piątek, 24 lipca 2026

2026-07-19 Weekend (pod)warszawskich zabytków

 

W wakacyjny weekend 18-19 lipca odbyła się dwudniowa impreza autobusowa pn. „Weekend (pod)warszawskich zabytków”. W sobotę pasjonaci komunikacji miejskiej podróżowali na pokładzie Neoplana N4020. Głównym bohaterem niedzieli był zaś Jelcz M121M. Mnie zainteresował ten drugi pojazd. Organizacji przejazdu podjął się Nikodem Żurak, a podróżowaliśmy po terenach na zachód od Warszawy. Wydarzenie obfitowało w fotostopy, także z motywami kolejowymi. Jelcz którym podróżowaliśmy został wyprodukowany w 1997 roku i początkowo jeździł po ulicach Białegostoku. Po 13 latach eksploatacji wzięło go Przedsiębiorstwo Naprawy Taboru w Woli Dalszej i przeprowadziło mu remont z zamiarem sprzedania nowemu nabywcy. Był to jednak okres gdy era Jelczy serii 121 już przemijała i wyremontowany gniot długo nie znalazł nowego właściciela. Zalegał więc na terenie zakładu w Woli Dalszej przez kolejne 16 lat, aż doczekał momentu gdy czynny Jelcz 121 stał się zabytkowym rarytasem. Wówczas zainteresowała się nim firma Aurelion Transport Rybie, która kilka miesięcy temu zakupiła owego gniota. Swój debiut liniowy pojazd miał w maju obsługując linię specjalną podczas Nocy Muzeów w Grodzisku Mazowieckim, a dwa miesiące później wziął udział w imprezie „Weekend (pod)warszawskich zabytków”. Autobus posiada silnik MAN-a oraz skrzynię biegu ZF. Takie same pojazdy eksploatowało niegdyś MPK Kraków, w liczbie 7 sztuk. Stęskniłem się już za ich dźwiękiem silnika i skrzyni biegów, dzięki czemu bez większego wahania zgłosiłem się na imprezę w niedzielę 19 lipca.

Start imprezy wyznaczony był przy dworcu PKP w Pruszkowie o 10:30. Z Krakowa wyjechałem 4 godziny wcześniej pociągiem EIC „Jantar” do Helu. Frekwencja słaba, w moim wagonie było sporo wolnych miejsc. W związku z remontem odcinka Kraków – Kozłów, jedziemy jak wszystkie ekspresy objazdem przez Jaworzno Szczakową i Zawiercie. W Warszawie Zachodniej przesiadam się do Elfa SKM Warszawa, którym cofam się do Pruszkowa. Dzień zapowiada się słoneczny i bardzo ciepły. W Pruszkowie jestem z dużym zapasem czasowym. Stopniowo schodzili się uczestnicy imprezy. Z niewielkim opóźnieniem nadjechał imprezowy Jelcz i ustawił się na przystanku. Na początek zmierzaliśmy w kierunku północno-zachodnim. Po przekroczeniu autostrady A2 znaleźliśmy się we wsi Domaniew. Co ciekawe wszystkim ulicom patronują tu postacie z baśni 😃. My np. skręciliśmy w ulicę Królowej Śniegu. Za ostatnimi domami ulica przeszła w gruntową drogę. Co ciekawe na Google mapie jest ona oznaczona jako „Domaniewski Offroad” 😅, a w komentarzach można poczytać że jest tu możliwość zakopania, urwania zawieszenia i przebicia opon, ale także że jest to idealne miejsce na odstresowanie się po pracy przy tak zakorkowanej okolicy 😂. Widzę że organizator chce zrobić Jelczowi chrzest bojowy po długotrwałym remoncie 😂. Na szczęście nie doznał póki co większych uszczerbków. Obróciliśmy autobus do słońca i wykonaliśmy mu pierwsze fotki. 

Jelcz M121M #4772 firmy Aurelion Transport Rybie na ulicy
Królowej Śniegu w Domaniewie

Potem cofnęliśmy się do autostrady A2 i udaliśmy się na północ przez Duchnice do Ożarowa Mazowieckiego. Tam trafiliśmy na zamknięty przejazd przez linię kolejową Warszawa – Poznań. Przejechały dwie osobówki Kolei Mazowieckich a szlabany dalej się nie podnosiły. W końcu kierowca otworzył nam drzwi i mogliśmy wykonać fotki kolejnego pociągu, którym był Stadler Łódzkiej Kolei Aglomeracyjnej relacji Pabianice – Warszawa Wschodnia. 

LM-4268-003 jako pociąg Łódzkiej Kolei Aglomeracyjnej
z Pabianic do Warszawy Wschodniej mija Ożarów Mazowiecki

Gdy w końcu przejazd się otworzył, wjechaliśmy do centrum Ożarowa Mazowieckiego. Pokręciliśmy się po mieście, po czym pojechaliśmy kawałek na zachód do Ołtarzewa, gdzie ponownie znaleźliśmy się przy linii kolejowej Warszawa – Poznań. Kolejne w planie były fotki z pociągami, które jeżdżą tędy praktycznie co chwilę. Parę minut po tym jak się zatrzymaliśmy, przemknęły pendolino ze Świnoujścia do Warszawy oraz IC „Górski” z Chełma do Szczecina i Zielonej Góry. 

Ołtarzew. Spotkanie Jelcza z pendolino relacji Świnoujście -
Warszawa Wschodnia

EU160-066 z pociągiem IC "Górski" z Chełma do Szczecina
i Zielonej Góry na szlaku Ożarów Mazowiecki - Płochocin

Gdy obróciliśmy Jelcza czołem w kierunku Warszawy czyli bardziej do słońca, zrobiliśmy już na pierwszą ligę zdjęcia z osobówką Kolei Mazowieckich z Sochaczewa do Mińska Mazowieckiego. 

Ołtarzew. Nasz Jelcz oraz skład Stadlerów ER160-84+82 jako
pociąg osobowy z Sochaczewa do Mińska Mazowieckiego.

Po fotkach ponownie obróciliśmy Jelcza czołem na zachód i udaliśmy się wzdłuż torów do Gołaszewa. Tam rozstaliśmy się z linią kolejową, ale to nie jeszcze nie koniec motywów kolejowych na dziś 😉. Kolejne zdjęcia wykonaliśmy na skręcie z ulicy Gołaszewskiej we Wspólną. 

Gołaszew, ulica Wspólna

Później wyjechaliśmy na chwilę na starą drogę krajową nr 2 Warszawa – Poznań, ale zaraz z niej skręciliśmy na północ. Zasadniczo przez większą część imprezy jechaliśmy pod słońce, dlatego duża część fotostopów wymagała obracania autobusu. W ten sposób wykonaliśmy zdjęcia m.in. we wsi Pogroszew-Kolonia. 

Pogroszew-Kolonia, ulica Nowowiejska

Kierując się dalej na zachód dotarliśmy do Leszna, dużej wsi położonej na przecięciu dróg wojewódzkich Warszawa – Sochaczew i Grodzisk Mazowiecki – Kazuń. Do centrum jednak nie wjeżdżaliśmy. Skupiliśmy się na fotostopach na ulicy Lipowej zlokalizowanej na południowych krańcach miejscowości. Biegnie ona wzdłuż szpaleru drzew i częściowo ma nawierzchnię z kostki trylinki i tzw. kocich łbów. 

Sesja z ulicy Lipowej w Lesznie

Na końcu ulicy znajduje się skup złomu i autobus robił pozorowany wyjazd z jego terenu ☺ Czyżby miało to symbolizować powstanie tego Jelcza niczym feniks z popiołów po wieloletnim zaleganiu w zakładzie w Woli Dalszej? 😉. 

Wyjazd ze skupu złomu symbolizujący zmartwychwstanie Jelcza
po 16 latach spędzonych w zakładzie w Woli Dalszej

Z Leszna obraliśmy kierunek bardziej na południe i dotarliśmy do wsi Pass. Nie spodziewałem się, że istnieje miejscowość o takiej nazwie. Mijaliśmy pętlę, gdzie stał autobus Grodziskich Przewozów Autobusowych z napisem „Pass” na wyświetlaczu, ale pierwsze skojarzenie miałem że ten napis miał symbolizować że kierowca ma przerwę i pasuje dalszą jazdę 😂. Później się skapnąłem że to nazwa miejscowości. W Passie chcieliśmy zajechać pod kościół, ale że było tam pod słońce jeden kolega zaproponował ustawienie autobusu na pobliskiej drodze z trylinki i kocich łbów. 

Pass

Później zmierzaliśmy dalej na zachód i we wsi Nowa Górna odbyły się dwa fotostopy w polnych plenerach. 

Nowa Górna

Kolejnym naszym celem były Pawłowice, gdzie fotografowaliśmy na placu przy cmentarzu. 

Przed cmentarzem w Pawłowicach

Przy cmentarzu w Pawłowicach

Dalej zmierzaliśmy na południe w stronę starej krajowej dwójki, ale przystanęliśmy jeszcze na chwilę na skraju miejscowości Seroki-Wieś. 

Seroki-Wieś

Potem już pocisnęliśmy krajówką w kierunku Sochaczewa. Do centrum miasta nie wjeżdżaliśmy. Odbiliśmy na Żelazową Wolę znanej z domu rodzinnego Fryderyka Chopina, a następnie skręciliśmy na Chodaków. Wspominałem że będą jeszcze motywy kolejowe i taki właśnie był teraz w planie. W Chodakowie mieści się stacja kolei wąskotorowej z Sochaczewa do położonych na skraju Puszczy Kampinoskiej Wilczy Tułowskich. Gwoździem programu będzie fotostop z tą kolejką J. Co ciekawe nie jest to pierwsza impreza z fotostopem z wąskotorówką w Chodakowie. W 2018 r. byliśmy tu dwoma Jelczami M11. Sochaczew był ostatnim bastionem tych autobusów. Zakończyły one tu służbę liniową w 2019 r., ale jedna sztuka została tu zachowana jako zabytkowa i pięknie odremontowana. Punktualnie o godzinie 15 nastąpił punkt kulminacyjny imprezy w postaci spotkania z pociągiem z Wilczy Tułowskich do Sochaczewa. Skład prowadziła lokomotywa spalinowa Lxd2-342. 

Stacja Chodaków. Spotkanie z wąskotorówką z Wilczy Tułowskich
do Sochaczewa.

Po jego odjeździe podjechaliśmy pod pobliską Żabkę, gdzie organizator zarządził półgodzinny sklepostop. W czasie postoju zauważyliśmy że nasz Jelcz ma mało powietrza w oponie tył prawy. Czyżby to efekt jazdy po Domaniewskim Offroadzie? 😂 Oby tylko dojeździł do końca imprezy 😅. Przejazd już zmierzał ku końcowi. W planie zostały jeszcze industrialne motywy na terenie dawnej Fabryki Włókien Chemicznych Chemitex. Zakłady te powstały w 1927 r. a upadłość ogłosiły w roku 1999. Docierała tu bocznica kolejowa z Sochaczewa, która do Chodakowa biegła wzdłuż toru wąskotorówki. Stacja Chodaków była wówczas znacznie bardziej rozbudowana i wyposażona była w semafory kształtowe. Oprócz istniejącej do dziś mijanki wąskotorowej, po jej wschodniej stronie była też mijanka normalnotorowa, z której wychodziły bocznice do Chemitexu oraz do cegielni w Plecewicach, która biegła w splocie z wąskotorówką. Kolejne pół godziny spędziliśmy kręcąc się po terenie dawnej fabryki Chemitex i wykonując zdjęcia Jelcza pośród opuszczonych hal zakładu. Zrobiliśmy tu też sobie zdjęcie grupowe. 

Sesja na terenie dawnej Fabryki Włókien Chemicznych Chemitex
w Chodakowie

Pogoda zaczęła się zmieniać. Słońce schowało się za chmury i zbierało się na burzę. Teoretycznie za ponad godzinę mieliśmy kończyć imprezę w Pruszkowie, toteż organizator zarządził powrót. Bilet kupiłem na pendolino relacji Gdynia – Rzeszów wyjeżdżające z Warszawy o 18:40. Nastawiałem się że będę miał jeszcze z godzinę przerwy w Warszawie, a tu okaże się że dotrę na styk. Przez Żelazową Wolę pojechaliśmy do dawnej krajowej dwójki, którą cisnęliśmy w stronę Warszawy. W Paprotni odbiliśmy w stronę stacji kolejowej Teresin Niepokalanów. Szlabany na przejeździe były opuszczone i upolowaliśmy na deser Elfa Kolei Mazowieckich w obsłudze pociągu przyspieszonego „Mazoviak” z Warszawy Wschodniej do Płocka. 

EN76-012 jako pociąg przyspieszony "Mazoviak" z Warszawy
Wschodniej do Płocka dojeżdża do stacji Teresin Niepokalanów

Następnie przez Kaski i Baranów zmierzaliśmy w kierunku Grodziska Mazowieckiego. Jechaliśmy przez teren, który za parę lat zmieni się nie do poznania, gdyż to właśnie tu ma powstać słynny Centralny Port Komunikacyjny. Miałem zamiar zdążyć na osobówkę Kolei Mazowieckich do Warszawy, co w Grodzisku Mazowieckim jest o 18:00. Teoretycznie mogłem ją złapać w Jaktorowie, gdyż przejeżdżaliśmy tuż obok przystanku kolejowego. Rezerwę czasową mieliśmy jednak na tyle dużą, że uznałem iż zdążę do Pruszkowa. Jednak gdy przed Grodziskiem zatrzymaliśmy się na Orlenie, już mi mina zrzedła. Poprosiłem więc razem z dwoma kolegami o postój w pobliżu stacji w Grodzisku Mazowieckim. Ciemnych chmur przybywało i gdy szliśmy na stację dopadły nas pierwsze krople deszczu. Gdy wjeżdżał pociąg do Warszawy, lało już bardzo intensywnie. W Warszawie Zachodniej miałem kwadrans na przesiadkę w pendolino do Rzeszowa. Frekwencja jak to w niedzielę wieczór wysoka. Zarezerwowałem jedno z ostatnich wolnych miejsc przy oknie w strefie ciszy. Do Krakowa dotarliśmy planowo przed godziną 22.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz