyma się ode mnie na dystans. No cóż, chyba nie jestem w jej typie 😛. Po przerwie plan przewidywał fotki przy peronie w Klimontowie (który wkrótce idzie do modernizacji), a potem na Linii Hutniczej Szerokotorowej w rejonie mijanki Kępie. W Klimontowie uwieczniliśmy świętokrzyską edytę w obsłudze osobówki Ostrowiec Świętokrzyski – Kraków. 

ED72A-004 jako pociąg regio z Ostrowca Świętokrzyskiego do
Krakowa hamuje na przystanku Klimontów

Potem przenieśliśmy się do Kępia, gdzie penetrowaliśmy wyjazd z mijanki w kierunku Sędziszowa. Jest to bardzo malownicze miejsce, kopalnia motywów. I na dodatek całkiem blisko stąd do Krakowa. Pociągu się tu jednak nie doczekaliśmy. Przegoniły nas nadchodzące ciemne chmury i błyskające się niebo w oddali. Alek odwiózł mnie do Kozłowa na osobówkę do Krakowa, gdzie dotarłem przed godziną 18. W Krakowie Głównym akurat stały „Tatry” z vectronem, który rano nam zwiał. Myślałem czy by nie zrobić mu fotki jak wyjeżdża ze stacji, ale byłem już zbyt padnięty. Alek zapowiadał, że wyjedzie wieczorem zrobić „Tatrom” zdjęcie. I zrobił, tyle że przypłacił to zakopaniem samochodu w piasku 😅. Tak więc dzień mieliśmy z przygodami, ale mieliśmy dużo szczęścia, że udało się uwiecznić główny cel wyjazdu czyli lokomotywę EP07-544. Jak się później dowiedzieliśmy, maszyna tego dnia za Wrocławiem zaczęła defektować. Turlała się na jednej parze silników i w Krakowie została podmieniona. Usterka była dość poważna, bo lok dopiero po około dwóch tygodniach wrócił do ruchu. Dobrze, że awaria nie wystąpiła przed Wrocławiem, bo wtedy tam by zrobili podmianę lokomotywy 😅.

niedziela, 2 lipca 2023

2023-06-24 Śladami 3-ech zamków

 

Tak, wiem, że „3-ech” to chyba nie jest poprawna ortograficznie forma pisania tego liczebnika, ale tak organizatorzy nazwali tę imprezę 😁. Plan zakładał przejazd autobusem Jelcz 120M do trzech zamków Jury Krakowsko-Częstochowskiej: w Siewierzu, Ogrodzieńcu i Rabsztynie. Start i koniec miały miejsce w Będzinie, gdzie również mieści się zamek. Tak więc de facto nazwa powinna być „Śladami 4-ech zamków” 😅. Impreza o podobnej trasie odbyła się pięć lat temu i wówczas podróżowaliśmy Jelczem M11. Była to jedna z najdłuższych imprez autobusowych, na których byłem. Trwała łącznie ponad 10 godzin i obfitowała w liczne przygody. Były problemy trochę z autobusem, trochę z trasą i trochę z niektórymi uczestnikami co sobie za dużo wypili 😛. Mimo to dobrze ją wspominam, gdyż obfitowała w wiele świetnie zorganizowanych fotostopów. Zresztą impreza „Śladami 3-ech zamków” również nie obyła się bez przygód, ale po kolei. Jelcz 120M, którym podróżowaliśmy został wyprodukowany w roku 2001 i pierwotnie służył w Skarżysku-Kamiennej (tak samo zresztą jak Jelcz M11, którym odbyła się impreza 5 lat temu). W 2020 r. po wycofaniu z ruchu liniowego, autobus został zakupiony przez miłośnika komunikacji miejskiej z Będzina i przemalowany w barwy PKM Sosnowiec. Stęskniłem się już za Jelczami 120M, więc nie namyślając się długo przejechałem się w sobotę 24 czerwca do Będzina.

Pięć lat temu na imprezę Jelczem M11 do Będzina musiałem jechać busem, gdyż oferta kolejowa była wówczas mizerna. Na szczęście teraz pociągi osobowe z Krakowa do Katowic śmigają już co godzinę. Wyruszyłem z Krakowa po godzinie 7 osobówką Polregio do Katowic zestawioną z Acatusów EN64+EN99, a z Katowic do Będzina podwiózł mnie Elf Kolei Śląskich relacji Tychy Lodowisko – Dąbrowa Górnicza Ząbkowice. Do przystanku Będzin Miasto dotarłem ponad godzinę przed rozpoczęciem imprezy. Imprezowy Jelcz jednak już oczekiwał na dworcu autobusowym Będzin Kościuszki, no to udałem się w tę stronę. Dworzec autobusów PKM zlokalizowany jest między ulicą Kościuszki a linią kolejową. Po drugiej strony ulicy Kościuszki można zaobserwować pozostałości po dworcu PKS, który funkcjonował do 2006 r., kiedy upadła spółka PKS Będzin. Obecnie na jego terenie mieści się plac manewrowy dla samochodów nauki jazdy. Jak się patrzy z bliska na naszego imprezowego Jelcza, rzuca się w oczy sposób w jaki został on pomalowany w barwy PKM Sosnowiec. Właściciel malował go własnoręcznie wałkiem malarskim. W końcu posiadanie własnego autobusu to duży wydatek, a lakiernik za profesjonalne malowanie policzyłby mu pewnie z parę tysięcy. Zawsze chylę czoła miłośnikom komunikacji miejskiej, którzy podejmują się zakupu autobusów i ich utrzymywania. Pojazd otrzymał numer #037, odziedziczony po Jelczu 120M z PKM Sosnowiec zezłomowanym w 2012 roku. Tyle że tamten wóz był z rocznika 1997 i posiadał berlietowski przód. Jelcze z panoramiczną szybą nosiły numery z przedziału #050-059. Dobra, mniejsza o numerek, ważne że mamy kolejnego kwadrata zachowanego dla potomności. Planowy odjazd mieliśmy o godzinie 10, a o 9:10 miał przejechać obok pociąg TLK „Flisak” którego tego dnia prowadziła jedna z lokomotyw EP07 odmalowana w historyczne barwy. Po cichu liczyłem, że skoro tyle będziemy tu jeszcze stać, to uda się zrobić wspólne zdjęcie autobusu z tym pociągiem. Organizatorzy jednak tuż po godzinie 9 zdecydowali że jedziemy na zakupy do Lidla na ulice 11 Listopada, więc ze zdjęcia nici L. Tuż przed godziną 10 wróciliśmy na dworzec przy ulicy Kościuszki zabrać resztę uczestników i ruszyliśmy w trasę. Ogólnie nikogo z uczestników nie znałem, ale przyjechałem bardziej delektować się jazdą Jelczem i robić zdjęcia. Przez pierwszą część imprezy kwadrata prowadziła dziewczyna, która mam wrażenie że pierwszy raz siedziała za kierownicą autobusu z ręczną skrzynią biegów. Co chwilę źle wrzucała biegi i momentami miałem wrażenie że zaraz zarżnie skrzynię (no chyba że to biegi ciężko wchodziły). Na początek kierowaliśmy się na zachód ulicą Marszałka Piłsudskiego. Jechaliśmy pod górę z prędkością 20 km/h prowadząc za sobą peleton samochodów. W pewnym momencie skręciliśmy na osiedle Syberka i stanęliśmy na pierwszy fotostop na ulicy Sznajdera przy kościele. 

Jelcz 120M #037 na przystanku Będzin osiedle Syberka kościół

Potem wyjechaliśmy na dwujezdniową krajówkę nr 86, ale zaraz zjechaliśmy na drogę nr 94, którą udaliśmy się do Czeladzi wzdłuż trasy tramwaju linii 22. Pętla tramwajowa w Czeladzi przeszła kilka lat temu przebudowę, w ramach której została zintegrowana z innymi gałęziami transportu. Powstała tu dodatkowo pętla autobusowa, parking Park and Ride oraz wypożyczalnia rowerów miejskich. 

Pętla Czeladź Dworzec

Na pętli wykonaliśmy zdjęcia, po czym wróciliśmy do Będzina. Dojechaliśmy pod zamek, na rondo o charakterystycznym kształcie, nazywane złośliwie nerką Gierka. Skierowaliśmy się tu na północ przebijając się obok tętniącego życiem targowiska miejskiego. Na moim atlasie GOP z 2008 r. widnieje, że ulicy którą jedziemy patronuje generał Świerczewski. Ale coś nie chce mi się wierzyć, żeby przy obecnej władzy ten patron się utrzymał, więc rozglądam się za tabliczkami. I faktycznie, zmienili nazwę ulicy na Gzichowską 😁. Dojechaliśmy pod elektrownię Łagisza, gdzie skręciliśmy w lewo w ulicę Odrodzenia. Kilka minut dalej stanęliśmy na zdjęcia na przystanku Łagisza Pustkowie. Nazwa przystanku była bardzo adekwatna do okolicy 😛

Będzin, ulica Odrodzenia, przystanek Łagisza Pustkowie

Zaczęły się tu pierwsze problemy techniczne z autobusem, konkretnie z układem chłodzenia. Poczekaliśmy trochę aż temperatura silnika spadnie i wyjechaliśmy na krajówkę nr 86 kierując się na północ. Jechaliśmy może kilkanaście minut i znów temperatura silnika znacznie się podniosła. Zajechaliśmy na parking w Goląszce, gdzie konieczny był dłuższy postój. 

Przymusowy postój techniczny w Goląszce

Ciekawe co się działo, że autobus tak się gotował. Przecież nie było żadnego upału. Wręcz przeciwnie, było chłodno, poniżej 20 stopni, pochmurno i momentami siąpił drobny deszcz. Aż strach pomyśleć co by się z autobusem działo jakby była wyższa temperatura na polu. Odczekaliśmy około pół godziny aż temperatura silnika spadnie do niższego poziomu i dopiero ruszyliśmy dalej. Dotarliśmy do Siewierza, gdzie zajechaliśmy pod miejscowy zamek biskupi z XIV wieku. Tym samym zmagając się z przeciwnościami losu udało się zdobyć pierwszy cel wycieczki 😀. Przy okazji zrobiliśmy tu sobie zdjęcie grupowe. Trochę wcześnie, ale pewnie organizatorzy chcieli korzystać póki autobus jest sprawny 😛. 

Przy zamku w Siewierzu

Wracając spod zamku zahaczyliśmy o leśny odcinek ulicy Młyńskiej koło stawów. Pięć lat temu na imprezie Jelczem M11 również tu byliśmy. Tylko wówczas najpierw byliśmy na ulicy Młyńskiej a potem pod zamkiem. Nawet były w autobusie komentarze, że małpujemy trasę innej imprezy 😛. Na ulicy Młyńskiej był pierwszy fotostop najazdowy. Szliśmy przed autobusem robiąc zdjęcia aż dotarliśmy na parking koło zajazdu przy krajówce nr 91. 

Siewierz, ulica Młyńska

Przystanek Kuźnica Świętojańska Parking

Po wykonaniu zdjęć kierowaliśmy się najpierw kawałek na północ drogą nr 91 a potem na wschód krajówką nr 78 w kierunku Zawiercia. Po drodze mieliśmy okazję oglądać rewitalizowaną linię kolejową Tarnowskie Góry – Zawiercie. Na tym odcinku prace nie są bardzo zaawansowane. Nowy tor nie jest jeszcze położony. W Porębie znów odbył się dłuższy postój, tym razem nie techniczny a sklepowy. W tej miejscowości pojawiały się liniowo Jelcze 120M z ZKM Zawiercie. Przewoźnik ten eksploatował je aż do 2019 roku. 

Sklepostop w Porębie

W Zawierciu zajechaliśmy pod dworzec kolejowy skąd kierowaliśmy się na południe. Stanęliśmy na zdjęcia przy ulicy Grunwaldzkiej, jeszcze w obrębie stacji gdyż sięga tu jeden z peronów. 

Przy stacji kolejowej w Zawierciu

To jeszcze nie koniec motywów kolejowych. Kilkaset metrów dalej za nastawnią stała sobie lokomotywa SM42 spółki TrainSpeed i ustawiliśmy się do wspólnego zdjęcia. Przy okazji napatoczyło się też pendolino relacji Bielsko-Biała – Gdynia. 

Spotkanie ze stonką i z pendolino

Później jechaliśmy dalej na południe do Łaz, mijając rozrządową stację towarową z licznymi grupami torowymi. Stacja jest tak rozległa, że niegdyś kursował po niej pociąg służbowy rozwożący kolejarzy między poszczególnymi posterunkami. Zestawiany on był ze starego wagonu osobowego „ryflaka”, który istnieje do dziś. Wypatrzyłem go stojącego na jednej z grup stacji. Cała droga z Zawiercia do Łaz była mocno dziurawa, przez co nie dało się jechać po niej szybciej niż 30 km/h. Zgromadziliśmy więc za sobą sporą gromadkę samochodów. Gdy już znaleźliśmy się w Łazach, kluczyliśmy po wąskich uliczkach z trudem się na nich mieszcząc. W końcu na którymś skrzyżowaniu zainteresował się nami jeden z autochtonów i zapytał gdzież to próbujemy się dostać. Odpowiedzieliśmy, że nawigacja nas tu wyprowadziła i powiedzieliśmy gdzie chcemy jechać. Miejscowy nas pokierował i wydostaliśmy się z tego labiryntu. Znaleźliśmy się we wsi Rokitno Szlacheckie, za którą zaczął się leśny odcinek. Tam stanęliśmy na kolejne fotki. 

Leśny odcinek za Rokitnem Szlacheckim

Za lasem zaczął się już Ogrodzieniec, gdzie znajduje się kolejny zamek będący celem naszej wycieczki. Organizatorzy zapowiedzieli, że koło następnego zamku w Rabsztynie odbędzie się grill. W związku z tym stanęliśmy przy Biedronce w Ogrodzieńcu na zakupy. Wracam ze sklepu i widzę, że autobus się „zesikał”. Po raz kolejny silnik się zagotował i tym razem do tego stopnia, że wyrzucił płyn chłodniczy. 

Ogrodzieniec, ulica Południowa. Kolejny postój techniczny

Przez następne pół godziny organizatorzy dywagowali co robić dalej. Mieli trochę płynu w zapasie, ale obawiali się że silnik zaraz go znów wyrzuci. Zastanawiali się czy nie nakupić zapasów wody do układu chłodzenia. Ostatecznie uznano, że woda średnio się nadaje do roli płynu chłodzącego, w szczególności jak zacznie wrzeć gdy temperatura silnika dojdzie do 100 stopni. Ostatecznie odczekano aż silnik wystygnie, zalano układ chłodzenia płynem i pojechaliśmy. Ze względu na duże opóźnienie spowodowane defektami autobusu, odpuściliśmy jazdę pod zamek w Ogrodzieńcu i kierowaliśmy się od razu drogą wojewódzką w stronę Olkusza. Po drodze jechaliśmy przez Klucze mijając dawne przejazdy kolejowe przez bocznicę do zakładów papierniczych. Ta bocznica zawsze była dla mnie wielką zagadką. Jak jeździłem drogą wojewódzką przez Klucze w dawnych czasach, przejeżdżało się przez pięć przejazdów ze szlabanami przez tory bocznicowe. Potem z czasem szlabany zastąpiono krzyżami św. Andrzeja a potem likwidowano przejazdy. Obecnie został tylko jeden tor przekraczający jezdnię, prawidłowo oznakowany krzyżami, ale o dziwo urywający się zaraz za przejazdem. Za to cały punkt zdawczo-odbiorczy zlokalizowany po przeciwnej stronie jezdni niż papiernia, istnieje nadal i wygląda na utrzymywany. Jestem bardzo ciekaw jakie są perspektywy tej bocznicy. I czy w ogóle papiernia w Kluczach jeszcze funkcjonuje, czy może na jej terenie rozlokowały się już inne firmy. Po dotarciu do Olkusza zajechaliśmy na dworzec autobusowy przy supersamie, żeby dać znów Jelczowi „odsapnąć”. 

Dworzec autobusowy Olkusz Supersam

Przy okazji można było porobić trochę zdjęć z autobusami olkuskiej komunikacji miejskiej, reprezentowaną głównie przez markę MAZ, produkowaną przez wrogi nam naród z Białorusi. Na dworcu autobus stał z otwartą klapą silnika, żeby szybciej wystygł. Organizatorzy potem tak się zagadali i zajęli zdjęciami, że potem mało by brakowało a pojechalibyśmy w trasę z otwartą klapą. Jak już prawie włączaliśmy się do ruchu na ulicę, zdążyłem zwrócić organizatorowi uwagę i na szczęście wyskoczył szybko ją zamknąć (ale byłaby siara jakbyśmy tak pojechali 🙈). Kolejnym naszym celem był zamek Rabsztyn, zlokalizowany kilka kilometrów od Olkusza w stronę Wolbromia. Tu z kolei byliśmy też w 2017 roku na imprezie Ikarusem 280 po okolicach Olkusza. 

Zamek Rabsztyn

Po wykonaniu zdjęć Jelcza z zamkiem, zmierzaliśmy już pomału w drogę powrotną do Będzina. Mieliśmy duże opóźnienie z przyczyn technicznych i odpuściliśmy sobie grilla. Wróciliśmy do Olkusza, skąd drogą krajową nr 94 zmierzaliśmy na zachód. Zjechaliśmy z niej w Sławkowie, aby zjechać na pętlę Sławków ZWM. Jak pierwszy raz usłyszałem ten skrót, to skojarzył mi się z komunistycznym Związkiem Walki Młodych i dziwiłem się, że jeszcze nie zmienili tej nazwy 😆. Ale później się dowiedziałem, że ten skrót akurat pochodzi od Zakładu Wyrobów Metalowych, więc dezubekizacja jest tu nie na miejscu 😅. Na imprezie Jelczem M11 w 2018 r. też byliśmy na tej pętli, tyle że wówczas była ona w innej lokalizacji. Wtedy była tuż po zjeździe z krajówki, a obecnie została przeniesiona 500 metrów dalej na północ, na ulicę Fabryczną. Kawałek dalej jest już granica z Województwem Małopolskim. Sam Sławków również przez chwilę był w tym województwie, bezpośrednio po reformie administracyjnej w 1998 roku. Bardzo nie chciał tam być i wywalczył przeniesienie do Śląskiego. 

Pętla Sławków ZWM przy ulicy Fabrycznej

Gdy wyjeżdżaliśmy z pętli, akurat przyjechał młodszy o 5 lat kuzyn naszego autobusu, Jelcz M121I z PKM Sosnowiec. Przewoźnik ten do dziś eksploatuje komplet wozów tego typu zakupionych w latach 2005-2008. Z pętli Sławków ZWM przemieściliśmy się na rynek, gdzie wykonaliśmy kolejne fotki. 

Rynek w Sławkowie

To już był ostatni fotostop. Ze Sławkowa zmierzaliśmy prosto do Będzina. Po drodze przystanęliśmy jeszcze przy stacji paliw na rogatkach Dąbrowy Górniczej, aby uczestnicy mogli zrobić przerwę posiłkową, a autobus mógł jeszcze trochę wystygnąć. Potem już pojechaliśmy do Będzina, gdzie zameldowaliśmy się przed godziną 18 z prawie godzinnym opóźnieniem. W porównaniu z imprezą Jelczem M11 sprzed pięciu lat jest to pikuś. Wtedy impreza zakończyła się o godzinie 20:30 i miałem poważne trudności z powrotem do Krakowa. Teraz na spokojnie pojechałem sobie Kolejami Śląskimi do Katowic, a potem TLK „Wetliną” relacji Kłodzko Miasto – Zagórz. Po raz pierwszy miałem okazję jechać spalinowym zespołem trakcyjnym SKPL, wrażenia z jazdy miałem pozytywne. Jak na swój wiek pojazd prezentuje wysoki komfort podróży. Kraków przywitał mnie rzęsistym deszczem. Tak więc mieliśmy szczęście z pogodą na imprezie. Dziękuję organizatorom za ciekawy przejazd Jelczem, a właścicielowi autobusu życzę wytrwałości przy utrzymywaniu go w sprawności.

poniedziałek, 23 listopada 2020

2017-02-02 Z cyklu "Poszukiwania Jelczy": Zawiercie

 

Autobusy marki Jelcz zawsze darzyłem sympatią, gdyż wychowałem się na nich. Kraków kupował autobusy z podwrocławskiej fabryki do końca jej istnienia i przez moje miasto przewinęły się dziesiątki Jelczy M11, 120M, M121MB i M181MB. Na początku 2017 r. kiedy w ruchu liniowym pozostały już nieliczne egzemplarze, z sentymentu wzięło mnie na jeżdżenie do innych miast eksploatujących autobusy tej marki. Najbardziej mnie interesowała seria 120M, ewentualnie niedobitki M11 czy PR110. Na początek wybrałem Zawiercie. Tamtejszy Zakład Komunikacji Miejskiej eksploatował wówczas 7 Jelczy 120M. Dwa z nich przyszły w latach 1995-1996 i pochodziły z pierwszej serii produkcyjnej (przód berlietowski, szyby na uszczelkach). Otrzymały numery #129 i #131. W roku 1997 przyszły 2 egzemplarze z drugiej serii produkcyjnej (przód berlietowski, szyby klejone), którym nadano nr #134 i #135. Ostatnie trzy sztuki dostarczone w 2000 r. pochodziły z trzeciej serii (przód z szybą panoramiczną, szyby klejone) i otrzymały numery #142 – #144. Dodatkowo w 2007 r. ZKM Zawiercie zakupił 3 Jelcze M121I/4 Mastero (numery #151 – #153). Z pozostałych marek autobusów, po Zawierciu w 2017 r. kursowały 4 Solbusy B9,5, 6 Solbusów SM12 i po jednym Solbusie SM10, MAN-ie NL263 i MAN-ie NL283. 

Do Zawiercia wybrałem się w zimowy czwartek 2 lutego. Wyruszyłem po godzinie 5 regio do Katowic, a dalej Kolejami Śląskimi. Do celu dotarłem tuż przed godziną 8. Zawiercie liczy niespełna 50 tys. mieszkańców i położone jest na pograniczu Zagłębia Dąbrowskiego i Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Miasto zawdzięcza swój rozwój licznym zakładom przemysłowym, które powstały na przełomie XIX i XX wieku. Do największych zaliczały się Fabryka Opakowań Blaszanych, Fabryka Towarzystwa Akcyjnego "Zawiercie", Huta Szkła Zawiercie, Odlewnia Żeliwa oraz Huta Zawiercie. Obecnie większość z już upadła, a te które przetrwały znacznie ograniczyły zatrudnienie. Początek zwiedzania miasta zaczął się bardzo obiecujaco. Pierwszy autobus jaki zobaczyłem to był Jelcz i to #134 z berlietowskim przodem. Został złapany na ulicy 3 Maja. 

Jelcz 120M #134 na ulicy 3 Maja w Zawierciu

Kawałek dalej napatoczył się kolejny kwadrat, #142. 

Jelcz 120M #142 na ulicy 3 Maja

Na początek przespacerowałem się ulicami Daszyńskiego i Reymonta, gdzie po raz kolejny udało się złapać berlieta #134, a także Solbusa B9,5 #150. Swoją drogą ZKM Zawiercie chyba próbuje pobić rekord pod względem ilości upchanego tekstu na wyświetlaczach autobusów. Życzę powodzenia w odczytaniu tego z odległości większej niż 5 metrów.

Jelcz 120M #134 na ulicy Reymonta

Solbus B9,5 #150 na ulicy Daszyńskiego

Gdy wracałem ulicą Daszyńskiego, po raz kolejny trafił się Jelczu #134. Tu już kierowca najwyraźniej się zbuntował i krzyknął czy mam zezwolenie. Nie dałem się sprowokować i z uśmiechem mu pomachałem. Zresztą co by mi gość zrobił, chyba nie zatrzyma autobusu na środku skrzyżowania i nie wybiegnie do mnie. Czytałem, że tutejsi kierowcy nie są zbyt przyjaźnie nastawieni do fotografujących. Jeden miłośnik pod jakimś zdjęciem się żalił, że na niego już groźby pozbawienia życia leciały.

Jelcz 120M #134 na ulicy Daszyńskiego

Następnie wyszedłem na główną ulicę Paderewskiego, czyli drogę krajową nr 78, gdzie po raz drugi upolowałem kwadrata #142.

Jelcz 120M #142 na ulicy Paderewskiego

Doszedłem do przejazdu przez bocznicę kolejową do Huty Zawiercie. Niegdyś regularnie jeździłem przez Zawiercie z rodziną jadąc do dziadków i przejeżdżaliśmy przez ten przejazd. Nigdy dotąd jednak nie spotkałem tu pociągu. Dawniej przekraczało się tu dwie bocznice: do huty i odlewni żeliwa. Jednak ta druga została rozebrana około roku 2000. Dziś los się do mnie uśmiechnął, szlabany się opuściły i trafiła się manewrująca piękna zakładowa stoneczka 2201. 

SM42-2201 na bocznicy do Huty Zawiercie

Potem jak poszedłem kawałek wzdłuż bocznicy, napatoczyła się dodatkowo luzakująca trumna PKP Cargo. 

SM31-149 na bocznicy do Huty Zawiercie

Dobra, na razie dość tego kolejowego zboczenia, pora zająć się Jelczami 😁. Wpadłem na pomysł, żeby zajrzeć pod zajezdnię mieszczącą się przy ulicy Polskiej, sprawdzić czy jakieś Jelcze tam nie stoją. Idąc między blokami przekroczyłem ulicę Paderewskiego oraz Wartę, która jest tu niewielkim strumykiem i po chwili znalazłem się pod zajezdnią. Niestety potwierdziły się moje obawy. Na placu stały oba najstarsze berliety #129 i #131. Były nieco zdekompletowane i wyglądały na od dłuższego czasu odstawione i oczekujące kasacji. Jak się później okazało po miesiącu już zostały skreślone ze stanu. Tak więc #134 był już ostatnim czynnym Jelczem z berlietowskim przodem. Poza tym na mieście były wszystkie 3 kwadraty z rocznika 2000, czyli #142, #143 i #144. Tak się złożyło, że ten ostatni chwilę później napatoczył się w obsłudze linii okrężnej 0. 

Jelcz 120M #144 na ulicy Polskiej

Ulicą Polską doszedłem do skrzyżowania z Łośnicką i Równą. Tam dodatkowo złapałam kwadrata #143 oraz jedynego MAN-a NL283.

Jelcz 120M #143 na ulicy Równej

MAN NL283 #163 na ulicy Łośnickiej

Jelcz 120M #144 na ulicy Polskiej

Idąc do centrum trafiłem dodatkowo Jelcza Mastero M121I/4 #153. 

Jelcz M121I/4 Mastero #153 na ulicy Piłsudskiego

Wszystkie Jelcze 120M, jakie były tego dnia na mieście miałem już sfocone, ale porobiłem jeszcze trochę zdjęć w centrum na ulicy Leśnej, Piłsudskiego i Kościuszki. Udało się jeszcze raz złapać kwadraty #143 i #144, a z pojazdów innych marek nawinęły się Solbusy B9,5 #147 i #148 oraz SM12 #158. Ten ostatni co mnie zaskoczyło miał na wyświetlaczu tylko nazwę końcówki, bez całej trasy przejazdu, co cechowało niemal wszystkie pozostałe napotkane wozy.

Solbus B9,5 #150 na ulicy Leśnej

Solbus SM12 #158 na ulicy Kościuszki

Solbus B9,5 #148 na rondzie u zbiegu ulicy Piłsudskiego i Kościuszki

Jelcz 120M #144 na ulicy Kościuszki

Jelcz 120M #143 na ulicy Piłsudskiego

Solbus B9,5 #147 na ulicy Włodowskiej

Jeżeli chodzi o autobusy to moja ciekawość była już zaspokojona. Mogłem się więc poświęcić pociągom. Ulicami 11 Listopada i Włodowską doszedłem do wiaduktu, po którym biegły tory linii w kierunku Warszawy przez Częstochowę i przez Centralną Magistralę Kolejową. Brodząc w śniegu kierowałem się wzdłuż torów do przystanku Zawiercie Borowe Pole. W kierunku Katowic przejechał TLK „Stoczniowiec” z Gdyni do Katowic w postaci EP07-379 i czterech pudeł. 

EP07-379 z pociągiem TLK "Stoczniowiec" z Gdyni do Katowic
zbliża się do Zawiercia

W drugą stronę zaś trafił się sześcioczłonowy Impuls Kolei Śląskich. 

35WE-007 jako pociąg osobowy z Gliwic do Częstochowy

Po dłuższym marszu osiągnąłem wiadukt przy przystanku w Borowym Polu, po którym kursuje linia 3A. Obsługiwały ją Solbus #147 oraz Mastero #151. Tu już myślę że programujący wyświetlacze pobili rekord jeżeli chodzi o ilość naćkanego tekstu.

Solbus B9,5 #147 na ulicy Marciszowskiej

Jelcz M121I/4 #151 na ulicy Borowe Pole

Oprócz tego trafiło mi się też spotkanie dwóch pociągów. Elfa Kolei Śląskich i TLK „Bolko” z Lublina do Wrocławia. 

EN76-008 jako pociąg osobowy z Częstochowy do Gliwic obsługuje
przystanek Zawiercie Borowe Pole. Mija go EP07-318 z pociągiem
TLK "Bolko" z Lublina do Wrocławia

Ponadto przemknęły: pendolino z Warszawy do Bielska-Białej, EC „Sobieski, TLK „Kormoran” oraz jeden towarowy STK. 

ED250-015 jako pociąg EIP z Warszawy do Bielska-Białej

EP09-033 z pociągiem EIC "Sobieski z Wiednia do Gdyni

181 027-4 z pociągiem towarowym

EU07-303 z pociagiem TLK "Kormoran" z Olsztyna do Bielska-Białej

Tuż po godzinie 14 ewakuowałem się Kolejami Śląskimi do Katowic, skąd Przewozami Regionalnymi planowałem wrócić do Krakowa. W Katowicach trafił się bonus. Wjeżdżając na stację przyuważyłem jak z grupy postojowej wyjeżdża TLK „Dobrawa” ciągnięta przez EP07-442 odmalowaną na zielono z żółtym czołem. Takiej okazji nie mogłem przepuścić, więc jak tylko mój Elf zatrzymał się w peronach, wybiegłem uwiecznić ten pociąg w dwóch ujęciach. 

EP07-442 podstawia skład pociągu TLK "Dobrawa" w perony
stacji Katowice

EP07-442 z pociągiem TLK "Dobrawa" do Szczecina i Gorzowa Wlkp.

Potem mogłem już z czystym sumieniem wrócić do Krakowa.