środa, 9 czerwca 2021

2014-12-14 Nowinki rozkładu jazdy 2014/2015

 

Pierwszy dzień rocznego rozkładu jazdy pociągów 2014/2015 przyniósł wiele atrakcji dla miłośników kolei. Najbardziej medialne było z pewnością rozpoczęcie obsługi tras Gdynia – Warszawa – Kraków oraz Warszawa – Wrocław przez Pendolino. Równie istotne było otwarcie wyremontowanej protezy koniecpolskiej, co umożliwiło wytrasowanie pociągów z Krakowa do Wrocławia szybszą trasą przez Częstochowę Stradom. Nie brakowało jednak również innych ciekawych atrakcji w Małopolsce czy na Podkarpaciu. Część z nich niestety okazała się tylko krótkim epizodem a część funkcjonuje z powodzeniem do dnia dzisiejszego. 14 grudnia 2014 r., to również pierwszy dzień kursowania pociągów Kolei Małopolskich. Nowy przewoźnik na początek uruchomił połączenia Kraków – Wieliczka z atrakcyjną dla podróżnych ofertą przewidującą częstotliwość kursowania w dni robocze co 30 minut. Wszystkie połączenia obsługiwały nowe Acatusy serii EN64. Równocześnie uruchomione zostały Autobusowe Linie Dowozowe skomunikowane z pociągami na przystanku Wieliczka Rynek Kopalnia. Na początek ruszyły dwie linie: B1 do Byszyc i R1 do Raciborska. Od 14 grudnia 2014 r. również symbolicznie reaktywowana została linia nr 94 na odcinku Oświęcim – Skawina. Kursowała tamtędy jedna para pociągów relacji Ostrava Svinov – Kraków – Ostrava Svinov. Na reaktywowanym odcinku zatrzymywała się ona w Zatorze i Spytkowicach. To połączenie niestety funkcjonowało bardzo krótko i z końcem roku 2014 zostało zlikwidowane. Zmiany w obsłudze nastąpiły również na linii nr 117 Kalwaria Zebrzydowska Lanckorona – Bielsko-Biała. Wcześniej przez dwa lata bezpośrednim pociągiem z Krakowa do Bielska-Białej można było się dostać tylko w piątki, soboty i niedziele. W pozostałe dni tygodnia Przewozy Regionalne kursowały tylko na odcinku Kraków – Wadowice, a dalszy odcinek do Bielska-Białej obsługiwały Koleje Śląskie. Połączenia nie były w żaden sposób ze sobą skomunikowane i każdy z przewoźników stosował odrębną taryfę biletową. Wejście w życie rozkładu jazdy 2014/2015 przyniosło wycofanie Kolei Śląskich z linii nr 117 i przywrócenie bezpośrednich pociągów Przewozów Regionalnych z Krakowa do Bielska-Białej w sile 4 par. Jest to wynik niespotykany od lat. Przed wejściem Kolei Śląskich na tę trasę z Krakowa do Bielska-Białej kursowała tylko jedna codzienna para pociągów służąca bardziej domknięciu obiegów jednostek obsługujących połączenia Wadowice – Bielsko-Biała – Wadowice. Co ciekawe w rocznym rozkładzie 2014/2015 na linii nr 117 symbolicznie pojawił się także przewoźnik PKP Intercity z kursującym raz w tygodniu pociągiem „Oleńka” relacji Kraków – Bielsko-Biała – Częstochowa. Idąc dalej na południe mamy trasę Kraków – Zakopane, gdzie również zaszła zmiana. Dnia 14 grudnia 2014 r. oddany został do użytku nowy przebieg odcinka od Stryszowa do Zembrzyc omijający budowany zbiornik wodny w Świnnej Porębie na rzece Skawie. Tym samym przestała istnieć stacja Skawce i w zamian powstała nowa mijanka Zembrzyce Nowe. Co ciekawe w czasie przekładania tego 8-kilometrowego fragmentu linii wyłączono z ruchu ponad 100-kilometrową trasę od Kalwarii Zebrzydowskiej Lanckorony do samego Zakopanego. Ważna zmiana w rozkładzie jazdy od grudnia 2014 r. zaszła także na Podkarpaciu. Po 5 latach przerwy pociągi dalekobieżne powróciły do Zagórza. W ofercie spółki PKP Intercity pojawił się pociąg TLK „Monciak” relacji Gdynia – Zagórz. Na odcinku od Rzeszowa prowadziły go dzierżawione od Ceskich Drah „nurki” serii 754. Na obfotografowanie wszystkich małopolsko-podkarpackich nowinek rozkładu jazdy 2014/2015 poświęciliśmy z Marcinem pierwsze dwa dni jego obowiązywania.

Dzień 1, niedziela 14 grudnia 2014 r.

Pierwszym punktem wyjazdu był pociąg relacji Ostrava Svinov – Kraków kursujący nieczynnym w ruchu osobowym od grudnia 2012 r. odcinkiem Oświęcim – Skawina. W Oświęcimiu meldował się on po godzinie 8, więc z Krakowa musieliśmy wyruszyć przed godziną 7. Na początek ulokowaliśmy się przy szlaku Oświęcim – Dwory. Spodziewaliśmy się, że przyjedzie jednostka EN57, bowiem kilka lat wcześniej kursowała para pociągów Bohumin – Kraków – Bohumin obsługiwana na stałe jednostką EN57-1947. Stukot kół na pobliskim moście na Sole wskazywał jednak, że jedzie skład wagonowy. I rzeczywiście po chwili wyłonił się czeski skład w postaci pershinga 163 047-4 i trzech dwójek. 

163 047-4 z pociągiem relacji Ostrava Svinov - Kraków Główny
na szlaku Oświęcim - Dwory

Szlakowa na tym odcinku nie jest rewelacyjna, więc udało się go dogonić jeszcze w okolicach przystanku Włosienica. Jak się później okazało było to nasze pierwsze i ostatnie spotkanie z tym pociągiem. 31 grudnia 2014 r. był ostatnim dniem jego kursowania L

Okolice przystanku Włosienica

Od Przeciszowa skład już nieco przyspieszył i nie było szans go dogonić. Zresztą atrakcji na ten dzień było tak dużo, że pojechaliśmy w inne miejsce. W Zatorze odbiliśmy na krajówkę nr 28, którą przez Wadowice dotarliśmy do wiaduktu nad nowym przebiegiem szlaku Stryszów – Zembrzyce w rejonie powstającego zbiornika wodnego na Skawie. Akurat zmierzał do Zakopanego regio „Kasprowy” i planowaliśmy go upolować na nowym moście na Skawie. W okolicy trwały jeszcze prace wykończeniowe i Skanska miała rozłożone swoje zabawki. Mimo to widok okazałego siedmioprzęsłowego mostu robił wrażenie. Stare przebiegi linii kolejowej i drogi krajowej nr 28 zostały już zlikwidowane. Po sfotografowaniu jednostki ED72-008 zjeżdżającej z mostu ruszyliśmy czym prędzej z powrotem do Wadowic. 

ED72-008 jako pociąg "Kasprowy" z Krakowa do Zakopanego
pokonuje most na Skawie na nowym przebiegu szlaku Stryszów -
Zembrzyce

Od Krakowa zmierzał już pociąg TLK „Oleńka”, którego obowiązkowo musieliśmy uwiecznić na linii nr 117. Czas mieliśmy napięty, więc na szybko ulokowaliśmy się przy przystanku Klecza Dolna. Ta „Oleńka” to było jakieś kuriozum. Zarówno jej relacja jak i terminy kursowania były absurdalne. Pociąg kursował w soboty po południu z Częstochowy przez Katowice, Bielsko-Białą, Wadowice do Krakowa i w niedzielę rano z powrotem. Miałem wrażenie, że PKP Intercity uruchomiło to połączenie tylko dlatego, że nie dawała im spokoju lokalna społeczność z okolic Wadowic i na odwal się rzuciło im taki ochłap. „Oleńka” przyjechała zestawiona z jednostki ED74-002 i tak jak się spodziewaliśmy w środku obecności żywej duszy nie stwierdziliśmy. 

ED74-002 jako pociąg TLK "Oleńka" z Krakowa do Częstochowy
mija przystanek Klecza Dolna

O dziwo pociąg ten przetrwał przez cały roczny rozkład jazdy 2014/2015, choć z czasem wraz z coraz mniejszą dostępnością jednostek ED74, jego obsługę przejął skład wagonowy. Następnie szybko przemieściliśmy się do Kalwarii na spotkanie z jedną z nowouruchomionych osobówek Przewozów Regionalnych z Krakowa do Bielska-Białej. Od grudnia 2014 r. między tymi miastami zaczęły kursować 4 pary pociągów kursujących w takcie 4-godzinnym. Zarówno z Krakowa jak i Bielska-Białej odjazdy były po godzinie 6, 10, 14 i 18. Pozwalało to z optymizmem patrzeć na przyszłość oferty na linii nr 117. Na początek zaczailiśmy się na wjeździe do stacji Kalwaria Zebrzydowska Lanckorona z przejazdu w ulicy Batalionów Chłopskich. Niemal od razu odezwał się do nas głos z kamery przy przejeździe „w jakim celu robią panowie te zdjęcia?” Odpowiedzieliśmy że hobbystycznie. Przyjechała jednostka EN57-1732. 

EN57-1732 jako pociąg osobowy z Krakowa do Bielska-Białej
wjeżdża na stację Kalwaria Zebrzydowska Lanckorona

W Kalwarii Lanckoronie zmieniała ona czoło, więc na spokojnie przemieściliśmy się na drugą kalwaryjską stację (a właściwie już tylko przystanek), gdzie dołapaliśmy ją ponownie. 

EN57-1732 na przystanku Kalwaria Zebrzydowska

Dalej jej nie goniliśmy, gdyż w planie mieliśmy przerzucenie się na inną trasę. Przenieśliśmy się ponownie na nowy przebieg szlaku Stryszów – Zembrzyce, ale tym razem rozeznać miejscówki na wschodnim brzegu Skawy między Dąbrówką a Zembrzycami. Szlak owszem malowniczy, ale dają w kość słupy energetyczne między linią kolejową a drogą. Dobrze, że pogoda nadrobiła te niedogodności i obdarzyła nas promieniami słońca. Na początek zrobiliśmy 3 ujęcia jednostki EN57-1772 obsługującej pociąg „Gubałówka” z Zakopanego do Krakowa. 

EN57-1772 jako pociąg "Gubałówka" z Zakopanego do Krakowa
przemierza nowy przebieg szlaku Zembrzyce - Stryszów

Następnie poczekaliśmy 40 minut na EIC „Tatry” z Warszawy do Zakopanego. Ze względu na konieczność ustabilizowania się nowego toru pociągi kursowały tym odcinkiem z ograniczoną prędkością. Mogliśmy więc przeanalizować plan gonienia pociągu i uwiecznienia go w kilku miejscach. Ostatecznie „Tatry” złapaliśmy trzy razy. Najpierw jak zjeżdżają z mostu na Stryszówce, potem na łuku na wysokości przyszłego jeziora, a na koniec z profilu na moście na Skawie. 

EU07-368 z pociągiem EIC "Tatry" z Warszawy Wschodniej do
Zakopanego zjeżdża z mostu na Stryszówce

Ten sam skład jedzie brzegiem przyszłego Jeziora Mucharskiego

Na moście na Skawie przed Zembrzycami

Na ten dzień to już było prawie wszystko. Na deser zajechaliśmy w Krakowie na przejazd w ulicy Kamiennej udokumentować pierwszy dzień pociągów Pendolino.

ED250-004 jako pociąg EIP z Gdyni Głównej za moment skończy
bieg w Krakowie Głównym

Dzień 2, poniedziałek 15 grudnia 2014 r.

Drugi dzień nowego rozkładu jazdy spędziliśmy głównie na Podkarpaciu dokumentując wielką chwilę, jaką był powrót spółki PKP Intercity na trasę Rzeszów – Jasło – Zagórz. Pociągi dalekobieżne w Bieszczady zostały zawieszone w 2009 r. z powodu braku lokomotyw spalinowych we flocie PKP Intercity. Dodatkowym niekorzystnym czynnikiem był długi niekonkurencyjny czas przejazdu liniami nr 106 i 108. Przez kolejne 5 lat zaszły na szczęście zmiany na plus w obu dziedzinach. PKP IC wydzierżawiło od Czechów „nurki” serii 754, a PKP PLK dokonała rewitalizacji najbardziej wyeksploatowanych fragmentów linii Rzeszów – Jasło i Jasło – Zagórz. Dzięki temu w grudniu 2014 PKP Intercity postanowiło ponownie zawalczyć o klienta podróżującego do Jasła, Krosna, Sanoka czy Zagórza. Wyjechaliśmy z Krakowa około godziny 6 i po szybkiej jeździe autobaną zjechaliśmy w Rzeszowie na krajówkę nr 9. TLK „Monciak” z Gdyni do Zagórza startował z Rzeszowa po godzinie 8 i w Boguchwale miał krzyżowanie z szynobusem z Jasła do Rzeszowa. Wyjechaliśmy więc za Boguchwałę i ulokowaliśmy się w rejonie mijanki Babica. Najpierw zjawił się SA135-012 jako osobówka z Jasła. 

SA135-012 jako pociąg osobowy z Jasła do Rzeszowa ruszył
z mijanki Babica

Ten sam szynobus w rejonie przystanku Wisłoczanka

Województwo Podkarpackie wówczas uruchamiało całkiem niezłą ofertę na tej linii, jednak już wiedzieliśmy że nie utrzyma się ona długo. Od 1 stycznia zaplanowała była istna rzeź osobówek w tym regionie i na linii nr 106 zaplanowano pozostawienie tylko dwóch kursów rano do Rzeszowa i dwóch popołudniu do Jasła. Równocześnie między Jasłem a Zagórzem zaplanowano całkowitą rezygnację z pociągów osobowych, na linii Przeworsk – Stalowa Wola Rozwadów obcięcie liczby kursów o połowę, a na trasie Jarosław – Horyniec-Zdrój pozostawienie nędznych piątkowo-niedzielnych ochłapów. Tym samym od 1 stycznia 2015 r. TLK „Monciak” pozostał jedynym pociągiem pasażerskim między Jasłem a Zagórzem. Dobra, dość żalenia się nad ofertą regionalną na Podkarpaciu. Pora się skupić na pozytywach, czyli powrocie pociągów dalekobieżnych w Bieszczady. Pogoda pięknie z nami współpracowała i tuż przed przyjazdem „Monciaka” zza chmur wyszło słońce. W ogóle ten dzień w niemal całym kraju był ponury i deszczowy. Podkarpacie było jedynym rejonem, gdzie deszczowy front nie zdążył dojść. Skład „Monciaka” stanowiła lokomotywa 754 037-0 i trzy wagony. Frekwencja niestety mizerna. 

754 037-0 z pociągiem TLK "Monciak" z Gdyni do Zagórza
wjeżdża na mijankę Babica

Dalej musieliśmy się sprężać, żeby gonić skład. Udało się go jeszcze złapać przed Strzyżowem. 

"Monciak" na szlaku przed Strzyżowem nad Wisłokiem

Dalszy odcinek jest świeżo po rewitalizacji i o dogonieniu nurka mogliśmy zapomnieć. Nawet próba przecięcia mu drogi skrótem z Frysztaka przez Lublę do Jasła nic nie dała. Zabrakło dosłownie kilku sekund. No nic, w Jaśle i tak będzie on zmieniał czoło, więc ruszyliśmy już na spokojnie na pobliską stację w Tarnowcu położoną już na linii 108 w kierunku Zagórza. Po krótkiej penetracji okolicy znaleźliśmy miejscówkę we wsi Brzezówka położonej na szlaku w kierunku Jedlicza. Okoliczni mieszkańcy zagadali do nas z ciekawości na co czekamy. A gdy dowiedzieli się że na pociąg TLK, byli w ciężkim szoku że w ogóle takie tędy jeżdżą. Ten odcinek również był świeżo po rewitalizacji, więc musieliśmy się zadowolić jednym zdjęciem pociągu. Zwłaszcza, że potem musieliśmy jechać nieco naokoło żeby wrócić na krajówkę w stronę Sanoka. 

Na szlaku Tarnowiec - Jedlicze

Za Krosnem szlak nie był rewitalizowany, dzięki czemu była szansa na dogonienie „Monciaka”. Udało się to na szlaku przed Zarszynem. Równocześnie znów pojawiły się przebłyski słońca. 

"Monciak" przed Zarszynem

Kolejne ujęcia wykonaliśmy na malowniczym odcinku w rejonie przystanku Długie oraz ze snopowiązałką za Nowosielcami. 

Okolice przystanku Długie

Na szlaku za stacją Nowosielce

Jak się później okazało tylko przez pierwsze kilka tygodni PKP Intercity zaszalało z trzema wagonami na zagórskiej grupie "Monciaka". Później śmigały już składy z dwoma pudłami. Dalej już zaczynał się Sanok i znowu nie mieliśmy szans na dogonienie składu, a na samą peronówkę w Zagórzu nam się nie chciało jechać. Podjęliśmy decyzję aby pomału wracać do Krakowa. I zaraz potem w radiu wybiła godzina 11 czyli wiadomości i po nich prognoza pogody, gdzie usłyszeliśmy że w całym kraju pochmurno i deszczowo a przejaśnienia tylko na południowym-wschodzie :D Tak więc mieliśmy wyjątkowego farta z pogodą. W drodze powrotnej zajrzeliśmy na chwilę na stację w Rzeszowie zrobić portret lokomotywy SU46-017, odpoczywającej między prowadzeniem pociągów TLK na trasie do Lublina. 

SU46-017 odpoczywa na stacji Rzeszów Główny

Zaraz, zapomnieliśmy o jeszcze jednej nowince rozkładu jazdy 2014/2015. Nie udokumentowaliśmy debiutu Kolei Małopolskich. Aby naprawić ten błąd przed Krakowem zjechaliśmy z autostrady w kierunku Wieliczki i zaglądnęliśmy na niedawno otwarty przystanek Wieliczka Bogucice. Tam uwieczniliśmy pachnącego jeszcze nowością Acatusa EN64-004 obsługującego pociąg Wieliczka Rynek Kopalnia – Kraków Główny. 

EN64-004 jako pociąg Kolei Małopolskich relacji Wieliczka Rynek
Kopalnia - Kraków Główny na nowym przystanku Wieliczka Bogucice

Teraz już wszystkie rozkładowe nowinki mieliśmy odhaczone i z czystym sumieniem mogliśmy wracać do domu.

środa, 2 czerwca 2021

2009-06-07 Melonem off-route cz. 2

"Melonem OFF-Route" to cykl imprez podczas których miłośnicy komunikacji miejskiej podróżują midibusem Autosan H6 poza trasami dostępnymi dla pełnowymiarowych autobusów. Pierwszy odcinek tego cyklu odbył się w ostatnią sobotę sierpnia 2008 roku, kiedy to zaliczaliśmy drogi i bezdroża na północny-wschód od Krakowa oraz na wschodnich rubieżach Nowej Huty. Drugą część koledzy z Krakowskiego Klubu Modelarzy Kolejowych zaplanowali na pierwszą niedzielę czerwca roku następnego i trasa obejmowała zachodnią część Krakowa: od Olszanicy przez Bielany, Bodzów, Skotniki po Tyniec. Ze względu na niewielką pojemność Autosana H6 pierwotne plany zakładały wynajęcie dwóch melonów. Jednak ze względu na niewielką liczbę Autosanów pozostałych w czynnej służbie oraz ich duży wskaźnik wykorzystania w ruchu liniowym, pomysł ten nie przeszedł. Pojawiła się więc idea, żeby drugim imprezowym pojazdem był najmłodszy wówczas autobus we flocie MPK Kraków, czyli Jelcz M083C "Libero". Ze względu na obawy organizatorów przed wpuszczaniem nowego autobusu na najtrudniejsze odcinki, część trasy pokonywał sam melon. Libero wówczas oczekiwało w dogodnym miejscu jego powrót. Impreza rozpoczęła się o godzinie 9 pod zajezdnią Wola Duchacka. Pół godziny przed rozpoczęciem imprezy, na uczestników imprezy czekał już Jelcz M083C #DA103 oraz Autosan H6 #BA118.

Melon i libero przed rozpoczęciem imprezy. Zajezdnia Wola Duchacka

Za kierownicą pierwszego autobusu zasiadł nasz kolega Darek znany z poprzedniego odcinka imprezy "Melonem OFF-Route". Natomiast melona tym razem poprowadził kolega Piotrek, również miłośnik komunikacji miejskiej, a od pół roku kierowca MPK z zajezdni w Bieńczycach. Pierwszym punktem imprezy miała być pętla linii 409 pod zamkiem w Przegorzałach. Tuż przed rozpoczęciem imprezy musieliśmy nieco zmienić plany, ponieważ jeden z uczestników nagle źle się poczuł. Postanowiliśmy, że libero wyjedzie nieco przed czasem i zahaczy po drodze o Szpital MSWiA przy ulicy Kronikarza Galla, a następnie wróci na swoją trasę, a melon wyjedzie planowo i podąży normalną trasą. Ruszyliśmy więc liberem kilka minut przed godziną 9. Wyjeżdżając na ulicę Kamieńskiego ujrzeliśmy spóźnialskiego uczestnika imprezy odprowadzającego wzrokiem nasz autobus. Wysadziliśmy chorego pasażera przy szpitalu, po czym skierowaliśmy się na Salwator, a następnie do Przegorzał na skrzyżowanie ulic Księcia Józefa i Jodłowej. Poczekaliśmy kilkanaście minut na przyjazd melona, po czym ruszyliśmy na podbój najtrudniej dostępnej pętli na sieci MPK, czyli Przegorzały UJ. Był to jeden z ostatnich bastionów Autosanów H6, które do niepodzielnie panowały na kursującej tam linii 409. Ze względu na duże pochylenie i nienajlepszy stan drogi prowadzącej pod zamek w Przegorzałach inne typy autobusów miały tu zakaz wjazdu i musiały zawracać dole, na ulicy Jodłowej. Nawet w przypadku dużego napełnienia w Autosanach H6, kierowcom zdarzało się że musieli wysadzać ludzi na dole i jechać pod górę na pusto. Tak też się stało i tym razem. Kierowca wolał nie ryzykować jazdy z tyloma osobami pod górę i poszliśmy na piechotę. Nikt nie narzekał, gdyż można było przy okazji wykonać zdjęcia. 

W drodze na pętlę Przegorzały UJ

Manewrowanie liberem między zaparkowanymi samochodami na pętli przy zamku nie było zadaniem łatwym, ale na szczęście obyło się bez zarysowań. Wśród osób czekających na liniowe 409 słychać było komentarze o naszych autobusach "ten pierwszy tu nie jeździ, ten drugi jeździ" 😉. 

Nawrotka pod zamkiem w Przegorzałach

Drogę powrotną z Przegorzał również większość z nas przebyła pieszo robiąc zdjęcia autobusom. Nawinął się także liniowy melon na 409. 

W drodze powrotnej z Przegorzał

Po dojechaniu do ulicy Jodłowej skręciliśmy nie w prawo jak to czyni 409, lecz w lewo. Wyjechaliśmy na szczyt wzniesienia, gdzie organizatorzy zrobili punkt poboru opłat za imprezę, a następnie zjechaliśmy ulicą Starowolską do trasy linii 134 kursującej do zoo. Mieliśmy się następnie udać na skróty do alei Kasztanowej, lecz ponieważ mieliśmy dobry czas, chcieliśmy jeszcze zajrzeć pod Babę Jagę. 

Fotostop pod Babą Jagą

Po szybkim fotostopie zjechaliśmy do ulicy Leśnej, a następnie na skróty przez ulicę Jeleniową przedostaliśmy się na aleję Kasztanową. Na kolejne zdjęcia zatrzymaliśmy się na przystanku Kopalina. 

Na alei Kasztanowej

Następnie niemal wszyscy uczestnicy przesiedli się do melona, ponieważ kolejny punkt imprezy był dostępny tylko dla niego. Libero w tym czasie miało pojechać na postój na pętli w Olszanicy. Melon natomiast udał się przez centrum Olszanicy na ulicę Podkamyk. Zdziwiłem się nieco, jak zobaczyłem tę ulicę w planie wycieczki, gdyż jak w 2008 roku odwiedzałem to miejsce, to była ona zwykłą szutrową drogą. Okazało się jednak, że została ona kilka miesięcy wcześniej wyasfaltowana. Uliczka ta doprowadziła nas do przejazdu przez tor, którym kursowały szynobusy do lotniska w Balicach. Nie obrazilibyśmy się jakby akurat coś pojechało. Los się do nas uśmiechnął, ponieważ zaraz po naszym przyjeździe zaczął dzwonić gong na przejeździe. Tak się złożyło, że jeden z szynobusów SA133 obsługujących zwykle tę trasę był w przeglądzie i zamiast niego wyjechał poczciwy "osiołek" SA101-001 znany z dwóch imprez Stowarzyszenia Miłośników Kolei. 

Fotostop z szynobusem do Balic na przejeździe w ulicy Podkamyk

Niestety część uczestników imprezy nie zdążyła się odpowiednio ustawić do zdjęcia i uprosili oni organizatorów, żebyśmy poczekali aż szynobus będzie wracał. Trwało to trochę czasu, przez co część osób czekających na nas w libero już myślała że akurat dziś jeździ KKA 😉. 

Autosan na świeżo wyasfaltowanej ulicy Podkamyk

Na ulicy Majówny czekał już na nas Jelcz Libero

Na dodatek w drodze powrotnej z Olszanicy natrafiliśmy na koniec mszy w miejscowym kościele, przez co utknęliśmy w niewielkim korku. Ulicą Leśmiana dotarliśmy na skróty do Zakamycza, skąd omijając od zachodu Lasek Wolski zajechaliśmy pod cmentarz w Bielanach. Tam poczekaliśmy na melona, który został nieco z tyłu i wykonaliśmy im zdjęcia z kaplicą cmentarną.

Melon podąża ulicą Marszałka Wolskiego w Bielanach

Postój pod cmentarzem w Bielanach. Libero zastępuje karawan
pogrzebowy.

Ponieważ wciąż mieliśmy dobry czas, chcieliśmy dołożyć jeszcze jeden ponadprogramowy punkt imprezy. Ktoś rzucił hasło, żeby wjechać pod klasztor Ojców Kamedułów na Bielanach. Propozycja została przyjęta i po chwili jechaliśmy już pod górę aleją Wędrowników w stroną Lasku Wolskiego. Planowaliśmy przyjechać tu tylko na parę fotek, po czym nawrócić na skrzyżowaniu dróg leśnych. Nikt z nas nie spodziewał się jednak, że cała alejka będzie zastawiona samochodami krakowian, którzy przyjechali sobie pospacerować w niedzielę po lesie. 

W Lasku Wolskim nieopodal klasztoru Ojców Kamedułów. Organizatorzy
nie spodziewali się takiej liczby samochodów

Próby trójkątowania nie powiodły się, więc część z nas poszła w głąb lasu sprawdzić, czy gdzieś dalej nie dałoby się zawrócić. Okazało się, że najbliższe miejsce, gdzie może to się udać jest pod samą bramą klasztoru. Jako pierwszy podjechał tam melon. Próba zawrócenia udała się, a skoro byliśmy już przy samej bramie klasztoru Kamedułów, to nie mogliśmy sobie odmówić zdjęć autobusu miejskiego w tym miejscu, gdyż nieprędko nadarzy się kolejna okazja. Kierowcy melona udało się nawet częściowo wjechać tyłem na teren klasztoru. 

Najbliższe miejsce, gdzie udało się zawrócić było pod samą bramą
klasztoru

Próby dalszego cofania nie podejmował, gdyż groziło to urwaniem lusterek. Jedyną możliwością przejścia przez bramę było przechodzenie ...przez autobus, gdyż pierwsze drzwi były jeszcze przed bramą, a tylne już za 😉. Parę osób skorzystało z tego niecodziennego przejścia. Problem pojawił się, gdy na teren klasztoru chciały wejść dwie osoby z rowerami, ale i one dali sobie radę. Problemem nie do przejścia okazał się za to jeden dziadek, który najwyraźniej wchodzenie na teren tego świętego miejsca przez autobus miejski uważał za profanację i żądał natychmiastowego usunięcia go z tego miejsca twierdząc że to jest niezgodne z prawem itp. Życzenie zostało spełnione, melon odjechał i jegomość mógł swobodnie wejść do klasztoru. Tyle że mieliśmy jeszcze drugi autobus, który też potrzebował zawrócić i musiał w tym celu skorzystać z placyku przed bramą klasztoru. 

Jelcz Libero podąża się nawrócić pod bramą klasztoru

Jelcz Libero jest nieco większy niż Autosan H6, ale przy pomocy uczestników imprezy i jemu udało się nawrócić bez żadnego zarysowania. 

Libero zawraca pod bramą klasztoru

Jak libero stał przed bramą, to z klasztoru akurat wychodził ten dziadek, któremu nie spodobał się melon. Powiedzieliśmy mu, że zrozumieliśmy że nie chciał przechodzić przez starego Autosana, więc wychodząc na przeciw jego oczekiwaniom podstawiliśmy mu nowiutki półroczny autobusik z niską podłogą. Gość najwyraźniej miał jeszcze większe wymagania, ponieważ sprawiał wrażenie śmiertelnie obrażonego i później za każdym razem jak nas widział, to ostentacyjnie odwracał się tyłem. Niektórym ludziom to już naprawdę się w głowach poprzewracało. My tu stajemy na głowie żeby im dogodzić, a oni się na nas obrażają 😉. Ale nie psuliśmy sobie tym humoru i pojechaliśmy dalej. Jak zjeżdżaliśmy z powrotem w kierunku Bielan zatrzymaliśmy się na jeszcze jeden szybki fotostop na alei Wędrowników. 

Libero w drodze powrotnej z klasztoru, aleja Wędrowników

Zwiedzanie Bielan zajął nam trochę więcej czasu niż przypuszczaliśmy, a w planie imprezy mieliśmy jeszcze odwiedzenie terenów na południe od Wisły. Zatem już bez postojów podążyliśmy przez ulicę Mirowską do węzła z obwodnicą Krakowa, którą przedostaliśmy się na drugi brzeg Wisły. Na skrzyżowaniu ulicy Tynieckiej z Kolną zaliczyliśmy dłuższy postój techniczny, ponieważ drzwi w melonie odmówiły posłuszeństwa. Próby ich naprawy nie powiodły się, więc żeby nie marnować czasu, podczas następnych fotostopów otwieraliśmy je ręcznie. 

Postój techniczny na ulicy Kolnej

Następny odcinek również był dostępny tylko dla melona, więc ponownie większość uczestników przesiadła się do niego. Przekroczyliśmy starorzecze Wisły oraz obwodnicę Krakowa i zatrzymaliśmy się na zdjęcia przy wale Wisły. W tle pozował odwiedzony niedawno klasztor na Bielanach. Mało kto zdawał sobie sprawę, że znajdowaliśmy się już poza granicami Krakowa. Miejsce, w którym byliśmy to przysiółek Kąty należący do Piekar. Granica Krakowa przebiega po starorzeczu Wisły. W latach 90-tych wybudowano stopień wodny Kościuszko i wyprostowano przebieg Wisły, a granica Krakowa została bez zmian, przez co przysiółek Kąty został odcięty od reszty wsi. 

Melon w przysiółku Kąty należącym do Piekar

Po dwóch fotostopach wróciliśmy do Krakowa na ulicę Kolną, którą podążyliśmy do przystanku wariantowych kursów linii 112 przy Torze Kajakowym. Tam czekał na nas już Jelcz Libero. 

Postój przy Torze Kajakowym

Po szybkim wspólnym fotostopie udaliśmy się ulicą Tyniecką w stronę centrum Krakowa. W Pychowicach odbiliśmy w ulicę Widłakową prowadzącą do nieobsługiwanego wówczas przez komunikację miejską osiedla Bodzów. Na zdjęcia chcieliśmy zatrzymać się na wale wiślanym, z którego rozciągał się ładny widok na położony po drugiej stronie rzeki zamek w Przegorzałach. Miało być tu zdjęcie obu autobusów razem, jednak ze względu na ciasne skrzyżowanie i duży ruch samochodów musieliśmy zadowolić się zdjęciem samego libero. 

Libero chwilowo zastępujące tramwaj wodny na ulicy Widłakowej
w Bodzowie. W tle widać zamek w Przegorzałach, który odwiedziliśmy
na początku imprezy.

W następnej części imprezy był długi odcinek dostępny tylko dla melona. Libero pojechało w stronę zalewu Zakrzówek, który był planowany na dalszą część imprezy, a melon przemierzył dalszy ciąg ulicy Widłakowej zatrzymując się w ciekawych plenerach, których tu nie brakowało. Ulica na przemian wjeżdżała do lasku i wyjeżdżała na otwartą przestrzeń, skąd roztaczał się widok na zamek w Przegorzałach i klasztor w Bielanach. 

Melon na ulicy Widłakowej między Bodzowem a Kostrzem

Na ulicę Tyniecką powróciliśmy przy szkole w Kostrzu. W czasie gdy jechaliśmy w kierunku Pychowic, koledzy z Jelcza Libero przekazali nam, że droga do zalewu Zakrzówek jest kompletnie zastawiona samochodami i lepiej tam nie jechać, żeby nie powtórzyła się sytuacja z Bielan. Uczestnicy imprezy od dłuższego czasu domagali się postoju przy jakimś sklepie. Skierowaliśmy się więc z Pychowic w stronę Kauflandu na Ruczaju, gdzie czekał na nas już libero. Nasz kierowca jednak przegapił jedyny skręt do tego sklepu i ostatecznie zakupy zrobiliśmy w markecie koło pętli Kampus UJ. Po drodze zaliczyliśmy fotostop na ulicy Łojasiewicza, którą wówczas kursowała linia 104 z Ronda Grunwaldzkiego do Kampusu UJ. 

Ulica Łojasiewicza na Ruczaju

Po dotarciu pod market przy pętli Kampus UJ kierowca chciał postawić melona tak, żeby nie utrudniał ruchu innym pojazdom. Zaparkował więc tyłem między samochodami. Miny klientów wychodzących ze sklepu widzących autobus miejski zaparkowany przed sklepem między samochodami - bezcenne 😀. 

Manewry na placu przed marketem nieopodal pętli Kampus UJ

No i zaparkował

Gdy już wszyscy uzupełnili zapasy, podążyliśmy przez ulicę Mochnaniec do pętli linii 106 w Skotnikach, gdzie już od dłuższego czasu czekał na nas Jelcz Libero. W trakcie fotostopu na tej pętli podeszła do nas jedna babcia, która prosiła nas żebyśmy podziałali, żeby puścić 106 przez ulicę Mochnaniec i Kampus UJ, bo ma dość jeżdżenia naokoło przez Babińskiego. "Mogą nawet jeździć takie małe autobusy jak te Wasze, ale byleby jeździły" 😉. ZIKiT jednak uparcie nie chciał puszczać żadnego autobusu przez Mochnaniec twierdząc, że jest ona za wąską ulicą. Nawet w trakcie przebudowy pętli w Skotnikach linia zastępcza jeździła przez równie wąską ulicę Szymonowica. 

Libero i melon na pętli Skotniki Szkoła

Z pętli w Skotnikach podążyliśmy do skrzyżowania z ulicą Babińskiego, gdzie skręciliśmy w prawo w ulicę Kozienicką. Po 100 metrach libero zaczekało na chwilę, a melon pojechał na szybki fotostop w boczną uliczkę Starzyńskiego, z której roztaczał się ładny widok na Skawinę. 

Melon na ulicy Starzyńskiego na tle Skawiny

Następnie oba autobusy pojechały razem ulicą Kozienicką, żeby wjechać od tyłu na pętlę linii 162 w Podgórkach Tynieckich. Tu również asfalt położony został stosunkowo niedawno, najdalej kilka lat temu. Za ostatnimi zabudowaniami Skotnik droga malowniczo opada, by po chwili wznieść się na wiadukt nad obwodnicą Krakowa. I właśnie z tego wiaduktu chcieliśmy zrobić Jelczowi Libero zdjęcie jak zjeżdża z górki a potem wspina się na wiadukt. Nie było łatwo, ponieważ ciągle przeszkadzały nam rowery i samochody. 

Libero wjeżdża na wiadukt nad obwodnicą autostradową w ciągu
ulicy Kozienickiej

Kolejne wspólne zdjęcie obu autobusów wykonaliśmy na pętli Podgórki Tynieckie. 

Pętla Podgórki Tynieckie

Impreza zbliża się do końca, ale najciekawszy punkt dopiero przed nami, oczywiście ze względu na trudności terenowe był on dostępny tylko dla melona. Chcieliśmy przejechać do Tyńca na skróty przez Lasy Tynieckie, szutrową ulicą Obrony Tyńca. Libero zaś miało pojechać naokoło przez Kostrze. Na pierwszym fotostopie w lesie ze zdziwieniem zauważyliśmy, że Libero jednak jedzie za nami. Okazało się, że kierowca przegapił skręt na Kostrze i też wjechał do lasu. Ale i tak jazda przez las poszła mu całkiem nieźle i ani razu się nie zakopał (czego nie można powiedzieć o kierowcy melona). 

Melon na ulicy Obrony Tyńca prowadzącej przez Lasy Tynieckie

Libero znalazło się tu nieplanowo, ale pokonało ten odcinek bez
większych trudności

Korzystając z tego, że uczestnicy są w komplecie postanowiliśmy zrobić sobie zdjęcie grupowe z naszymi autobusami w tym niecodziennymi miejscu. Wcześniej jednak musieliśmy przepuścić korek samochodów jaki się za nami utworzył. W ogóle jak na taką drogę ruch jest tu strasznie duży, nawet chyba większy niż pieszych. 

Postój w Lasach Tynieckich

Po dotarciu do centrum Tyńca nasze autobusy rozdzieliły się na dłużej. Plan był taki, że melon jedzie w stronę dawnej przeprawy promowej pod Opactwem Benedyktynów, a libero na drugą stronę Wisły, do Piekar. Zamiarem organizatorów było sfotografowanie obu autobusów na przeciwległych brzegach Wisły i z opactwem w tle. W trakcie jazdy do Piekar jeden z uczestników imprezy ostrzegał, że na drodze z Piekar w stronę promu jest drzewo w skrajni i nad Wisłą nie ma gdzie nawrócić. Wysiedliśmy więc pod szkołą w Piekarach i podeszliśmy na piechotę do dawnej przeprawy promowej. Okazało się jednak, że drzewo zostało przycięte, a nad rzeką jest gdzie nawrócić, ale nie kazaliśmy już kierowcy wracać do autobusu. Zrobiliśmy zdjęcie samego melona pod opactwem, ale za to z drugiego brzegu Wisły. 

Melon pod Opactwem Benedyktynów w Tyńcu widziany z drugiej
strony Wisły

A tu Jelcz Libero na tle opactwa

To był już ostatni punkt imprezy. Oba autobusu podążyły przez obwodnicę autostradową do zajezdni Wola Duchacka. Tam nastąpiło oficjalne zakończenie imprezy, po którym melon zjechał do swojej zajezdni w Bieńczycach rozwożąc do domów niektórych uczestników imprezy.

Impreza uczestnikom się bardzo podobała. Była co najmniej tak samo udana jak jej poprzedni odcinek. Przejazd drogami niedostępnymi dla normalnych autobusów dostarczył nam wspaniałych wrażeń. Dziękuję kolegom z Krakowskiego Klubu Modelarzy Kolejowych za ciekawy pomysł na imprezę oraz dyrekcji MPK za to że powierzyła nam dwa autobusy (w tym jeden, który kilka miesięcy temu wyszedł z fabryki). Największe podziękowania należą się jednak naszym kierowcom, Darkowi i Piotrkowi za to że zgodzili się poprowadzić autobusy po drogach, którymi nigdy wcześniej żadne autobusy nie jeździły. Szczególne podziękowania należą się koledze Piotrkowi, który mimo krótszego stażu za kierownicą autobusu musiał radzić z większymi trudnościami, jak np. nawrotki na ulicy Podkamyk czy pod Opactwem w Tyńcu. Oczywiście nie można zapomnieć o innych uczestnikach imprezy, bez pomocy których nasi kierowcy nie poradziliby sobie z zawracaniem w wielu miejscach, zwłaszcza pod klasztorem w Bielanach.